• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise

[31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#8
26.11.2024, 23:49  ✶  
Nigdy nie planował przyznawać się do tak żenującego faktu jak to, że nie był wyjątkowym entuzjastą niczego, co dotyczyło koni. Tak właściwie to tylko cudem przetrwał te wszystkie podróże z Hogsmeade do Hogwartu, bo jakimś szczęśliwym trafem dopiero po fakcie odkrył, że powozy nie były zaczarowane, żeby jechać same tylko ciągnęły je testrale. Widmowe czy nie, konie zdecydowanie do niego nie przemawiały, nawet jeśli skrzętnie starał się ukrywać ten fakt.
To nie tak, że celowo zatajał go przed swoją dziewczyną. Zdawał sobie sprawę z tego, że w ich przypadku to tak nie działało. Posiadanie i chowanie sekretów nie miało żadnej, nawet minimalnej racji bytu. Natomiast w żadnym wypadku nie oznaczało to, że musiał od razu wysprzęglać się przed nią ze wszystkiego, co składało się na to kim został w dorosłym życiu. Kim był teraz - jak już chyba miała jasność: nie entuzjastą rumaków, nawet takich z pewnością przez kogoś uznawanych za piękne.
Ambroise po prostu nie planował jej teraz mówić, jak cholernie przytłoczyło go to kopytne kurwidło. To nie było coś, z czego mógłby być zadowolony. Nie żywił potrzeby opowiadania jej o swoich przebojach z dzieciństwa z udziałem koni. O tym, że z tego powodu stosunkowo szybko zrezygnował ze współpracy z Prewettami. Zwłaszcza w szerszym zakresie, bo większość z nich miała według niego jakiegoś pierdolca na punkcie tych zwierząt.
Paradoksalnie jak na to, że nie planował poruszać z Riną tego tematu, miał pełną świadomość tego, że teraz będzie zmuszony do przeznaczenia jakiejś tam ilości czasu na wyjaśnienie jej, że nie, nie boi się koni, za to konie powinny bać się jego, bo ta z pozoru wycofana reakcja to wstęp do planowania zagłady, więc unikając interakcji w istocie on zwyczajnie robi im wszystkim przysługę.
Ta. Jasne.
Próbując rozluźnić spięte ramiona i napięte mięśnie, ponownie wciągnął nosem powietrze do płuc i wypuścił je bardzo powoli przez usta. Jego ręka mimowolnie powędrowała w kierunku tylnej kieszeni spodni, wysuwając się na chwilę z przedniej, tylko po to, żeby mógł stamtąd wyciągnąć srebrną papierośnicę i wcisnąć sobie szluga w usta. Potrzebował zapalić.
- W istocie, natomiast to twoje jest wyjątkiem podkreślającym regułę - mruknął, zapalając fajkę, którą niemal od razu się zaciągnął.
Jeszcze przed tym jak wyciągnął resztę w kierunku swojej nieprzekonanej, kwestionującej go damy. Zdecydowanie nie potrzebował, żeby go teraz o to wypytywała. W dalszym ciągu miał miękko-sztywne nogi (taki tam paradoks) i przyspieszony puls.
Nadal wodził wzrokiem po najbliższej okolicy. Tak w razie, gdyby kurwikoń postanowił nieoczekiwanie powrócić. Nie chciał zostać ponownie zaskoczony, może teraz nawet otwarcie zaatakowany. W tamtych ślepiach kryła się jawna groźba.
Czasem uciekają wystarczyło, żeby Roise zignorował resztę odpowiedzi. W dupie miał to, że nie robią tego często, dla niego istotne było to, że potrafiły tak robić. Kwestia spotkania jakiegoś ponownie nie napawała go entuzjazmem ani ochotą do dalszego spaceru.
Nawet nie do letnich igraszek na łonie natury, których zazwyczaj nie odmawiał (a nawet często sam je prowokował), no nie widziało mu się z gołą dupą i fujarą na wierzchu uciekać przed końskimi zębiskami. Zwłaszcza na terenach należących do rodziny Geraldine. Aż tak nie chciał informować teściów, kogo wzięła sobie ich córka. Nie chciał, żeby poznali go totalnie od dupy strony.
Wolał przyjąć wersję z powrotem na obiad, który może był już gotowy. Co z tego, że wyszli z domu niespełna pół godziny temu? Nic im nie broniło upewnić się, czy mogli spożyć go wcześniej i po prostu wrócić do siebie do domu na wrzosowiska, na których żadne konie nie miały racji bytu. Nie urzędowały tam, całe szczęście, a mewy nie były już aż tak wkurwiające, gdy Ambroise pomyślał o tym w ten sposób.
- Powtarzam ci, że to głupia sugestia, że mogę bać się koni. Oczywiście, że nie boję się koni. No niby z jakiej racji miałbym bać się koni? - Starał się brzmieć na tyle zdecydowanie, żeby odbić ten zarzut, nawet nie dostrzegając tego, że zaczął się teraz powtarzać.
Wszędzie wciskał te konie. A kompletnie nie chciał tego robić.
- Zwyczajnie jest tak jak mówisz. Zgłodniałem, spacer mnie wyczerpał. To chyba najlepsza pora wrócić do dworu - postarał się lekko wzruszyć ramionami.
Ot, tylko tyle, nic więcej, nie tyle, bardzo dużo więcej, nie musiała go tym wprawiać w zakłopotanie. Tak samo jak proponować mu czegoś, na co Ambroise momentalnie zareagował podwójnym mrugnięciem i przełknięciem śliny.
- Mhm. Na pewno. Tak. Chodźmy. Na pewno, na pewno, pewnie, jasne, zobaczymy czy ktoś tam w ogóle będzie i czy w ogóle warto wchodzić, czas pokaże - pokiwał głową, zdecydowanie nieprzekonany do tego pomysłu.
To było chujowe posunięcie ze strony jego dziewczyny. Naprawdę niskie, ale szedł w zaparte. Przed kim jak przed kim, przed nią chciał być poważnym człowiekiem. Poważnie nienawidzącym koni. Na poważnie wrabianym w pójście do stajni, gdzie uwaga uwaga, kurwa jego mać z pewnością było pełno koni.
No, chyba że wszystkie uciekły, ale ta myśl też nie napawała Roisa optymizmem.


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (3371), Geraldine Greengrass-Yaxley (3214)




Wiadomości w tym wątku
[31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.11.2024, 20:20
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 25.11.2024, 22:19
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 25.11.2024, 23:11
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 26.11.2024, 03:03
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.11.2024, 10:03
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 26.11.2024, 13:59
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.11.2024, 23:04
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 26.11.2024, 23:49
RE: [31.07.1967] Fear makes the horse bigger than he is | Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 27.11.2024, 01:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa