- To bardzo chujowy argument. - Od początku wiedział, czym się zajmuje. Jej praca była wiecznym ryzykiem i nie miała na to najmniejszego wpływu, została stworzona po to, aby walczyć z bestiami. Ostatnimi czasy ograniczyła te bardziej niebezpieczne zlecenia, nie pchała się w paszczę lwa. Raczej wybierała powtarzalne, mało inwazyjne misje, gdzie raczej nie było szans, aby powinęła jej się noga. Podchodziła do tego z rozsądkiem, którego kiedyś jej brakowało. Zresztą w ogóle nie mieszała się w jego interesy, nigdy wcześniej nie zdarzyło się jej go niepokoić. To było coś nowego, to był pierwszy raz. Zazwyczaj wystarczała jej po prostu krótka informacja, szczególnie po tym, co wydarzyło się w marcu w zeszłym roku, kiedy wyszedł wkurwiony z domu i nie wracał przez pięć dni. Wtedy mogła nieco naciskać na to, żeby dzielił się z nią czymkolwiek, bo poczuła, że nie ma żadnej kontroli nad tym, co dzieje się wokół nich. Potrzebowała jej, sama zresztą zawsze zostawiała krótką informację, żeby wiedział, gdzie i ewentualnie z kim przebywa w danym momencie.
Nie było czasu na rozmowy, na rozważania. Nie tym razem. Podjęła decyzję, która wydawała się jej słuszna, tyle. Nie wątpiła, że zrobiłby to samo, gdyby chodziło o nią. Mógł jej mówić, że wcale nie, ale wiedziała, że nigdy by się nie zawahał. Tym razem ona też zrobiła to, na co miała ochotę, nie była to głupia zachcianka, może na początku chciała tylko sprawdzić, czy na pewno nic się nie dzieje, później pod wpływem chwili postanowiła się zaangażować nie zważając na konsekwencje - nie było to nic nowego, kiedy przychodziło o walkę o swoje nigdy się nimi nie przejmowała, a Roise był przecież jej. Była gotowa zmierzyć się z tym, co mogło wydarzyć się później.
- Wydawało mi się, że od dawna mamy wspólne bagno, teraz się tylko trochę rozrosło. - Nie dało się nie zauważyć jego złości, widziała to w jego oczach. Dostrzegała, że był zirytowany, jak niemalże nigdy. Cóż, nie mogła nic z tym zrobić, może mu przejdzie, jeśli nie? Trudno. Jakoś się z tym pogodzi, grunt, że chociaż na chwilę mieli spokój z jego ewentualnymi współpracownikami, chociaż w sumie nie, to chyba nie byli współpracownicy, bo z tego, co zauważyła, gdy ich podłuschiwała Ambroise nie chciał nawiązać z nimi żadnej relacji biznesowej. Nie była szczególnie świadoma tego, co działo się na spotkaniu, bo dlaczego miałaby być? Nie wiedziała zbyt wiele o jego interesach, o tym z kim współpracował. Wydawało jej się, że ludzie z którymi mieli doczynienia nie nakładali im się na siebie, inaczej pewnie spotykałaby go częściej podczas swoich zleceń, tak ich drogi przeplotły się raz, wtedy w lutym, kiedy przyszło im odwiedzić ten zaczarowany dworek od którego wszystko się zaczęło.
- To było jednorazowe, nie zamierzam się wpierdalać w twoje sprawy. - Miała zamiar to podkreślić, nigdy nie chciała go osaczać w tym miejscu, nie zależało jej na tym, chodziło tylko o to, aby mieć pewność, że był bezpieczny, nic więcej. Tylko to miało dla niej jakiekolwiek znaczenie. To, że troche ryzykowała? Było to tego warte. Dzięki temu teraz byli razem w domu, nie musiała go szukać nad ranem, bo czuła, że mogło się to zakończyć właśnie w ten sposób, szczególnie, że ludzie z którymi przyszło im się mierzyć wydawali się być wcale nie najłatwiejszymi do pokonania przeciwnikami.
- Jasne, możesz mówić, że będą mnie szukać, niech próbują, naprawdę się tego nie boję. Nie zamierzam chować głowy w piach. - Tak, to też było dość istotne. Nie miała zamiaru się chować tylko przez to, że pojawiła się w złym miejscu, o złym czasie - w sumie to w bardzo dobrym i o odpowiedniej porze.
- Więc ty możesz ryzykować swoje życie i zdrowie, a kiedy mi się zdarzyło to jednorazowo, to się robi problematyczne? - Nadal nie do końca widziała w tym wszystkim równość. Może była ślepa, ale zdecydowanie to nie wyglądało tak, jakby mieli podobne prawa.
Przewróciła oczami, kiedy kopnął nogą w ścianę. Cóż, jeśli miało mu dzięki temu ulżyć, to nie musiał się krępować, niech da upust tym emocjom, które najwyraźniej zaczęły go nieco przytłaczać. Ona ze swoimi walczyła w mniej drastyczny sposób - wybrała alkohol, który powoli ponownie wlewała w swoje gardło. Przyjemne ciepło rozchodziło się po jej ciele, gdyby nie to, że nie przestawał jej wyrzygiwać swoch racji to uznałaby ten poranek za wcale nie taki najgorszy.
- Czy mógłbyś nie demolować naszego domu? - Rzuciła jeszcze całkiem neutralnym tonem. Powinien spasować, powinien przestać skupiać się na negatywach i cieszyć tym, że udało im się wygrać tę walkę. Jeśli przyjdzie im to powtórzyć to pewnie też zakończy się to w podobny sposób, bo byli całkiem niezłym duetem, czy mu się to podobało, czy nie. Po prostu tak było. Mogli się dopełniać nawet podczas tych sytuacji, w których nie chciał jej widzieć u swojego boku, nie, żeby zamierzała teraz nagle się w to pakować, znaczy trochę już to zrobiła, ale nadal, to nie było coś, w co chciała się w pełni zaangażować, mogła od czasu do czasu po prostu sprawdzać, czy faktycznie nic złego mu się nie przytrafiło. Wiedziała, że na to nie przystanie, chociaż teraz w sumie trochę nie miał wyboru, nie po tym, jak tamci ją widzieli.
Cóż, na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie, jakoś sobie z tym poradzą, zawsze sobie radzili. Nie było sensu niepotrzebnie panikować, to nie był pierwszy raz, kiedy narwany charakter przyniósł jej niespodziewane kłopoty. - Przepraszam, że cię o to nie zapytałam, ale trochę nie było czasu, po prostu zareagowałam. - W sumie za to chyba wypadało przeprosić, bo nie powinna stawiać go pod ścianą, była to jedyna rzecz, która nieco ją uwierała po tym minionym wieczorze.
- Nic się nie stanie, zobaczysz, nie ma sensu panikować. - Wydawała się być bardzo pewna swoich słów, jakby się nastawiła na to, że nic jej nie grozi, a nawet jeśli coś by jej groziło, to tak, czy srak sobie z tym poradzi, zawsze sobie radzili, tym razem nie mogło więc być inaczej. Nie chciała, żeby się denerwował, bo to nie miało większegop sensu, to już się wydarzyło, mleko się rozlało.