24.11.2024, 18:28 ✶
Margaret przytaknęła panience Prewett. Cóż, były to proste i możliwe do wykonania pomysły... Tylko politycy musieli wreszcie spojrzeć na czarownice, jakby się liczyły. Kiedyś dziennikarka nawet pisała reportaż o żonach w konserwatywnych czystokrwistych rodzinach. Aranżowane małżeństwa, nacisk na tradycyjne role społeczne i brak zatrudnienia wśród tej grupy był tylko wierzchołkiem góry lodowej. A co się potem okazało? Margaret nie mogła opublikować artykułu w Proroku Codziennym, bo ktoś na górze pociągnął za odpowiednie sznurki. Być może nawet był to jeden z mężów kobiet, o których pisała.
– Ma pani rację. A dlaczego pani zdaniem nie mamy do czynienia z działaniami BU w tym zakresie? Skąd biorą się te problemy? – zapytała Margaret.
No właśnie... skąd? Czemu ci, którzy byli odpowiedzialni za bezpieczeństwo obywatelek magicznego Londynu zaniedbywali swoje obowiązki? To był systemowy problem, taka była prawda. Ilekolwiek Margaret by nie pracowała w Proroku, ile by nie badała spraw nadużyć czy to w Ministerstwie, czy to w rodzinach magicznych, czy to na ulicach... zawsze znalazł się ktoś kto zaprzeczał tym faktom lub je bagatelizował. W służbach było trochę takich osób - aurorów, którzy podejmowali tę pracę, żeby karmić swoje ego, a nie z wyższego celu. Dlatego potrzebne było nowe pokolenie uświadomionych kobiet, takich jak młoda Prewettówna. Jej rodzina była wpływowa, a ludzie z wierzchołka drabiny społecznej mieli więcej możliwości, by zmieniać świat. Jednocześnie dziewczyna wydawała się wyjątkowo skromna i życzliwa. Sprawiała dobre wrażenie. Margaret nigdy nie miała córki, a zawsze chciała. A gdyby taka córka była jak ta młoda dziewczyna, to jeszcze lepiej.