25.11.2024, 11:43 ✶
Na moment przestał oddychać, gdy znów padło imię jego ukochanego, tylko po to by od razu rozluźnić się, słysząc zapewnienia Jonathana, że Longbottom wykazał się profesjonalizmem i kontrolą sytuacji. Dobrze, że Selwyn mu to powiedział, bo przynajmniej ta zaciśnięta pętla w głowie odpuściła i jako przyjaciel mógł w końcu w pełni być tym przyjacielem, mógł w pełni skupić się na Jonathanie.
I tak, gdy padło pytanie, gdy jego gość opadł na oparcie, a dłoń przestała piec od wzajemnego kontaktu, Anthony zamyślił się. O ileż wolałby, gdyby przeprowadzali tę rozmowę te kilka lat temu, gdy francuski romans kwitł, i kwestia przemiany nie stanowiła karty przetargowej w straszliwym szantażu, który zaciskał pętle na szyi Jonathanowi. O ileż wolałby, żeby był to pretekst do cichego zwierzenia, że sam myślał o klątwie likantropii w kontekście własnej osoby i jakby to było zabawne wobec tych wszystkich pulpowych opowieści, gdyby widywali się razem - wampir z wilkołakiem i bynajmniej nie skakali sobie do gardeł.
Okoliczności były jednak zgoła odmienne, a Shafiq miał w pamięci jak źle hrabia przyjął odmowę ostatnim razem, co czyniło jego pogróżki tak bardzo plastycznymi.
Anthony Podniósł się z oparcia i nogą przesunął taboret, tak aby przysiąść na przeciwko Jonathana, aby móc widzieć go twarzą w twarz. Jego oczy były poważne i smutne, ale szukały spojrzenia, potrzebował widzieć, że jego słowa dotrą do skołowanego umysłu przerażonego minioną konfrontacją, nawet jeśli z zewnątrz nie wydawała się aż taka straszna.
– Jonathan. Domyślam się, że przemiana to nie tylko zmiana swojego ciała, ale też - w domyśle - złożenie swojego życia w ręce osoby, która sprawia, że siedzisz u mnie na fotelu i trzęsiesz się z obawy o to co mogłaby uczynić. Takie decyzje, nie ważne na ile lat, nigdy nie powinny wynikać ze strachu przed tym co ta osoba może zrobić i jak może Ci zagrozić. Pamiętasz... pamiętasz Alcuina? Czy byłoby lepiej, gdybym odpuścił ślub z Edith i przystał na jego warunki w strachu, że upubliczni informację o nas? – Przebrzmiała, poblakła sprawa. Za moment będzie płakał nad jego widmowym grobem, za moment pogrążony w nostalgii będzie wspominał jego głos i uśmiech, gdy wszystko było jeszcze dobrze.
– Sądzę, że trzeba rozwiązać ten problem, i to możliwie szybko, bo w takim stanie to nie hrabia, a zawał doprowadzi Cię do grobu. Musimy ustalić fakty, zrozumieć motywację drugiej strony, bo teraz trochę błądzimy, jakbyśmy byli w mlecznobiałej mgle – wrócił do Jonathana myślami, do jego zmartwień i podszedł do nich tak, jak rozwiązywał swoje własne. Był dyplomatą, działał w zakresie negocjacji i nade wszystko poruszania dźwigniami pragnień w duszach innych ludzi. Nie ostrzył osikowych kołków, morderstwo dla niego zawsze powinno być ostatecznością. – Twój strach wywołuje Wasza ostatnia kłótnia i list. Jesteś przekonany, że on pragnie zemsty i zguby Jeźdźców. Ale skoro Jean jest już w Londynie, to po co miałby pokazywać się na przyjęciu? Skuteczniej mógłby nas zabić, gdybyśmy nie byli świadomi jego przyjazdu. Rozumiałbym jeszcze, choć nigdy nie poznałem tej jego strony, gdyby w ten sposób chciał podbudować swoją urażoną dumę - gdyby chciał pastwić się nad Tobą, wywyższać się i obserwować jak gniesz się w przerażeniu, ale z Twojej opowieści wynika, że jego działania, słowa były na przeciwnym biegunie. Mówił, że się o Ciebie martwi, ale mógł kłamać. – fakty fakty, tylko fakty... – A nici? Tych przecież nie da się oszukać. Co powiedziały Ci nici?
I tak, gdy padło pytanie, gdy jego gość opadł na oparcie, a dłoń przestała piec od wzajemnego kontaktu, Anthony zamyślił się. O ileż wolałby, gdyby przeprowadzali tę rozmowę te kilka lat temu, gdy francuski romans kwitł, i kwestia przemiany nie stanowiła karty przetargowej w straszliwym szantażu, który zaciskał pętle na szyi Jonathanowi. O ileż wolałby, żeby był to pretekst do cichego zwierzenia, że sam myślał o klątwie likantropii w kontekście własnej osoby i jakby to było zabawne wobec tych wszystkich pulpowych opowieści, gdyby widywali się razem - wampir z wilkołakiem i bynajmniej nie skakali sobie do gardeł.
Okoliczności były jednak zgoła odmienne, a Shafiq miał w pamięci jak źle hrabia przyjął odmowę ostatnim razem, co czyniło jego pogróżki tak bardzo plastycznymi.
Anthony Podniósł się z oparcia i nogą przesunął taboret, tak aby przysiąść na przeciwko Jonathana, aby móc widzieć go twarzą w twarz. Jego oczy były poważne i smutne, ale szukały spojrzenia, potrzebował widzieć, że jego słowa dotrą do skołowanego umysłu przerażonego minioną konfrontacją, nawet jeśli z zewnątrz nie wydawała się aż taka straszna.
– Jonathan. Domyślam się, że przemiana to nie tylko zmiana swojego ciała, ale też - w domyśle - złożenie swojego życia w ręce osoby, która sprawia, że siedzisz u mnie na fotelu i trzęsiesz się z obawy o to co mogłaby uczynić. Takie decyzje, nie ważne na ile lat, nigdy nie powinny wynikać ze strachu przed tym co ta osoba może zrobić i jak może Ci zagrozić. Pamiętasz... pamiętasz Alcuina? Czy byłoby lepiej, gdybym odpuścił ślub z Edith i przystał na jego warunki w strachu, że upubliczni informację o nas? – Przebrzmiała, poblakła sprawa. Za moment będzie płakał nad jego widmowym grobem, za moment pogrążony w nostalgii będzie wspominał jego głos i uśmiech, gdy wszystko było jeszcze dobrze.
– Sądzę, że trzeba rozwiązać ten problem, i to możliwie szybko, bo w takim stanie to nie hrabia, a zawał doprowadzi Cię do grobu. Musimy ustalić fakty, zrozumieć motywację drugiej strony, bo teraz trochę błądzimy, jakbyśmy byli w mlecznobiałej mgle – wrócił do Jonathana myślami, do jego zmartwień i podszedł do nich tak, jak rozwiązywał swoje własne. Był dyplomatą, działał w zakresie negocjacji i nade wszystko poruszania dźwigniami pragnień w duszach innych ludzi. Nie ostrzył osikowych kołków, morderstwo dla niego zawsze powinno być ostatecznością. – Twój strach wywołuje Wasza ostatnia kłótnia i list. Jesteś przekonany, że on pragnie zemsty i zguby Jeźdźców. Ale skoro Jean jest już w Londynie, to po co miałby pokazywać się na przyjęciu? Skuteczniej mógłby nas zabić, gdybyśmy nie byli świadomi jego przyjazdu. Rozumiałbym jeszcze, choć nigdy nie poznałem tej jego strony, gdyby w ten sposób chciał podbudować swoją urażoną dumę - gdyby chciał pastwić się nad Tobą, wywyższać się i obserwować jak gniesz się w przerażeniu, ale z Twojej opowieści wynika, że jego działania, słowa były na przeciwnym biegunie. Mówił, że się o Ciebie martwi, ale mógł kłamać. – fakty fakty, tylko fakty... – A nici? Tych przecież nie da się oszukać. Co powiedziały Ci nici?