Brenna zadbawszy uprzednio o to, by nikt nie mógł dostrzec rytuału, który przygotowała, rozsiadła się pośród świec i skoncentrowała na otworzeniu swojego trzeciego oka na przeszłość – niemych świadków zdarzenia, którzy dzięki jej nadzwyczajnym umiejętnościom przestawały być nieme. Trans początkowo przyniósł jej mrok, z każdą chwilą jednak taniec cieni wyostrzał się, pozwalając sięgnąć jej do zdarzeń, które wydarzył się w tym miejscu ledwie chwilę temu:
Do namiotu wchodzi dziewczyna, jej złociste włosy i jasna sukienka elfiej nimfy odbijają refleksy przygaszonych lampionów. Sięga do czegoś przy stole, szelest kartek zlewa się z poszumem jeziornych fal i wiatrem, który nagle wpadł do środka wraz z drugą sylwetką wchodzącą przez tylne wejście namiotu. Wizji brakło detali, lecz był to z pewnością mężczyzna, jego twarz przesłaniała ptasia maska, ale szata w przeciwieństwie do ubrań obsługujących imprezę pozostawała ciemna.
Smród zaklęć splótł się z wdychanym spokojnie dymem świec.
Ukształtowana pałka waląca w głowę, ukradziona różdżka, przewrócony stół, zdeptane kwiaty i rozbryzg magicznego napisu na rozsypanych kartkach.
Szlamojebca..szla...jebca...ca... – nienawistny szept odbijał się echem w jej uszach, gdy świece zgasły gwałtownym podmuchem, pozostawiając Longbottomównę zmęczoną, ale pewną tego co widziała.
Atrues miał szansę jeszcze usłyszeć od Burke sarkastyczne, ale też pełne zrozumienia:
– O tym właśnie mówie.
Blackówna z kolei przytoczyła kilka zdań, którymi dzielił się z nią Yaxley i zdecydowanie nie było to coś, co przysłużyło się śledztwu - ot stroszenie kogucich piórek, które tylko pożerały cenny aurorski czas.
Tymczasem gdy poszedł do namiotu Bankietowego, już od pierwszych słów mógł mieć przeczucie, że odpowiednio podzielili się z Brenną zadaniami – rozbiegane oczy najmłodszej z trzech teraz skupiły się absolutnie na nim, a twarz pokraśniała, łagodząc jej rysy, czyniąc ją bardziej ludzką. Jej nienaturalnie jasne oczy ześlizgiwały się po jego sylwetce, widać było że Magrat trochę zapomniała się w sztuce nie pokazywania swojego zainteresowania tak bezpośrednio. Ale próbowała zgrywać cwaną, co też nie uszło uwadze Bulstroda.
– Ależ drogi panie aurorze, moglibyśmy się licytować, czy bardziej interesujące rzeczy działy się w tym czy tamtym namiocie. Ja bardzo, bardzo chętnie wymienię się informacjami, szczególnie, że tu wrzało od pierwszych chwil, gdy Avery postanowiła nie tylko ubrać w mugolackie fatałaszki tych nieświadomych biedaków, ale też upokorzyć ich na poczet własnej słabości do tego rodzaju... ludzi. – niby od niechcenia sięgnęła po dostępny kieliszek białego musującego wina, ale robiła to nieporadnie, wiedząc absolutnie nic na temat flirtu i swobody. Znajdowała się na przeciwnym biegunie z jego poprzednią rozmówczynią - Ministra nie miała tego typu problemów, bo roztaczać wkoło swój czar. W przypadku Parkinson to co robiła działało na jej szkodę i zdawało się, że w połowie gestu zdała sobie z tego sprawę. – Większość była tym tak wzburzona, aż przesłoniło to skandal dopuszczania nokturnowej cyganerii na salony, czy rozdawania swoich nazwisk zdrajcom krwi na prawo i lewo. Ale było coś, co przykuło moją uwagę, choć daleko temu do dowodów. Zależy mi jednak na pańskiej wzajemności. Podejdźmy do sprawy po partnersku. Cóż stało się w namiocie artystów, chcę wiedzieć, bo nie był nas tam, nasze oczy zwrócone były w stronę parkietu. – W końcu porzuciła nieudolną maskę kokieterii, rumieniec zastąpiła woskowa bladość eksponująca długą szyję i nos, który definitywnie chciał zostać wepchnięty w nie swoje sprawy. O ile charyzma zdecydowanie nie była mocną stroną Perkinson, instynkt Atreusa podpowiadał mu, że jeśli ten nie udzieli jej informacji lub sklamie, to jego rozmówczyni bę
Zaraz potem zarówno wizję, jak i rozmowę z Parkinson przerwało im pojawienie się straży Hogsmeade zaalarmowanej zniknięciem kopuły. Procedury pochłaniały lwią część czasu. Brygadziści zabezpieczyli dowody, zebrali zeznania obsługi, która nic nie widziała i nie słyszała. Pojawił się Hollow, który poinformował o stabilnym stanie Avery i konieczności uzupełnienia raportów. Biurokracja piętrzyła się przed śledczymi, tylko po to, by następnego dnia dowiedzieli się, że sprawa odgórnie została przejęta przez komisarza Ebenezera Lockharta, który ledwie dwa dni później zamknął ją z powodu braku dowodów. Prasa milczała, podobnie jak rodzina Averych, a niewesołe przeczucia Brenny i Atreusa sprawdziły się - to co udało im się ustalić tamtej feralnej nocy pozostało z nimi.
