26.11.2024, 21:55 ✶
Owszem, dobrze było "złapać inną perspektywę". Na przykład, gdy Icarus otrzymał brawa od publiczności, poczuł rozpierającą dumę. Ojciec mu zawsze powtarzał, by nie spoczywać na laurach, ale wtedy, gdy wszystkie oczy były skierowane na niego, niemal czuł aprobatę tych wszystkich ludzi. Pewnie, pracę naukową wykonał pod okiem ojca. Dedalus mówił mu po jakie księgi sięgnąć, nauczył go łaciny i poprawiał często jego błędy. Ale... przez chwilę Icarus poczuł się wtedy doceniony i to nie jako syn swojego ojca, lecz jako samodzielny badacz.
Jednak czar prysnął dość szybko. Trzeba było przecież przekierować swoją uwagę na rozmowy ojca, przecież to jemu towarzyszył podczas konferencji. Najgorzej, że to dopiero od Anthony'ego otrzymał bezpośrednie słowa aprobaty. Jakby przy ojcu nikt nie mógł go pochwalić.
Shafiq leżał na szezlongu niczym jakiś rzymski patrycjusz, władca prowincji, który miał w kieszeni nawet cesarza. A może byłby senatorem, który by robił wszystko dla dobra Imperium, choć tak naprawdę miałby inne, o wiele mroczniejsze cele? Cóż, z pewnością był wpasowany w estetykę tego wydarzenia, a Icarus, nawet jak kochał Rzym, chyba wolał oglądać go poprzez czytanie kronik, ubrany w swój ulubiony sweter, przerywając czasem czytanie wyjściem na herbatę do kuchni. A kiedy Anthony podał mu jabłko, poczuł się, jakby był częścią jakiegoś dziwnego rytuału. Odpowiedniego oczywiście dla entourage'u, który tu panował. Icarus dobrze znał zwyczaje Hellenów i Rzymian. Wiedział, że młodzi mężczyźni byli traktowani w pewien specyficzny sposób przez tych starszych. Żołądek ścisnął mu się na samą myśl. Jednocześnie... czy grzecznie było odmawiać gospodarzowi? Chyba w tym wypadku Icarus musiał to zrobić. I czym prędzej zmienić temat.
– Dziękuję, ale... już się zdążyłem najeść – wymigał się. Najchętniej by się napił kawy lub herbaty. Jak Anglik z Londinium, a nie jak Rzymianin. – Czy mogę spytać, skąd to zainteresowanie Rzymem? Proszę nie zrozumieć mnie źle, nie budzi we mnie zdziwienia czyjaś fascynacja historią. Wiem po prostu, że jest pan ważną osobistością, a moją dziedzinę kojarzę raczej z siedzeniem nad niewyraźnie zapisywanymi zwojami niż z polityką. Czy to kwestia jakichś machiavellistycznych tropów? Nie mówię oczywiście o Machiavellim w potocznym sensie, był to jednak genialny myśliciel polityczny, który porównywał czasy florenckiego renesansu z dziejami Rzymu. Czy w takim razie uważa pan, że takim Rzymem teraz jest Anglia?