28.11.2024, 20:10 ✶
To było poniekąd cholernie ironiczne, bo nie tak dalej jak dwa miesiące temu on sam nazywał siebie psem obronnym, tylko w stosunku do innej osoby. Nie było między nimi więzi takiej, jak między nim a Charlesem, lecz podobieństw było zdecydowanie zbyt dużo - chociażby przez nazwisko i drugie imię Charlesa. Tym razem jednak role się odwróciły, a on planował to wykorzystać. Jednak w zupełnie inny sposób, niż Robert. Uważał, że nieżyjący już Mulciber popełnił szereg błędów, które zaowocowały tym, że teraz Charles znajdował się w jego nowym domu, wciskając się w jego bok i topniejąc pod wpływem jego dotyku. To nie on złapał go w sieć: to jego ojciec i wuj wepchnęli go w tę pajęczynę, pragnąc na początku igrać z kimś, kto najpierw pragnął oddać jednemu z nich wszystko, od ciała przez umysł. Głównie umysł. Lecz gdy oni go złapali w kleszcze wtedy, na Ścieżkach, a potem gdy Robert go odtrącił - niejako podpisali cyrograf. Mulciberowie i Lestrange - przez to, co się stało, on nigdy im nie da spokoju.
Nie planował jednak popełniać błędów Roberta i to nie dlatego że nie chciał robić Charlesowi tego samego, co zrobiono mu. Uważał, że potencjał takiej więzi był zbyt duży, by dać się ponieść chorej paranoi i ego, które Robert miał chyba jeszcze większe niż on sam. Łączyć, nie dzielić.
- Nałożyć kamuflaż, przetrwać i się zemścić - powiedział cicho, gładząc go odruchowo po włosach. Zemścić... Tak jak on zrobił z Tristanem, gdy z Alexandrem i Murtaghiem wpadli do domu szlamowatego i wywlekli jego rodziców do salonu. Gdy we trójkę czekali na aurora, który nie był godzien trzymania różdżki, a w końcu gdy on sam ciągnął go brutalnie za włosy i zmuszał do patrzenia, jak jego rodzice byli poddawani okropnym torturom. I wreszcie gdy on sam przy pomocy Legilimencji wdarł się do umysłu Warda, by wyciągnąć najpiękniejsze i najokropniejsze wspomnienia, zmieszać je ze sobą, a potem włożyć różdżkę w gardło i wykrzywić, zacisnąć struny głosowe tak, by Tristan nigdy nie mógł się odezwać. Z tego co wiedział, mężczyzna później nawet nie próbował złamać zaklęcia, które rzucił na niego przed laty. Tchórz, ale znał swoje miejsce: zrezygnował z bycia aurorem, zaszył się gdzieś. A on czekał, obserwował i zbierał siły, by dokończyć dzieła. Mieli co prawda zupełnie inne plany, które obejmowały pozbawienie go również wzroku oraz słuchu, lecz cóż - plany miały to do siebie, że trzeba było je modyfikować. Lub też odkładać w czasie.
Dlatego to, co mówił Charles, tak bardzo trafiało do niego samego. Dzielili identyczne poglądy, mieli ten sam cel. Być może Rodolphus był odrobinę bardziej brutalny w ich osiąganiu, lecz czy to naprawdę miało znaczenie? Gdyby tylko Charles zobaczył swojego wuja Aleandra wtedy, w mugolskiej części Londynu...
- Nie chodzi mi o Ministerstwo - powiedział, unosząc dłoń Mulcibera do swoich ust. Musnął grzbiet dłoni ustami, nie przerywając kontaktu wzrokowego. - To, co robimy, zahacza o nie, lecz nasze wpływy sięgają o wiele, wiele dalej. Powiedz mi, Charles, jak daleko byłbyś w stanie się posunąć, żeby przywrócić jedyny właściwy ład i pomóc nam zaprowadzić porządek?
Nie miał tu oczywiście na myśli mordowania w imię idei, bo podejrzewał, że mimo nienawiści do szlam młody Mulciber mógł nie mieć aż tak spaczonego umysłu, lecz... Oczy Rodolphusa zabłyszczały lekko, jakby w amoku. W takich momentach jak ten widać było jego prawdziwy wiek. Młodość, żarliwość, gotowość do działania. Wydawało się, że jest stonowany, waży każde słowo i przewiduje każdy swój ruch, lecz tak naprawdę to była przykrywka - kolejna maska, pod którą skrywał swoje prawdziwe ja.
- Mówiłem ci wcześniej, że twoje umiejętności wytwórcze oraz inne talenty są ogromnie pożądane. Twoje świece, kadzidła... Wspominałeś, że zaczynasz zajmować się magicznymi roślinami. Masz do dyspozycji brata, który pracuje w Mungu i zajmuje się eliksirami. Jesteś młody, bystry, nie pochodzisz stąd i masz kontakty z osobami spoza Anglii, szkoliłeś się na aurora. Jeżeli zgodzisz się nas wesprzeć w tych aspektach, wyświadczysz światu czarodziejów ogromną przysługę. Magiczny Londyn stanie się twoim domem, którego ci odmówiono, gdy Richard opuścił Anglię. Nie czujesz się rozdarty między tym, co było a co jest? Nie chciałbyś spróbować walczyć o to, by twój przyszły dom był wolny od szlam? Byś nie musiał ukrywać się przed mugolami tak, jak robiliśmy to do tej pory? - nie musiał zadawać takich pytań, Mulciber sam powiedział, że zrobi wszystko, by pomóc. Lestrange uśmiechnął się, widząc ten żar w oczach Charlesa, który również gościł w jego oczach. Ten sam żar i chęć zmiany. Dobrze przeczuwał, że za zasłoną niepewności i osoby, która upija się bo usunięto go z podejrzanego biznesu bo któryś bliźniak tak chciał, stał ktoś, kto może im się przydać. - Powiedz mi, proszę, co wiesz o obecnej sytuacji, która panuje w Anglii? Co wiesz o wydarzeniach z 1970 i 1971 roku?
