23.01.2023, 21:25 ✶
Niekoniecznie łatwo było ją rozbawić – to po prostu Sauriel umiał to zrobić. Miał tak specyficzne poczucie humoru, które jej zwyczajnie odpowiadało, że jak nie był w trybie wampiro-gburka-jestem-taki-zły-wrrrr, to naprawdę był miłym gościem. Może i z dennymi żartami według niektórych ale hej, nie da się przecież zadowolić wszystkich.
- Maskotka biura – była szansa, że ludzie by go polubili. I była szansa, że nie. Ale Victoria już się nauczyła, że w pracy nie muszą cię lubić tak długo, jak było się skutecznym. A to, że przyciągał do siebie kobiety… tego nie wiedziała. Wszak w stosunku do niej nie bywał taki czarujący, z początku bywał wręcz odpychający. - Ach tak? W sumie wyglądasz na takiego – i zachowywał się też jak specjalny płatek śniegu. Czy to źle, czy dobrze… Pewnie zależało jak ze wszystkim. - Mmm… bardzo wątpię – a już zwłaszcza wątpiła, kiedy zaczynał gadać to takim tonem jak teraz. Przerysowanym, w momencie, kiedy ona mówiła całkiem na poważnie i szczerze. Trudno było to odebrać jako komplement, ale nawet się takiego od niego nie spodziewała. Tu nie działała zasada wzajemności, że ona powie mu coś miłego, to on jej też.
- To kiedyś cię zabiorę – w ogóle nie wiedziała, czemu miałby się wahać, albo wątpić czy to dobry pomysł. No… biblioteka jak biblioteka. Sam mówił, że bywał w takiej w Hogwarcie, więc co w tym niby nadzwyczajnego? Dużo książek, dużo czasopism, dużo wszystkiego. Znalazłyby się pewnie nawet harlekiny o wampirach, gdyby go to bardzo zainteresowało. I czemu niby miałby tam nie pasować? Książki nie oceniają. - Bezbronnie? Czemu? – przerwała na moment jedzenie i zapatrzyła się na Sauriela ze zdziwieniem. Z ich dwójki… uważała, ze to Sauriel jest ten groźniejszy, a ona, bardzo głupio zresztą, się go nie bała. Nie czuła się przy nim jak kurz na wietrze, nie czuła się bezbronnie, ale nie czuła też, że zaraz rzuci nią o ścianę i rozszarpie jej gardło. A zapewne zrobiłby to z dziecinną łatwością. - Chyba nie uważasz, że coś ci zrobię? – pewnie by mogła. Ale nie miała ku temu żadnego powodu.
- Maskotka biura – była szansa, że ludzie by go polubili. I była szansa, że nie. Ale Victoria już się nauczyła, że w pracy nie muszą cię lubić tak długo, jak było się skutecznym. A to, że przyciągał do siebie kobiety… tego nie wiedziała. Wszak w stosunku do niej nie bywał taki czarujący, z początku bywał wręcz odpychający. - Ach tak? W sumie wyglądasz na takiego – i zachowywał się też jak specjalny płatek śniegu. Czy to źle, czy dobrze… Pewnie zależało jak ze wszystkim. - Mmm… bardzo wątpię – a już zwłaszcza wątpiła, kiedy zaczynał gadać to takim tonem jak teraz. Przerysowanym, w momencie, kiedy ona mówiła całkiem na poważnie i szczerze. Trudno było to odebrać jako komplement, ale nawet się takiego od niego nie spodziewała. Tu nie działała zasada wzajemności, że ona powie mu coś miłego, to on jej też.
- To kiedyś cię zabiorę – w ogóle nie wiedziała, czemu miałby się wahać, albo wątpić czy to dobry pomysł. No… biblioteka jak biblioteka. Sam mówił, że bywał w takiej w Hogwarcie, więc co w tym niby nadzwyczajnego? Dużo książek, dużo czasopism, dużo wszystkiego. Znalazłyby się pewnie nawet harlekiny o wampirach, gdyby go to bardzo zainteresowało. I czemu niby miałby tam nie pasować? Książki nie oceniają. - Bezbronnie? Czemu? – przerwała na moment jedzenie i zapatrzyła się na Sauriela ze zdziwieniem. Z ich dwójki… uważała, ze to Sauriel jest ten groźniejszy, a ona, bardzo głupio zresztą, się go nie bała. Nie czuła się przy nim jak kurz na wietrze, nie czuła się bezbronnie, ale nie czuła też, że zaraz rzuci nią o ścianę i rozszarpie jej gardło. A zapewne zrobiłby to z dziecinną łatwością. - Chyba nie uważasz, że coś ci zrobię? – pewnie by mogła. Ale nie miała ku temu żadnego powodu.