Pytanie tylko, czy zamierzają robić coś z tym dalej...
Do namiotu wchodzi dziewczyna, jej złociste włosy i jasna sukienka elfiej nimfy odbijają refleksy przygaszonych lampionów. Sięga do czegoś przy stole, szelest kartek zlewa się z poszumem jeziornych fal i wiatrem, który nagle wpadł do środka wraz z drugą sylwetką wchodzącą przez tylne wejście namiotu. Wizji brakło detali, lecz był to z pewnością mężczyzna, jego twarz przesłaniała ptasia maska, ale szata w przeciwieństwie do ubrań obsługujących imprezę pozostawała ciemna.
Smród zaklęć splótł się z wdychanym spokojnie dymem świec.
Ukształtowana pałka waląca w głowę, ukradziona różdżka, przewrócony stół, zdeptane kwiaty i rozbryzg magicznego napisu na rozsypanych kartkach.
Szlamojebca..szla...jebca...ca... – nienawistny szept odbijał się echem w jej uszach, gdy świece zgasły gwałtownym podmuchem, pozostawiając Longbottomównę zmęczoną, ale pewną tego co widziała.
Atrues miał szansę jeszcze usłyszeć od Burke sarkastyczne, ale też pełne zrozumienia:
– O tym właśnie mówie.
Blackówna z kolei przytoczyła kilka zdań, którymi dzielił się z nią Yaxley i zdecydowanie nie było to coś, co przysłużyło się śledztwu - ot stroszenie kogucich piórek, które tylko pożerały cenny aurorski czas.
Tymczasem gdy poszedł do namiotu Bankietowego, już od pierwszych słów mógł mieć przeczucie, że odpowiednio podzielili się z Brenną zadaniami – rozbiegane oczy najmłodszej z trzech teraz skupiły się absolutnie na nim, a twarz pokraśniała, łagodząc jej rysy, czyniąc ją bardziej ludzką. Jej nienaturalnie jasne oczy ześlizgiwały się po jego sylwetce, widać było że Magrat trochę zapomniała się w sztuce nie pokazywania swojego zainteresowania tak bezpośrednio. Ale próbowała zgrywać cwaną, co też nie uszło uwadze Bulstroda.
– Ależ drogi panie aurorze, moglibyśmy się licytować, czy bardziej interesujące rzeczy działy się w tym czy tamtym namiocie. Ja bardzo, bardzo chętnie wymienię się informacjami, szczególnie, że tu wrzało od pierwszych chwil, gdy Avery postanowiła nie tylko ubrać w mugolackie fatałaszki tych nieświadomych biedaków, ale też upokorzyć ich na poczet własnej słabości do tego rodzaju... ludzi. – niby od niechcenia sięgnęła po dostępny kieliszek białego musującego wina, ale robiła to nieporadnie, wiedząc absolutnie nic na temat flirtu i swobody. Znajdowała się na przeciwnym biegunie z jego poprzednią rozmówczynią - Ministra nie miała tego typu problemów, bo roztaczać wkoło swój czar. W przypadku Parkinson to co robiła działało na jej szkodę i zdawało się, że w połowie gestu zdała sobie z tego sprawę. – Większość była tym tak wzburzona, aż przesłoniło to skandal dopuszczania nokturnowej cyganerii na salony, czy rozdawania swoich nazwisk zdrajcom krwi na prawo i lewo. Ale było coś, co przykuło moją uwagę, choć daleko temu do dowodów. Zależy mi jednak na pańskiej wzajemności. Podejdźmy do sprawy po partnersku. Cóż stało się w namiocie artystów, chcę wiedzieć, bo nie był nas tam, nasze oczy zwrócone były w stronę parkietu. – W końcu porzuciła nieudolną maskę kokieterii, rumieniec zastąpiła woskowa bladość eksponująca długą szyję i nos, który definitywnie chciał zostać wepchnięty w nie swoje sprawy. O ile charyzma zdecydowanie nie była mocną stroną Perkinson, instynkt Atreusa podpowiadał mu, że jeśli ten nie udzieli jej informacji lub sklamie, to jego rozmówczyni bę
podsumowanie
Zaraz potem zarówno wizję, jak i rozmowę z Parkinson przerwało im pojawienie się straży Hogsmeade zaalarmowanej zniknięciem kopuły. Procedury pochłaniały lwią część czasu. Brygadziści zabezpieczyli dowody, zebrali zeznania obsługi, która nic nie widziała i nie słyszała. Pojawił się Hollow, który poinformował o stabilnym stanie Avery i konieczności uzupełnienia raportów. Biurokracja piętrzyła się przed śledczymi, tylko po to, by następnego dnia dowiedzieli się, że sprawa odgórnie została przejęta przez komisarza Ebenezera Lockharta, który ledwie dwa dni później zamknął ją z powodu braku dowodów. Prasa milczała, podobnie jak rodzina Averych, a niewesołe przeczucia Brenny i Atreusa sprawdziły się - to co udało im się ustalić tamtej feralnej nocy pozostało z nimi.
Pytanie tylko, czy zamierzają robić coś z tym dalej...
Koniec sesji
Atrus wybrał 1 opcję – uzgodnione przez pw.
Atreus mówi prawde i ogólnikowo nakresla co sie wydarzylo w namiocie