Noc była piękna. Nie, żeby to jakoś specjalnie zmieniało jej nastawienie, co do takich wydarzeń, chociaż w sumie tym razem nie wszystko było takie zwyczajne. Łatwo można było zgubić się w tłumie, wpaść w sidła kogoś, kogo wcale nie chciało się widzieć. Przebrania ułatwiały poruszanie się między ludźmi, szkoda tylko, że niektórzy mieli większy problem z tym, aby ukryć się wśród nich mimo przebrania. Nie dało się na długo zmienić wzrostu, on od zawsze przeszkadzał jej w tym, aby przez chwilę mogła stać się kimś innym, niemalże od razu ją zdradzał, bez względu na to, jak bardzo fantastycznego kostiumu by nie wymyśliła. Cóż, pozostawało jej wierzyć w to, że faktycznie uda jej się kogoś zmylić, chociaż na krótką chwilę.
Nie szukała towarzystwa. Jeszcze nie. Poświęciła chwilę ojcu, jak zawsze, później dyskretnie się z nim pożegnała. Poprawiła okropnie niewygodną suknię, właściwie to gorset, który powodował, że nie mogła oddychać, ktoś chyba ścisnął go zbyt mocno. Nie znosiła tych strojów, które krępowały wszystkie ruchy. Wyglądała nie do końca typowo, bo miała na sobie suknię zrobioną z żywych kwiatów, inspirowała się jedną z walijskich bogini - Blodeuwedd, nie udało jej się namówić matki na to, żeby wybrać opcję, w której przybierała ona postać sowy, więc musiały wystarczyć jej te kwiaty, z czego nie była do końca zadowolona, bo lepiej czułaby się w ciemnym ubraniu, a tak to nie dość, że wzrostem to zwracała jeszcze na siebie uwagę kolorami. Bała się, że trochę przesadziła, ale może nie będzie tak źle. Jakoś powinna sobie z tym poradzić, na twarzy również miała maskę, właściwie to tylko na oczach, długie włosy opadały Yaxleyównie na plecy, miała w nie wplecione kwiaty, żeby jej strój był jeszcze bardziej kompletny, zapewne kilka z nich udało jej się już zgubić, kiedy przemierzała tłum.
Nie do końca przepadała za taką ilością ludzi w jednym miejscu, na jej korzyść było to, że przyjęcie odbywało się na zewnątrz. Przynajmniej nie musiała uciekać, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Przysiadła na jednej z fontann, z kieliszkiem sama nie wiedziała czego, najważniejsze, że miał w tym być alkohol i zapaliła papierosa. Nie przejmowała się tą nieszczęsną suknią, bo została potraktowana kilkoma zaklęciami, które miały spowodować, że szybko jej nie zniszczy. Zaciągała się dymem, udając, że wokół niej nie ma nikogo, że znajduje się na łonie natury. Wzniosła wzrok ku nieboskłonowi, aby popatrzeć w gwiazdy. Z dala od miasta niebo wyglądało zdecydowanie lepiej, można było naprawdę wiele na nim zobaczyć. Uśmiechnęła się sama do siebie, kiedy przyglądała się temu arcydziełu, było całkiem przyjemnie. Nie mogła temu zaprzeczyć, szczególnie, że do jej uszu dochodziła całkiem przyjemna muzyka. Może ten wieczór wcale nie będzie taki zły? Nie powinna zakładać najgorszego.
Do jej uszu doszedł głos mężczyzny, który znajdował się niedaleko niej. Zmrużyła oczy, bo jej spokój dosyć szybko został zahwiany. Liczyła na to, że uda jej się wyrwać jeszcze chwilę, którą mogła poświęcić na myślenie o niczym szczególnym.
Wiedziała, że gdzieś pośród teog tłumu jest ktoś, kogo chciałaby spotkać, być moze nawet go minęła, te maski okropnie utrudniały jej identyfikację współtowarzyszy.
Skupiła się jednak na tym, co znajdowało się niedaleko. Przeniosła wzrok w stronę niskiego mężczyzny, który raczył gości swoją opowieścią. Próbowała wyłapać z niej jak najwięcej, nie do końca chyba podobało jej się to, o czym opowiadał, to znaczy tak, był dobrym mówcą, ale trochę ściemniał. Najwyraźniej nie do końca odnajdywał się w temacie, póki co nie wiedziała, czy chce weryfikować jego wiedzę i doprowadzić do konfrontacji, zamiast tego mruknęła jedynie pod nosem, całkiem cicho. - Pierdolisz. - Później upiła łyk alkoholu ze swojego kieliszka, nie smakował, aż tak źle, jakby jej się mogło wydawać, chociaż nie była to ognista, nad czym okropnie ubolewała.