25.11.2024, 20:44 ✶
Mieli więcej szczęścia niż rozumu. Właściwie nie tylko oni, lecz cała grupa znajdująca się w pomieszczeniu. Żadne z nich nie było przygotowane nawet na połowę tego, co się teraz działo. Mierzenie się z jedną wściekłą mandragorą może jakoś by im poszło. W końcu nie byli kompletnymi amatorami w tym zakresie. Natomiast z dwiema?
Asystent, prawa lewa ręka przewodniczącej Towarzystwa zrobił im przysługę wartą odnotowania i zrobienia coś, żeby nagrodzić jego ambicję i oddanie ratowaniu przyrody z rąk (a właściwie to z paszczy) również przyrody. Pytanie, kto miał teraz wspomóc ich?
Szczególnie, że Ambroise nie zdołał utrzymać się na nogach. Nie udało mu się odzyskać równowagi tak samo jak Norze nie powiodło się wspomożenie go w nasunięciu częściowo obsuniętych nauszników. Mrugnięcie oka później ostatecznie stracili stabilność. Zdołał jeszcze zobaczyć jak Nora czaruje przed nimi osłonę a potem oboje uderzyli o podłogę.
Na pewno obił sobie jakieś kości, bo bolało. Po pierwszym szoku, bo nieczęsto uderzał dupą o podłogę (właściwie to dwiema) instynktownie sięgnął po leżące obok nauszniki i wcisnął je sobie na uszy, następnym razem przylepi je zaklęciem przylepca albo czymś równie pomocnym.
Natomiast teraz nie mieli czasu. Przelotnie spojrzał na Norę, gdy jedna z wici roztrzaskała osłonę. Instynktownie spróbował przepchać kobietę ramieniem po kafelkach pod stół, samemu również odsuwając się maksymalnie po podłodze z różdżką, której nie miał w rękach a chwilowo w zębach, żeby jak najszybciej umknąć przed wiciami.
On był za duży na chowanie się pod stołem, ale Nora? Może. Poza tym mogła coś stamtąd chwycić i dźgać na oślep w razie konieczności.
Nie miał zielonego pojęcia, jakim cudem Abbott uznała, że najlepszą pozycją do przysypywania roślin ziemią była ta zza pleców Victorii, jego siostry a także jebitnej lśniącej ściany rodem z bunkra, ale nie próbował doszukiwać się logiki. Ci sami badacze, którzy tak głośno rozprawiali o braku zacięcia do praktyki teraz chowali się i niemal na ślepo usiłowali zasypywać rośliny.
Tyle byłoby z części, w której odważnie parli na przeciw niekonwencjonalnym potrzebom badawczym. To był ten moment, kiedy robili to, co krzyknęła zarówno Mirka, jak i Roo. Aż się prosiła, żeby okrzyknąć jej ogień, powietrze, kurwa, woda. Odnalazł ją spojrzeniem. Była bezpieczna, choć wkurwiona (czyli skuteczniejsza). Ulżyło mu, przynajmniej na chwilę.
Nie czekał dłużej. Widział, że zajęła się większą, naturalnie brał tę mniejszą. Chciał wytworzyć ziemię do obsypania mniejszej mandragory i ją tym przydusić. Taką samą, jaką badali z Norą.
--
AF (III), Rzut na przesunięcie się z Norą - planuję ciężarem ciała (ręką, wyciągniętym ramieniem) przepchnąć ją zupełnie pod stół, siebie też maksymalnie pod niego wycofać (ale ja się tam nie zmieszczę, nie ma bata)
Kształtowanie (II) + Wiedza o Przyrodzie (IV) + Zielarstwo (III) + moje badania nad ziemią, Rzut na wytworzenie właściwego typu ziemi do przyduszenia nią mniejszej mandragory.
Asystent, prawa lewa ręka przewodniczącej Towarzystwa zrobił im przysługę wartą odnotowania i zrobienia coś, żeby nagrodzić jego ambicję i oddanie ratowaniu przyrody z rąk (a właściwie to z paszczy) również przyrody. Pytanie, kto miał teraz wspomóc ich?
Szczególnie, że Ambroise nie zdołał utrzymać się na nogach. Nie udało mu się odzyskać równowagi tak samo jak Norze nie powiodło się wspomożenie go w nasunięciu częściowo obsuniętych nauszników. Mrugnięcie oka później ostatecznie stracili stabilność. Zdołał jeszcze zobaczyć jak Nora czaruje przed nimi osłonę a potem oboje uderzyli o podłogę.
Na pewno obił sobie jakieś kości, bo bolało. Po pierwszym szoku, bo nieczęsto uderzał dupą o podłogę (właściwie to dwiema) instynktownie sięgnął po leżące obok nauszniki i wcisnął je sobie na uszy, następnym razem przylepi je zaklęciem przylepca albo czymś równie pomocnym.
Natomiast teraz nie mieli czasu. Przelotnie spojrzał na Norę, gdy jedna z wici roztrzaskała osłonę. Instynktownie spróbował przepchać kobietę ramieniem po kafelkach pod stół, samemu również odsuwając się maksymalnie po podłodze z różdżką, której nie miał w rękach a chwilowo w zębach, żeby jak najszybciej umknąć przed wiciami.
On był za duży na chowanie się pod stołem, ale Nora? Może. Poza tym mogła coś stamtąd chwycić i dźgać na oślep w razie konieczności.
Nie miał zielonego pojęcia, jakim cudem Abbott uznała, że najlepszą pozycją do przysypywania roślin ziemią była ta zza pleców Victorii, jego siostry a także jebitnej lśniącej ściany rodem z bunkra, ale nie próbował doszukiwać się logiki. Ci sami badacze, którzy tak głośno rozprawiali o braku zacięcia do praktyki teraz chowali się i niemal na ślepo usiłowali zasypywać rośliny.
Tyle byłoby z części, w której odważnie parli na przeciw niekonwencjonalnym potrzebom badawczym. To był ten moment, kiedy robili to, co krzyknęła zarówno Mirka, jak i Roo. Aż się prosiła, żeby okrzyknąć jej ogień, powietrze, kurwa, woda. Odnalazł ją spojrzeniem. Była bezpieczna, choć wkurwiona (czyli skuteczniejsza). Ulżyło mu, przynajmniej na chwilę.
Nie czekał dłużej. Widział, że zajęła się większą, naturalnie brał tę mniejszą. Chciał wytworzyć ziemię do obsypania mniejszej mandragory i ją tym przydusić. Taką samą, jaką badali z Norą.
--
AF (III), Rzut na przesunięcie się z Norą - planuję ciężarem ciała (ręką, wyciągniętym ramieniem) przepchnąć ją zupełnie pod stół, siebie też maksymalnie pod niego wycofać (ale ja się tam nie zmieszczę, nie ma bata)
Rzut Z 1d100 - 74
Sukces!
Sukces!
Kształtowanie (II) + Wiedza o Przyrodzie (IV) + Zielarstwo (III) + moje badania nad ziemią, Rzut na wytworzenie właściwego typu ziemi do przyduszenia nią mniejszej mandragory.
Rzut N 1d100 - 97
Sukces!
Sukces!
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down