23.01.2023, 15:17 ✶
- Tak, odmawiam, żebyś mi płacił – roześmiała się. Już wystarczyło, że na te wszystkie wyjścia to on zawsze płacił, bo tak wypadało, jakby nie mogła od czasu do czasu sama za nich zapłacić. No ALE. Żyli w takim społeczeństwie, że jak to tak, kobieta płacić za kolację, to się nie godzi.
- Hej ale pomyśl! To nie jest głupie, tylko to wręcz genialne! – czarny humor czarnym humorem, ale to naprawdę było coś niesamowitego. Po co takiemu aurorowi coś więcej? Nie musiałby się bać klątw czarnomagiczncych, zdecydowana większość nic by mu nie zrobiła. No i mógł grać na przeczekanie, przecież nie umrze z głodu jak normalny człowiek. Wpadnie w szał, rzuci się na kogoś – tak. Ale nie umrze. Jedynie światło słońca albo uszkodzenie mózgu mogło mu zaszkodzić… Ale uszkodzenie mózgu zaszkodziłoby każdemu, więc…? Auror idealny. Właśnie na noc – kiedy najłatwiej było przeprowadzać czarnoksięskie akcje, bo ludzie mniej widzieli. Bo szli spać. Bo łatwiej było się skryć. Victoria widziała w nim ten potencjał zwłaszcza teraz, bo nie znała go sprzed przemiany. Zresztą – jak miał swoje sprawdzone metody to też dobrze; aurorzy raczej nie należeli do tych delikatnych płateczków, bo stawką było życie i wielkie ryzyko. Więc brutalność? No… była wpisana w ich zawód. A choćby to, że nie potrzebował do niczego różdżki – też było cenną umiejętnością. - Byłbyś na pewno jedyny w swoim rodzaju – i to też był komplement. Proszę bardzo, poopowiadała mu jakie jest fajny a na koniec tylko uraczyła go uśmiechem.
I w tym momencie przynieśli dla niej jedzenie, więc nim się zajęła, wzdychając nad tym co ona w ogóle sobie zamówiła, ale bez słowa (ale za to z miną wyrażającą niezadowolenie – głównie z samej siebie) skargi jadła. No na pewno nie był to schabowy z ziemniakami. Głównie dlatego nie zauważyła nagłej zmiany w twarzy Sauriela, tego że spojrzał na nią wręcz ostro, czujnie. Że cos jest nie tak.
- Tak, oczywiście – jak mogłaby nie? To w końcu biblioteka, istniała po to, by dzielić się wiedzą. A zapisać tam kogoś z polecenia rodziny nie było żadnym problemem. Może nie do wszystkich działów można było mieć dostęp tak o, przychodząc z ulicy, ale… no właśnie. Rodzina miała zapewne wszelki dostęp do wszystkiego, nie? A kiedyś Sauriel też będzie częścią tej rodziny. Zaś jak mówiło motto rodziny Parkinson – książki to skarby cenniejsze od złota. I była to cholerna racja.
- Hej ale pomyśl! To nie jest głupie, tylko to wręcz genialne! – czarny humor czarnym humorem, ale to naprawdę było coś niesamowitego. Po co takiemu aurorowi coś więcej? Nie musiałby się bać klątw czarnomagiczncych, zdecydowana większość nic by mu nie zrobiła. No i mógł grać na przeczekanie, przecież nie umrze z głodu jak normalny człowiek. Wpadnie w szał, rzuci się na kogoś – tak. Ale nie umrze. Jedynie światło słońca albo uszkodzenie mózgu mogło mu zaszkodzić… Ale uszkodzenie mózgu zaszkodziłoby każdemu, więc…? Auror idealny. Właśnie na noc – kiedy najłatwiej było przeprowadzać czarnoksięskie akcje, bo ludzie mniej widzieli. Bo szli spać. Bo łatwiej było się skryć. Victoria widziała w nim ten potencjał zwłaszcza teraz, bo nie znała go sprzed przemiany. Zresztą – jak miał swoje sprawdzone metody to też dobrze; aurorzy raczej nie należeli do tych delikatnych płateczków, bo stawką było życie i wielkie ryzyko. Więc brutalność? No… była wpisana w ich zawód. A choćby to, że nie potrzebował do niczego różdżki – też było cenną umiejętnością. - Byłbyś na pewno jedyny w swoim rodzaju – i to też był komplement. Proszę bardzo, poopowiadała mu jakie jest fajny a na koniec tylko uraczyła go uśmiechem.
I w tym momencie przynieśli dla niej jedzenie, więc nim się zajęła, wzdychając nad tym co ona w ogóle sobie zamówiła, ale bez słowa (ale za to z miną wyrażającą niezadowolenie – głównie z samej siebie) skargi jadła. No na pewno nie był to schabowy z ziemniakami. Głównie dlatego nie zauważyła nagłej zmiany w twarzy Sauriela, tego że spojrzał na nią wręcz ostro, czujnie. Że cos jest nie tak.
- Tak, oczywiście – jak mogłaby nie? To w końcu biblioteka, istniała po to, by dzielić się wiedzą. A zapisać tam kogoś z polecenia rodziny nie było żadnym problemem. Może nie do wszystkich działów można było mieć dostęp tak o, przychodząc z ulicy, ale… no właśnie. Rodzina miała zapewne wszelki dostęp do wszystkiego, nie? A kiedyś Sauriel też będzie częścią tej rodziny. Zaś jak mówiło motto rodziny Parkinson – książki to skarby cenniejsze od złota. I była to cholerna racja.