Nie planował jednak popełniać błędów Roberta i to nie dlatego że nie chciał robić Charlesowi tego samego, co zrobiono mu. Uważał, że potencjał takiej więzi był zbyt duży, by dać się ponieść chorej paranoi i ego, które Robert miał chyba jeszcze większe niż on sam. Łączyć, nie dzielić.
- Nałożyć kamuflaż, przetrwać i się zemścić - powiedział cicho, gładząc go odruchowo po włosach. Zemścić... Tak jak on zrobił z Tristanem, gdy z Alexandrem i Murtaghiem wpadli do domu szlamowatego i wywlekli jego rodziców do salonu. Gdy we trójkę czekali na aurora, który nie był godzien trzymania różdżki, a w końcu gdy on sam ciągnął go brutalnie za włosy i zmuszał do patrzenia, jak jego rodzice byli poddawani okropnym torturom. I wreszcie gdy on sam przy pomocy Legilimencji wdarł się do umysłu Warda, by wyciągnąć najpiękniejsze i najokropniejsze wspomnienia, zmieszać je ze sobą, a potem włożyć różdżkę w gardło i wykrzywić, zacisnąć struny głosowe tak, by Tristan nigdy nie mógł się odezwać. Z tego co wiedział, mężczyzna później nawet nie próbował złamać zaklęcia, które rzucił na niego przed laty. Tchórz, ale znał swoje miejsce: zrezygnował z bycia aurorem, zaszył się gdzieś. A on czekał, obserwował i zbierał siły, by dokończyć dzieła. Mieli co prawda zupełnie inne plany, które obejmowały pozbawienie go również wzroku oraz słuchu, lecz cóż - plany miały to do siebie, że trzeba było je modyfikować. Lub też odkładać w czasie.
Dlatego to, co mówił Charles, tak bardzo trafiało do niego samego. Dzielili identyczne poglądy, mieli ten sam cel. Być może Rodolphus był odrobinę bardziej brutalny w ich osiąganiu, lecz czy to naprawdę miało znaczenie? Gdyby tylko Charles zobaczył swojego wuja Aleandra wtedy, w mugolskiej części Londynu...
- Nie chodzi mi o Ministerstwo - powiedział, unosząc dłoń Mulcibera do swoich ust. Musnął grzbiet dłoni ustami, nie przerywając kontaktu wzrokowego. - To, co robimy, zahacza o nie, lecz nasze wpływy sięgają o wiele, wiele dalej. Powiedz mi, Charles, jak daleko byłbyś w stanie się posunąć, żeby przywrócić jedyny właściwy ład i pomóc nam zaprowadzić porządek?
Nie miał tu oczywiście na myśli mordowania w imię idei, bo podejrzewał, że mimo nienawiści do szlam młody Mulciber mógł nie mieć aż tak spaczonego umysłu, lecz... Oczy Rodolphusa zabłyszczały lekko, jakby w amoku. W takich momentach jak ten widać było jego prawdziwy wiek. Młodość, żarliwość, gotowość do działania. Wydawało się, że jest stonowany, waży każde słowo i przewiduje każdy swój ruch, lecz tak naprawdę to była przykrywka - kolejna maska, pod którą skrywał swoje prawdziwe ja.
- Mówiłem ci wcześniej, że twoje umiejętności wytwórcze oraz inne talenty są ogromnie pożądane. Twoje świece, kadzidła... Wspominałeś, że zaczynasz zajmować się magicznymi roślinami. Masz do dyspozycji brata, który pracuje w Mungu i zajmuje się eliksirami. Jesteś młody, bystry, nie pochodzisz stąd i masz kontakty z osobami spoza Anglii, szkoliłeś się na aurora. Jeżeli zgodzisz się nas wesprzeć w tych aspektach, wyświadczysz światu czarodziejów ogromną przysługę. Magiczny Londyn stanie się twoim domem, którego ci odmówiono, gdy Richard opuścił Anglię. Nie czujesz się rozdarty między tym, co było a co jest? Nie chciałbyś spróbować walczyć o to, by twój przyszły dom był wolny od szlam? Byś nie musiał ukrywać się przed mugolami tak, jak robiliśmy to do tej pory? - nie musiał zadawać takich pytań, Mulciber sam powiedział, że zrobi wszystko, by pomóc. Lestrange uśmiechnął się, widząc ten żar w oczach Charlesa, który również gościł w jego oczach. Ten sam żar i chęć zmiany. Dobrze przeczuwał, że za zasłoną niepewności i osoby, która upija się bo usunięto go z podejrzanego biznesu bo któryś bliźniak tak chciał, stał ktoś, kto może im się przydać. - Powiedz mi, proszę, co wiesz o obecnej sytuacji, która panuje w Anglii? Co wiesz o wydarzeniach z 1970 i 1971 roku?