26.11.2024, 21:31 ✶
— Jak za dużo zjesz, to boli cię żołądek, czyż nie? — odparł ze spokojem Sebastian, starając się wyjaśnić swój tok myślenia w jak najprostszy sposób. — Kiedy za dużo wypijesz, to potem masz kaca. Posiadanie czegoś w nadmiarze nie zawsze oznacza coś dobrego. Tym bardziej w przypadku energii magicznej. — Wygiął usta w niesmaku. — Nie byłem na Polanie Ognisk podczas ataku, ale bazując na doniesieniach świadków i mediów... A także naszych doświadczeniach... Można wysnuć teorię, że środowisko magiczne tamtego miejsca jest wyjątkowo zaburzone.
Żyły magiczne ciągnące się pod Wielką Brytanią nie były całkiem powszechne, ale nie należały też do całkowicie egzotycznych. Kowen z uwagą dobierał miejsca, w którym odbywały się sabaty, zarówno z powodów praktycznych, jak i symbolicznych. A silna żyła potrafiła mocno zasilić co poniektóre rytuały. Czy i w tym przypadku działo się coś podobnego? A może źródła problemu należało szukać w stu procentach po stronie Zaświatów?
Kiedyś głowa mi od tego wszystkiego pęknie, pomyślał Macmillan, zduszając w zarodku ciężkie westchnienie, zanim to dało wyraz jego frustracjom i obawom. Zobowiązał się do tego, że pomoże Patrickowi, który przez całą sprawę z Zimnymi... Cóż, był w kryzysie. Z początku dosłownie nie miał na czym oprzeć swojej pomocy, a teraz zaczynał odnosić wrażenie, że przywędrowały do niego nitki, o które wcale nie prosił. Eh, może dalsze badania zdołają pozbyć się chociaż paru nieścisłości z tego równania?
— Rozumiem skonfundowanie — wtrącił z nutką niezadowolenia w głosie. — Również wiele bym dał za kilka woluminów opisujących poprzednie wyprawy do Limbo, jednak obawiam się, że osoby, które wlazły tam ostatniej wiosny, są swego rodzaju pionierami.
Jakby nie mogli przodować w jakiejś innej konkurencji niż łamanie praw, które do niedawno zawiadowały otaczającą ich rzeczywistość i wierzeniami kowenu. Bądź co bądź, dobrze by było, gdyby co poniektórzy z nich nauczyli się trochę... Sebastian wybałuszył oczy, gdy kobieta ponownie zeszła z głównego tematu i dopadła ręki Prewetta, aby zacząć... przepowiadać. Czarodziej momentalnie poczuł nieprzyjemny dreszcz na plecach i cofnął się o parę kroków, mierząc swoich gości zaniepokojonym wzrokiem, próbując skupić się na posyłanych w eter słowach.
— My... Zdecydowanie się temu przyjrzymy — skomentował niemrawo Macmillan, pocierając nerwowo jedną dłonią o drugą. Ugh, dobrze, że to nie jego złapała.
Zerknął kątem oka na Laurenta. To się im trafiła ''pacjentka''. Niewymowna, która jako jedna z nielicznych była skłonna podzielić się opowieściami ze swojej pracy. Wieszczka na co dzień recytująca przepowiednie swoim kotom lub pustym ścianom małego mieszkania. Jeszcze brakuje, żeby to Longbottom tu wpadła z podobnymi wieśćmi, pomyślał przelotnie, mimowolnie wyobrażając sobie, że młoda Brygadzistka już czeka na nich na ulicy.
Żyły magiczne ciągnące się pod Wielką Brytanią nie były całkiem powszechne, ale nie należały też do całkowicie egzotycznych. Kowen z uwagą dobierał miejsca, w którym odbywały się sabaty, zarówno z powodów praktycznych, jak i symbolicznych. A silna żyła potrafiła mocno zasilić co poniektóre rytuały. Czy i w tym przypadku działo się coś podobnego? A może źródła problemu należało szukać w stu procentach po stronie Zaświatów?
Kiedyś głowa mi od tego wszystkiego pęknie, pomyślał Macmillan, zduszając w zarodku ciężkie westchnienie, zanim to dało wyraz jego frustracjom i obawom. Zobowiązał się do tego, że pomoże Patrickowi, który przez całą sprawę z Zimnymi... Cóż, był w kryzysie. Z początku dosłownie nie miał na czym oprzeć swojej pomocy, a teraz zaczynał odnosić wrażenie, że przywędrowały do niego nitki, o które wcale nie prosił. Eh, może dalsze badania zdołają pozbyć się chociaż paru nieścisłości z tego równania?
— Rozumiem skonfundowanie — wtrącił z nutką niezadowolenia w głosie. — Również wiele bym dał za kilka woluminów opisujących poprzednie wyprawy do Limbo, jednak obawiam się, że osoby, które wlazły tam ostatniej wiosny, są swego rodzaju pionierami.
Jakby nie mogli przodować w jakiejś innej konkurencji niż łamanie praw, które do niedawno zawiadowały otaczającą ich rzeczywistość i wierzeniami kowenu. Bądź co bądź, dobrze by było, gdyby co poniektórzy z nich nauczyli się trochę... Sebastian wybałuszył oczy, gdy kobieta ponownie zeszła z głównego tematu i dopadła ręki Prewetta, aby zacząć... przepowiadać. Czarodziej momentalnie poczuł nieprzyjemny dreszcz na plecach i cofnął się o parę kroków, mierząc swoich gości zaniepokojonym wzrokiem, próbując skupić się na posyłanych w eter słowach.
— My... Zdecydowanie się temu przyjrzymy — skomentował niemrawo Macmillan, pocierając nerwowo jedną dłonią o drugą. Ugh, dobrze, że to nie jego złapała.
Zerknął kątem oka na Laurenta. To się im trafiła ''pacjentka''. Niewymowna, która jako jedna z nielicznych była skłonna podzielić się opowieściami ze swojej pracy. Wieszczka na co dzień recytująca przepowiednie swoim kotom lub pustym ścianom małego mieszkania. Jeszcze brakuje, żeby to Longbottom tu wpadła z podobnymi wieśćmi, pomyślał przelotnie, mimowolnie wyobrażając sobie, że młoda Brygadzistka już czeka na nich na ulicy.