- Może być, tym razem mogą to być chujowe argumenty. - Skoro widział to w ten sposób, to może faktycznie miało to jakiś sens. No nie sięgali dzisiaj specjalnie wysoko, ale i najlepszym przecież się to zdarzało, czyż nie? Każdy miewał czasem gorsze dni, musiało w końcu trafić i na nich. Zresztą podejrzewała, że sporą przyczyną tego, jak wyglądała ta rozmowa było to, że byli wkurwieni, jedno i drugie, wtedy raczej błądzili przy dnie jeśli chodzi o przerzucanie siebie swoimi racjami. Odbijali nimi niczym piłką.
- TAK WYSZŁO, ile razy mam Ci to tłumaczyć? - No nie docierało do niego, nie potrafił zrozumieć, jak ona to widziała. Jasne, zdawała sobie sprawę, że zachowała się nie do końca poprawnie, podjęła decyzję, nie pytając go o to, czy w ogóle może się zaangażować. Tylko jak on sobie to właściwie wyobrażał? Myślał, że stanie tam za nim w tym magazynie, chrząknie, skłoni się ładnie i przeprosi za to, że przeszkadza, ale chciałaby mu pomóc, i jakby ten olbrzym mógł się na moment wstrzymać, bo najpierw musi obgadać sprawy ze swoim chłopakiem... No nie, nie było na to czasu, musiała działać szybko, pomóc mu na polu walki i tyle, to nie było nic takiego. Nie rozumiała dlaczego, aż tak się na nią złościł. Powinien jej odpuścić, przynajmniej zdaniem Geraldine, nie zasługiwała na to wkurwienie, jakim ją obdarzał, bo przecież chciała dobrze!!! To, że dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane to zupełnie inna sprawa.
- Czyli co, cofamy się na sam początek, do braku zaufania? - Pięknie, najwyraźniej ta jedna, szybko podjęta przez nią decyzja, nie do końca rozsądna (nie ma co zaprzeczać) miała zniszczyć to co udało im się wypracować. Oczywiście, kiedy przychodziło o popełniane przez nią błędy zawsze kończyło się to tak samo. Wysrywami i wyrzygiwaniem jego racji. Oczywiście, że zamierzała się bronić, nie miała zamiaru pozwalać mu wylewać swoją złość, bez żadnej reakcji. Nie tym razem.
Nie spodziewała, że się wkurwi, aż tak bardzo. Próbowała nadążyć za tym wszystkim co miał jej do powiedzenia, ale po prostu zamknęła oczy i pozwoliła mu dać upust tym emocjom. Niech mówi, krzyczy, jeśli potrzebuje właśnie tego. Sama zaś po prostu kontynuowała spożywanie alkoholu. W dupie miała tę suke, któa próbowała z nią walczyć, w dupie miała jej wielkiego kolegę, który swoją drogą szybko nie powinien stanąć na nogach, mogła spowodować, że upadnie jeszcze bardziej - niepotrzebnie się powstrzymywała.
- Nic ci nie wciskam, ale jebać to, dalej, kontynuuj. - Uzbroiła się w cierpliwość, bo wiedziała, że ta rozmowa nie miała sensu, zresztą, czy w ogóle można to było nazwać rozmową, darli się jedno przez drugie, wykrzykując swoje racje - nic tu nie osiągną.
- Nie wiedziałam, że chcesz mieć otwarty salon, jeśli tak, to śmiało, próbuj dalej rozwalać te ścianę. - Skoro zamierzał patrzeć na to w ten sposób to nie miała zamiaru go ograniczać, niech sobie robi co chce, szkoda tylko, że kątem oka zauważyła, że sam się przy tym uszkodził, w sumie to było całkiem zabawne. Nie chciała jednak zwracać na to uwagi, bo obawiała się, że gdyby się do tego przyczepiła, to jeszcze bardziej mógłby się zirytować.
Sytuacja nie była prosta, to prawda, wmieszała się w coś, w co nie powinna, ale jakoś sobie z tym poradzą, w przeciwieństwie do niego, ona wydawała się być tego pewna. Zawsze sobie radzili, z każdym, największym gównem. Dlaczego więc tym razem miałoby być inaczej? No nie mogło, bez sensu było się zastanawiać nad najgorszymi scenariuszami, skoro wcale mogły się nie wydarzyć. Wolała się skupiać na teraźniejszości, niż na gdybaniu o czymś, co nigdy mogło nie dojść so skutku.
W końcu się ruszył, odwróciła wzrok, kiedy zbliżał się w jej kierunku bo zauważyła, że nieco utykał na tę nogę, którą wcześniej kopnął w ścianę, chyba udało jej się znaleźć zwycięzcę tego drobnego pojedynku. 1:0 dla ściany, w sumie dobrze wiedzieć, że ten dom miał całkiem mocne fundamenty.
- A co, będziemy się całować? - Próbowała sięgnąć po żart, bardzo głupi żart, ale nie mogła się powstrzymać od tego, żeby tego nie powiedzieć. Wypełniały ją skrajne emocje, ta sytuacja robiła się coraz bardziej absurdalna.
Nie zamierzała jednak zwlekać, bo Roise aktualnie znajdował się w takim stanie, że chyba nie mógłby znieść więcej jej niedyspozycji. Grzecznie więc zsunęła swoje skórzane spodnie z tyłka, pokazując mu średniej wielkości rozcięcie na swoim udzie. Nie było jakoś szczególnie paskudne, ot, drasnęło ją zaklęcie - nie pierwszy raz.
- Nie, nigdzie więcej nie dostałam, tylko tutaj. - Przynajmniej tak się jej wydawało, nie zdążyła jeszcze dojść pod prysznic, aby się jakoś dokładniej obejrzeć. Przesunęła się jeszcze na tej nieszczęsnej kanapie, żeby mógł usiąść tuż obok niej, jeśli to zrobił narzuciła na niego swoje kończyny, tak, aby ułatwić mu dostęp do swojego uda. Skoro tak bardzo chciał się nim zająć, nie zamierzała mu tego utrudniać. Zamilkła, wiedziała, że jeszcze nie skończyli tej nie do końca wygodnej rozmowy, ale czuła, że jest trochę lepiej niż na samym początku, pewnie jeszcze wrócą do darcia ryja, ale dobrze im zrobi ten chwilowy odpoczynek.
Gdy Roise skończył opatrywać jej draśnięcie, bez pytania również zajęła się tym samym, wiedziała, że nie był w stanie sięgnąć do tych drobnych ran na plecach i sama musiała się nimi zająć. Oczywiście nie zapytała o to, czy może to zrobić, po prostu się tym zajęła, zresztą nie pierwszy raz, wiele razy opatrywała jego rany.
Cóż, nie był to jeden z najprzyjemniejszych poranków, jakie przyszło im spędzić w Whitby, ale przynajmniej jeszcze byli w stanie ze sobą rozmawiać.