28.11.2024, 18:25 ✶
Regina miała rację, bo kto normalny miałby czas na rozglądanie, kiedy spada się na ziemię? Chyba tylko jakiś szaleniec albo ktoś, kto regularnie ćwiczy spadanie z latających koni. A to raczej nie była jej kuzynka, co to, to nie. Dziewczynka aż podskoczyła, gdy słowo „wiwerna” padło z ust. Wiwerna i smok. Niby takie podobne, a jednak to smokom przypadło bycie tymi majestatycznymi i prawdziwymi królami nieba. Były symbolem potęgi i grozy, i to nawet w świecie magii. A co rudowłosa wiedziała o wiwernach poza faktem, że żadnej nigdy nie widziała w swoim jakże długim — dwunastoletnim życiu? Były mniejsze, chyba zwinniejsze i czasem nawet szybsze od smoków.
— Mogła się pojawić i zniknąć… — odpowiedziała. — Zanim ktokolwiek zdążyłby się zorientować, co zobaczył… — wypisz, wymaluj sytuacja Reginy, prawda? — Może to nawet nie była zwykła wiwerna, ale jakaś rzadka odmiana? Albo… — urwała dramatycznie. — Albo wiwerna królewska! Wiesz, ta z ciemnymi łuskami z legendy o królu Arturze! Myślałaś o tym, żeby sprawdzić miejsce, w którym spadłaś? Może tam jest jakaś wskazówka? Jakby co, to mogę ci pomóc poszukać, tylko nie możemy powiedzieć nikomu! — odparła. W związku z obawą, że ktoś ich mógłby je podsłuchać (a ktoś czytaj mama Reginy), to przysunęła się bliżej i nachyliła konspiracyjnie. — Musimy to sprawdzić. Pójdziemy tam i poszukamy dowodów! Śladów łusek, pazurów, czegokolwiek. To może być to… — w głowie Mony najwyraźniej w tamtym momencie działała tylko jedna szara komórka, bo musiał upłynąć spory moment, żeby przypomnieć stan Reginy i to, że była do łóżka przykuta. Na jej twarzy zagościła konsternacja, a potem śladem swojej starszej Rowleówny, dziewczynka przewróciła oczami i teatralnie westchnęła, jednakże w jej spojrzeniu było więcej troski niż krytyki. — JA pójdę i to ja poszukam dowodów. Chyba każde magiczne stworzenie zostawia po sobie ślady, nieważne jak superszybkie… I no… Niewidzialne… By było? — zapytała. — Coś musiało naszego Łatka wystraszyć.
— Mogła się pojawić i zniknąć… — odpowiedziała. — Zanim ktokolwiek zdążyłby się zorientować, co zobaczył… — wypisz, wymaluj sytuacja Reginy, prawda? — Może to nawet nie była zwykła wiwerna, ale jakaś rzadka odmiana? Albo… — urwała dramatycznie. — Albo wiwerna królewska! Wiesz, ta z ciemnymi łuskami z legendy o królu Arturze! Myślałaś o tym, żeby sprawdzić miejsce, w którym spadłaś? Może tam jest jakaś wskazówka? Jakby co, to mogę ci pomóc poszukać, tylko nie możemy powiedzieć nikomu! — odparła. W związku z obawą, że ktoś ich mógłby je podsłuchać (a ktoś czytaj mama Reginy), to przysunęła się bliżej i nachyliła konspiracyjnie. — Musimy to sprawdzić. Pójdziemy tam i poszukamy dowodów! Śladów łusek, pazurów, czegokolwiek. To może być to… — w głowie Mony najwyraźniej w tamtym momencie działała tylko jedna szara komórka, bo musiał upłynąć spory moment, żeby przypomnieć stan Reginy i to, że była do łóżka przykuta. Na jej twarzy zagościła konsternacja, a potem śladem swojej starszej Rowleówny, dziewczynka przewróciła oczami i teatralnie westchnęła, jednakże w jej spojrzeniu było więcej troski niż krytyki. — JA pójdę i to ja poszukam dowodów. Chyba każde magiczne stworzenie zostawia po sobie ślady, nieważne jak superszybkie… I no… Niewidzialne… By było? — zapytała. — Coś musiało naszego Łatka wystraszyć.