24.11.2024, 21:49 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2024, 21:49 przez Cathal Shafiq.)
Cathal, wyrwany gwałtownie ze swojego zamyślenia, spojrzał na nich półprzytomnie, jakby w pierwszej chwili nie zdawał sobie sprawy z tego gdzie i kiedy się znajduje. Dopiero potem ruszył w ślad za Thomasem i Guinevere, by przyjrzeć się nagrobkom, na których umieszczono nazwiska Blackwoodów.
Były absolutnie niemagiczne, a przynajmniej takie zdawały się na pierwszy rzut oka. Nie dostrzegali symboli, run, materiałów, napisów, które mogłyby wskazywać na to, że należały do czarodziejów. Mogłaby to być przypadkowa zbieżność nazwisk – gdyby nie sny prześladujące od jakiegoś czasu McGonagall i to, że przybyli tutaj szukać czegoś właśnie takiego. Cathal przykucnął, szukając właśnie jakichś oznak wskazujących na niezwykłość nagrobka małżeńskiej prawdopodobnie pary… nie znalazł jednak niczego.
Gdy Thomas i Ginewra zabrali się za oględziny drugiej płyty, mogli dojść do tego, że prawdopodobnie imieniem, które znajdowało się na nim w przeszłości było „Cassandra”. Nie mógł to być grób Cassandry Blackwood, która pozostawiła po sobie zaklęty zwój w wiosce – prawdopodobnie byłby starszy, poza tym wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że kobieta zginęła podczas zagłady wioski.
Ale nie mógł to być też przypadek.
Guinevere poczuła gwałtowny ból głowy: jakby ktoś wetknął szpileczkę wprost w jej mózg, mniej więcej w tę jego przednią część. Mogłaby przysiąc, że coś się do niej dobijało – ale nie mogło się „przebić”. Może po prostu dalej źle się czuła po teleportacji, a może magia płynąca w jej krwi szeptała do niej właśnie, usiłowała coś podsunąć… i nie mogła, nigdy nie rozbudzona w pełni, nie wyćwiczona.
Cathal milczał bardzo długo, zapatrzony w napisy. W jego głowie tymczasem odtwarzały się wszystkie odbyte rozmowy na temat Cassandry, każdy szczegół wspomnienia, które kiedyś obejrzeli.
– Wioska była odcięta od światła, a Blackwoodowie bardzo dumni ze swojej przywódczej roli. Nie wierzę, że po prostu osiedliliby się gdzieś indziej. Ale Cassandra przewidziała zagładę. Być może zdołała kogoś odesłać poza wioskę? Młodszą siostrę, syna? – zasugerował w końcu. – Mogli żyć tutaj przez kolejne pokolenia. Nie mieli w tamtej wiosce kontaktu z czarodziejami, nie wiedzieliby więc gdzie ich szukać… jeśli wymieszali się z mugolami, mogli zatracić z czasem magiczne zdolności. I żyć tu, między nimi. Może w wiosce znajdziemy ich potomków.
/Info rzucam Calem ze względu na bardzo niskie wyniki Ginny, inaczej dałabym narracyjnie dla niej wskazówki z sesji/
Były absolutnie niemagiczne, a przynajmniej takie zdawały się na pierwszy rzut oka. Nie dostrzegali symboli, run, materiałów, napisów, które mogłyby wskazywać na to, że należały do czarodziejów. Mogłaby to być przypadkowa zbieżność nazwisk – gdyby nie sny prześladujące od jakiegoś czasu McGonagall i to, że przybyli tutaj szukać czegoś właśnie takiego. Cathal przykucnął, szukając właśnie jakichś oznak wskazujących na niezwykłość nagrobka małżeńskiej prawdopodobnie pary… nie znalazł jednak niczego.
Gdy Thomas i Ginewra zabrali się za oględziny drugiej płyty, mogli dojść do tego, że prawdopodobnie imieniem, które znajdowało się na nim w przeszłości było „Cassandra”. Nie mógł to być grób Cassandry Blackwood, która pozostawiła po sobie zaklęty zwój w wiosce – prawdopodobnie byłby starszy, poza tym wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że kobieta zginęła podczas zagłady wioski.
Ale nie mógł to być też przypadek.
Guinevere poczuła gwałtowny ból głowy: jakby ktoś wetknął szpileczkę wprost w jej mózg, mniej więcej w tę jego przednią część. Mogłaby przysiąc, że coś się do niej dobijało – ale nie mogło się „przebić”. Może po prostu dalej źle się czuła po teleportacji, a może magia płynąca w jej krwi szeptała do niej właśnie, usiłowała coś podsunąć… i nie mogła, nigdy nie rozbudzona w pełni, nie wyćwiczona.
Cathal milczał bardzo długo, zapatrzony w napisy. W jego głowie tymczasem odtwarzały się wszystkie odbyte rozmowy na temat Cassandry, każdy szczegół wspomnienia, które kiedyś obejrzeli.
– Wioska była odcięta od światła, a Blackwoodowie bardzo dumni ze swojej przywódczej roli. Nie wierzę, że po prostu osiedliliby się gdzieś indziej. Ale Cassandra przewidziała zagładę. Być może zdołała kogoś odesłać poza wioskę? Młodszą siostrę, syna? – zasugerował w końcu. – Mogli żyć tutaj przez kolejne pokolenia. Nie mieli w tamtej wiosce kontaktu z czarodziejami, nie wiedzieliby więc gdzie ich szukać… jeśli wymieszali się z mugolami, mogli zatracić z czasem magiczne zdolności. I żyć tu, między nimi. Może w wiosce znajdziemy ich potomków.
/Info rzucam Calem ze względu na bardzo niskie wyniki Ginny, inaczej dałabym narracyjnie dla niej wskazówki z sesji/