26.11.2024, 12:41 ✶
Nie wiedział, czy zgadzał się z Basilem. Wiadomo, że starszy z Prewettów był skrzywdzony przez Dedalusa w większym stopniu i dlatego nie widział w ojcu nic dobrego. A co takiego było w nim dobre? — to pytanie nasuwało się nieubłaganie na myśl Icarusowi, ale chyba był na nie zbyt zmęczony. Musiał... przespać się, pomyśleć. Takie rzeczy wymagały trzeźwego umysłu, logicznego myślenia. Teraz Icarus nie był w stanie oddzielić się od swoich emocji. Jednocześnie jednak czuł, że było szans na zaśnięcie. Musiał przeczytać każdy list Mo. A potem, jak obudzi się następnego ranka (a raczej w południe), przeczytać wszystko jeszcze raz.
Ach... została też sprawa alkoholu. Cóż, było to równie trudne. Myśl o porzuceniu picia wydawała się paradoksalnie jednocześnie najbardziej rozsądna i niosąca jedynie ból i cierpienie. Jednak rzeczywiście musiał przynajmniej się ograniczyć. Dla Basila i Ellie.
— Postaram się, obiecuję — rzekł z absolutną szczerością. Miał się postarać, ale... też wątpił w siłę swojej woli. — Wiesz, ja tu chyba zostanę. Nie mogę zostawić tych listów, nie będę w stanie zasnąć, jeśli będą nieprzeczytane. To byłoby tak jakbym znowu ją porzucał. Nie chcę, żeby to znowu się stało.
Logicznie rzecz biorąc, jedna noc nie zrobiłaby tym listom różnicy, ale... przez Icarusa przemawiały emocje. Te, które były wcześniej ogniem, uspokoiły się, tworząc spokojny potok, w którym można było się jedynie utopić. A może nie? Może trzeba było po prostu zanurzyć w nim głowę, by potem dopiero docenić to, jak dobrze było oddychać? Może stanowił on oczyszczenie? Tak... te wszystkie łzy przemywały szlak dla nowego, lepszego jutra, końca tego naznaczonego bólem lata, po którym przychodziła jesień - czas obumarcia tego, co gniło, przygotowania nowego gruntu pod szczęśliwą przyszłość.
Ach... została też sprawa alkoholu. Cóż, było to równie trudne. Myśl o porzuceniu picia wydawała się paradoksalnie jednocześnie najbardziej rozsądna i niosąca jedynie ból i cierpienie. Jednak rzeczywiście musiał przynajmniej się ograniczyć. Dla Basila i Ellie.
— Postaram się, obiecuję — rzekł z absolutną szczerością. Miał się postarać, ale... też wątpił w siłę swojej woli. — Wiesz, ja tu chyba zostanę. Nie mogę zostawić tych listów, nie będę w stanie zasnąć, jeśli będą nieprzeczytane. To byłoby tak jakbym znowu ją porzucał. Nie chcę, żeby to znowu się stało.
Logicznie rzecz biorąc, jedna noc nie zrobiłaby tym listom różnicy, ale... przez Icarusa przemawiały emocje. Te, które były wcześniej ogniem, uspokoiły się, tworząc spokojny potok, w którym można było się jedynie utopić. A może nie? Może trzeba było po prostu zanurzyć w nim głowę, by potem dopiero docenić to, jak dobrze było oddychać? Może stanowił on oczyszczenie? Tak... te wszystkie łzy przemywały szlak dla nowego, lepszego jutra, końca tego naznaczonego bólem lata, po którym przychodziła jesień - czas obumarcia tego, co gniło, przygotowania nowego gruntu pod szczęśliwą przyszłość.