23.01.2023, 22:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.01.2023, 22:34 przez Vakel Dolohov.)
I że też ona akurat śmiała częstować go ostrzegawczą nutą. Cóż ona miała za tupet! Jej twarz, co by ją dzień temu uznał za najpiękniejszą na świecie, za objawienie Absolutu - teraz wydawała się tak mdła, tak obleśna, tak... Nosz nienawidził jej, kipiało w nim wiele emocji, każda komórka jego ciała krzyczała: zabij, ale to jedno, ostatnie tchnienie rozsądku wiedziało, że jeżeli się jej pozbędzie tu i teraz, to mu tego społeczeństwo nie wybaczy. I przez taką niedojdę, przez oszustkę, co go tak zwiodła, będzie się musiał tłumaczyć przed Wizengamotem i prawdopodobnie się nie wytłumaczy, bo Wizengamot wybaczał wiele grzechów, ale nie morderstwo z zimną krwią. I przez tego babsztyla, co przed nim siedział jak gdyby nigdy nic, przyjdzie mu spędzić najbliższe lata, o ile nie resztę życia, na jakieś wyspie pomiędzy niczym, krzycząc na całe gardło, chociaż go nikt tam nie mógł usłyszeć poza echem własnych myśli.
Był więc rozdarty. Tak - chciał ją zniszczyć. Chciał, żeby za tę zniewagę zapłaciła najwyższą cenę. Jeżeli by istniała klątwa zdolna do zniszczenia jej codzienności, zszargania jej szczęścia i spokoju, ale bez cienia szansy na zdeptanie jego dobrej opinii - rzuciłby ją tu i teraz, bez choćby mrugnięcia okiem. Niech ją tak boli, że resztę życia spędzi w jakiejś szkockiej posiadłości i próbuje szydełkować, nie zważając na strugi śliny spływające z opuchniętych ust. Ale nie - bo świat już go poznał jako wspaniałego, zakochanego męża. Pana domu, niesamowitego Vakela Dolohova, co o tej żonie mówił przez lata w samych superlatywach. Jak mu się to wszystko posypie, to się chyba popłacze. Nie, nie, nie i nie. Na brodę Merlina, miał jednocześnie ochotę stąd uciec i ochotę do skrzywdzenia jej tak, żeby to zapamiętała już na zawsze.
Punktem zapalnym okazało się ograniczenie możliwości jego ruchu. Kiedy tak rzucał przedmiotami i kopał w drzwi, dawał temu wszystkiemu jakieś ujście. A teraz, owinięty chuj wie czym, wpadł w istny szał.
- TY chcesz rozmawiać ZE MNĄ?
I jak tylko zasadził kopniaka w stolik do herbaty, to się rzucił w jej kierunku, chcąc wytrącić jej różdżkę z ręki.
- CHYBA PRZEZ PRAWNIKA.
Uczynił to zębami, z braku sensowniejszej opcji.
Rzut na ugryzienie małżonki.
Rzut na wyszarpywanie się z więzów.
Był więc rozdarty. Tak - chciał ją zniszczyć. Chciał, żeby za tę zniewagę zapłaciła najwyższą cenę. Jeżeli by istniała klątwa zdolna do zniszczenia jej codzienności, zszargania jej szczęścia i spokoju, ale bez cienia szansy na zdeptanie jego dobrej opinii - rzuciłby ją tu i teraz, bez choćby mrugnięcia okiem. Niech ją tak boli, że resztę życia spędzi w jakiejś szkockiej posiadłości i próbuje szydełkować, nie zważając na strugi śliny spływające z opuchniętych ust. Ale nie - bo świat już go poznał jako wspaniałego, zakochanego męża. Pana domu, niesamowitego Vakela Dolohova, co o tej żonie mówił przez lata w samych superlatywach. Jak mu się to wszystko posypie, to się chyba popłacze. Nie, nie, nie i nie. Na brodę Merlina, miał jednocześnie ochotę stąd uciec i ochotę do skrzywdzenia jej tak, żeby to zapamiętała już na zawsze.
Punktem zapalnym okazało się ograniczenie możliwości jego ruchu. Kiedy tak rzucał przedmiotami i kopał w drzwi, dawał temu wszystkiemu jakieś ujście. A teraz, owinięty chuj wie czym, wpadł w istny szał.
- TY chcesz rozmawiać ZE MNĄ?
I jak tylko zasadził kopniaka w stolik do herbaty, to się rzucił w jej kierunku, chcąc wytrącić jej różdżkę z ręki.
- CHYBA PRZEZ PRAWNIKA.
Uczynił to zębami, z braku sensowniejszej opcji.
Rzut na ugryzienie małżonki.
Rzut T 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut na wyszarpywanie się z więzów.
Rzut T 1d100 - 99
Sukces!
Sukces!
with all due respect, which is none