Otworzyła usta, żeby zaprzeczyć, że wcale nie mogło być gorzej. Że tydzień to zdecydowanie za długo, jak na wakacyjny czas i to tak o tydzień za długo. I że nie, nigdy więcej nie wsiądzie na coś, co odrywa się od ziemi na wyżej niż jard, bo na pewno skończy tak jak teraz. Niezależnie czy będzie to wierzchowiec, miotła czy latający dywan. Nie i koniec.
Zamknęła usta, bo w tym samym momencie dotarło do niej, że musiałaby się przyznać przed kuzynką, że upadek wywołał w niej strach. W dodatku tak duży, że na samą myśl o lataniu na czymkolwiek pociły się jej dłonie i czuje, jakby znowu spadała i tę niemoc, i strach... Aż się wzdrygnęła na to wspomnienie i jakoś tak dziwnie i nieprzyjemnie zaschło jej w gardle. Może lepiej, jak skupi się na tym, co mówi Mona, która przywarła czołem do jej czoła.
Spojrzała głęboko w oczy kuzynki. Były tak blisko, że zlały się w jedno wielkie oczko, które spoglądało na nią najpierw z niedowierzaniem, później z uznaniem, aż wreszcie odsunęło się i z powrotem patrzyły na nią dwa oka. Teraz wypełnione powątpiewaniem.
— Wiem, że dziwne, bo tak jak mówisz, w rezerwacie na pewno odnotowaliby, że któryś ze smoków przekroczył granicę, ale co innego mogło spłoszyć mojego wierzchowca?Uniosła sprawną rękę i przyłożyła zgięty palec wskazujący do ust. Tak często robił jej ojciec, gdy czytał coś ważnego lub się nad czymś zastanawiał. Regina uważała, że to idealny gest, by wyrazić swoje głębokie zamyślenie nad tym, co mogło spłoszyć jej konia.
— Żmijoptak?! Tutaj? — zmarszczyła brwi i zdecydowanie pokręciła głową. — Niemożliwe, przecież one tutaj nie występują. A nawet jeżeli ktoś go tutaj przywiózł, to wypuściłby go ot tak? Tuż przy rezerwacie? Przecież smoki i w ogóle...Jasne, fakt, że mogła być tak blisko tego zwierzęcia, był fascynujący, ale nie pobudzał wyobraźni tak, jak smok! Bo gdyby w jakiś sposób dowiodła, że koń przestraszył się drakonida, to ten upadek, szlaban i złamania były niczym w porównaniu do tego, że w zasięgu ręki mogła mieć najprawdziwszego smoka. Może i go nie widziała, ale... Smok!!!
— Nie wiem, bo w jednym momencie siedziałam na grzbiecie, a w drugim pędziłam na spotkanie z ziemią i jakoś nie miałam czasu rozglądać się za tym, co mogło spłoszyć Łatka. — fuknęła zła na samą siebie, bo rzeczywiście tragiczne było, że się nie rozglądała.Puściła wodze fantazji i przed oczami miała najróżniejsze stworzenia, które mogły się skrywać w tamym momencie za chmurami. Smoki, żmijoptaki, może nawet bystroduch albo...
— Wiwerna! Co jak tam była wiwerna?!Spojrzała szeroko rozwartymi oczami na kuzynkę, pełnymi nadziei i zachwytu. Gdyby tylko pan Skamander tu był i usłyszał o jej przygodzie. Na pewno od razu odgadłby, co spłoszyło skrzydlatego konia i jeszcze pogratulował Reginie odwagi. Ale byłoby super, pomyślała.