28.11.2024, 16:50 ✶
Anam cara.
To brzmiało tak zabawnie, w kontekście dawnych przekonań, że jedna dusza powinna dążyć do tego, żeby być jednym ciałem. Z perspektywy biologii nie miało to żadnego sensu - nie żeby miał pojęcie o świecie natury, ale był świadom tego jak ludzkie atawizmy wynikające bezpośrednio w z kultury wpływały na późniejszy kształt kultury. I tak... rozmnażanie wymagało różnorodności.
A oni dzielili jedną duszę, nie musieli być bardziej razem.
Gdy tylko Morpheus przysiadł koło niego, Anthony przechylił się w podobnym pochyleniu, oparł głowę na barku, wciąż roztrzęsiony, ale momentalnie spokojniejszy jego obecnością. Tą rozmowę powinni odbyć dwa tygodnie temu, w murach prowansalskiej winnicy, niedługo po cichym wyznaniu.
– Tak bardzo boję się, że Twoja wizja spełni się dosłownie. Tak bardzo boję się, że Twoi wrogowie, będą próbowali dobrać się do Ciebie, do was przeze mnie. Somnia tak bardzo się boję... że nie będę umiał sobie bez Ciebie poradzić. Byłeś w moim życiu od zawsze, byłeś w nim, nim się poznaliśmy. I ja byłem, kiedy żarliwie przekonywałeś mnie, że umrzesz w młodym wieku, ale teraz... – nawet nie zauważył kiedy go objął, kiedy wtulił się w ciało przesiąknięte wonią tytoniu, w materiał zbierający jego łzy z twarzy – Znam kilka opowieści, znam kilka sztuczek, ale jestem oszustem Somnia, jestem nikim... nie dam sobie rady, nie wiem... nie wiem czy zdążę pomóc... – tak mało czasu, tik tak tik tak sekundy uciekały.
Zabawne, że kilka dni temu to on trzymał w objęciu roztrzęsionego Jonathana. Jonathana, który potrzebował spokojnej introspekcji, zimnej wody chłodzącej trawione gorączką ciało. Teraz były inne role, inne składowe. Anthony potrzebował płomienia czynu, potrzebował ognia, który z wodą wytworzy niemożliwą do zatrzymania parę.
– Królowi co królewskie, bogu co boskie, ale pycha kroczy przed upadkiem pamiętaj– mruknął w ubranie przyjaciela, zdając sobie sprawę z tego że zaciska na nim swoje dłonie. – Trzeba przejąć media. Wzmocnić morale i umiejętności cywilów. Podjąć decyzje w które departamenty uderzymy najpierw. – Ciepło, ciepło, coraz cieplej. Dłoń rozsupłała palce. Działanie. Musiał działać, aby nie utonąć. – Muszę wiedzieć czego nie robić, aby nie wchodzić wam w drogę.
To brzmiało tak zabawnie, w kontekście dawnych przekonań, że jedna dusza powinna dążyć do tego, żeby być jednym ciałem. Z perspektywy biologii nie miało to żadnego sensu - nie żeby miał pojęcie o świecie natury, ale był świadom tego jak ludzkie atawizmy wynikające bezpośrednio w z kultury wpływały na późniejszy kształt kultury. I tak... rozmnażanie wymagało różnorodności.
A oni dzielili jedną duszę, nie musieli być bardziej razem.
Gdy tylko Morpheus przysiadł koło niego, Anthony przechylił się w podobnym pochyleniu, oparł głowę na barku, wciąż roztrzęsiony, ale momentalnie spokojniejszy jego obecnością. Tą rozmowę powinni odbyć dwa tygodnie temu, w murach prowansalskiej winnicy, niedługo po cichym wyznaniu.
– Tak bardzo boję się, że Twoja wizja spełni się dosłownie. Tak bardzo boję się, że Twoi wrogowie, będą próbowali dobrać się do Ciebie, do was przeze mnie. Somnia tak bardzo się boję... że nie będę umiał sobie bez Ciebie poradzić. Byłeś w moim życiu od zawsze, byłeś w nim, nim się poznaliśmy. I ja byłem, kiedy żarliwie przekonywałeś mnie, że umrzesz w młodym wieku, ale teraz... – nawet nie zauważył kiedy go objął, kiedy wtulił się w ciało przesiąknięte wonią tytoniu, w materiał zbierający jego łzy z twarzy – Znam kilka opowieści, znam kilka sztuczek, ale jestem oszustem Somnia, jestem nikim... nie dam sobie rady, nie wiem... nie wiem czy zdążę pomóc... – tak mało czasu, tik tak tik tak sekundy uciekały.
Zabawne, że kilka dni temu to on trzymał w objęciu roztrzęsionego Jonathana. Jonathana, który potrzebował spokojnej introspekcji, zimnej wody chłodzącej trawione gorączką ciało. Teraz były inne role, inne składowe. Anthony potrzebował płomienia czynu, potrzebował ognia, który z wodą wytworzy niemożliwą do zatrzymania parę.
– Królowi co królewskie, bogu co boskie, ale pycha kroczy przed upadkiem pamiętaj– mruknął w ubranie przyjaciela, zdając sobie sprawę z tego że zaciska na nim swoje dłonie. – Trzeba przejąć media. Wzmocnić morale i umiejętności cywilów. Podjąć decyzje w które departamenty uderzymy najpierw. – Ciepło, ciepło, coraz cieplej. Dłoń rozsupłała palce. Działanie. Musiał działać, aby nie utonąć. – Muszę wiedzieć czego nie robić, aby nie wchodzić wam w drogę.