29.11.2024, 11:43 ✶
Prawdę powiedziawszy Lorien lubiła obserwować młodzieńczy bunt, który wyrażał się w słowach, gestach czy nawet błysku w oku chłopców pokroju Louvain'a. Przypominał jej czasy, gdy po raz pierwszy przekroczyła próg Ministerstwa Magii - młoda trzpiotka z głową pełną pomysłów i głębokiego przekonania, że zmiana tego paskudnego, zepsutego świata jest jej misją. Podobna buta gotowała się w jej żyłach.
A potem pisklę dorosło i zrozumiało, że pośpiech jest złym doradcą. Nauczyła się cierpliwie czekać, obserwować uciekający przez palce piasek czasu.
- Być może.- Odparła nieco lakonicznie na sugestię wyłożoną przed nią na srebrnej tacy. Uniosła kieliszek do ust, starając się w ten sposób ukryć uśmieszek. Mówił o procesie, który od lat był systematycznie wdrażany. Na tyle powoli by nie wzbudzić rewolucji i pozwolić Brytyjczykom przyzwyczaić się do zwierzchności ich Sądu.- Świat zbudowany jest na precedensach panie Lestrange. Czasem wystarczy jedna mała iskra, by odmienić skostniałe prawo.
Władza Wizengamotu zdawała się być tak silna jak silni byli jego przedstawiciele. Zbudowana na przestarzałych podwalinach i kruszejących fundamentach, które w niebezpieczne drgania wprawiała najmniejsza zawierucha historii. A jednak - trwało to nieprzerwanie od wieków. Trzymane w kościstych szponach niewielkiego odsetka znawców prawa, dziwnym przypadkiem w większości wywodzących się z jednej rodziny. Czy patrząc na “szerszy obraz sytuacji” nie wypadałoby zapytać gdzie kończyło się prawo czarodziejów, a zaczynało prawo Crouchów?
Zwłaszcza, że jedna taka siedziała właśnie naprzeciwko Lestrange’a. Ciężko powiedzieć czy nić porozumienia była wystarczająco silna, by pogodzić tak skrajne charaktery jak ich.
Louvain grał niebezpieczną, znaczoną talią kart w grę, której zasady nie były im do końca znane. Zyskanie aprobaty Lorien pomimo kuszących profitów miało swoją cenę. Jak wysoką? To wiedziała pewnie jedynie pani Mulciber. Nie czekała specjalnie długo z podzieleniem się jedną z ulubionych spraw ostatniego stulecia.
- To dość stara sprawa. Akins urodziła się w niemagicznej rodzinie. Brytyjka, ale wyemigrowali do USA w latach 20. Przesiąkła ideologią wyższości czystej krwi.- Lorien wsparła łokcie na stole, splotła palce i oparła o nie podbródek.- Akta mówią, że miała siedemnaście lat, gdy zamordowała swoich rodziców, ale liczba ofiar na mugolach mogła być znacznie większa. Dziesiątki nierozwiązanych spraw i nieoznaczonych grobów. Z racji obywatelstwa deportowano ją i postawiono przed Wizengamotem. Na rozprawie tłumaczyła, że chciała zostać akolitą Nowego Porządku i udowodnić swoją wartość. Zesłano ją do Azkabanu, gdzie spędziła dwa lata. Co ciekawe - ktoś pociągnął za sznurki i Akins została przeniesiona do Lecznicy Dusz, z której uciekła. Wyjechała z kraju, przyjęła czystokrwiste nazwisko udając jakąś daleką, zubożałą kuzynkę. Wyszła za mąż, została panią Avery. Wie pan co się stało później? - Pytanie było czysto retoryczne. Zadane tylko i wyłącznie po to, by przerwać monotonię opowieści sprzed lat.- Została zabita przez własnego męża, który odkrył jej niemagiczne pochodzenie. Dopadła ją idea dla której walczyła całe życie. Paskudna ironia losu, prawda?
Nie musiał podzielać jej podejścia do dzielenia każdego jednego drobiazgu jak się dzieli włos na czworo. Nie musiało mu się ono podobać, bo nie tego poszukiwała. Wystarczyło tylko by zrozumiał dlaczego tak ważne było dostrzeżenie niuansów - nie po to by zrozumieć czy utożsamić się z człowiekiem. Po to by nie dać się zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Rzeczy abstrakcyjne wydają się bowiem takimi tak długo, jak się nie urzeczywistnią.
- Nienawiść to mocne uczucie panie Lestrange.- W jej głosie nie kryła się nagana. Może dało się wyczuć lekkie rozbawienie, ale nic poza tym. Zupełnie jakby rozumiała, że do supresji pewnych bezużytecznych, gwałtownych emocji należy wpierw dorosnąć. Przepracować samego siebie. - Możemy czuć wewnętrzną odrazę wobec zdrajców krwi - nie zawahała się nawet na moment, gdy użyła liczby mnogiej. Poglądy pani Mulciber nigdy nie były wielkim tabu, choć w ogólnym rozrachunku ludzie zdawali się o nich zapominać zbyt przejęci jej przerażającymi, pozbawionym namiastki człowieczeństwa tezami dotyczącymi Azkabanu.- ale nienawiść zaślepia. I co gorsza, straszliwie ogłupia. Zastanów się czy rzeczywiście warto go zamknąć na wyspie więziennej. Nie teraz. Prześpij się z tą myślą. Spójrz na szerszy obraz sytuacji.
A potem pisklę dorosło i zrozumiało, że pośpiech jest złym doradcą. Nauczyła się cierpliwie czekać, obserwować uciekający przez palce piasek czasu.
- Być może.- Odparła nieco lakonicznie na sugestię wyłożoną przed nią na srebrnej tacy. Uniosła kieliszek do ust, starając się w ten sposób ukryć uśmieszek. Mówił o procesie, który od lat był systematycznie wdrażany. Na tyle powoli by nie wzbudzić rewolucji i pozwolić Brytyjczykom przyzwyczaić się do zwierzchności ich Sądu.- Świat zbudowany jest na precedensach panie Lestrange. Czasem wystarczy jedna mała iskra, by odmienić skostniałe prawo.
Władza Wizengamotu zdawała się być tak silna jak silni byli jego przedstawiciele. Zbudowana na przestarzałych podwalinach i kruszejących fundamentach, które w niebezpieczne drgania wprawiała najmniejsza zawierucha historii. A jednak - trwało to nieprzerwanie od wieków. Trzymane w kościstych szponach niewielkiego odsetka znawców prawa, dziwnym przypadkiem w większości wywodzących się z jednej rodziny. Czy patrząc na “szerszy obraz sytuacji” nie wypadałoby zapytać gdzie kończyło się prawo czarodziejów, a zaczynało prawo Crouchów?
Zwłaszcza, że jedna taka siedziała właśnie naprzeciwko Lestrange’a. Ciężko powiedzieć czy nić porozumienia była wystarczająco silna, by pogodzić tak skrajne charaktery jak ich.
Louvain grał niebezpieczną, znaczoną talią kart w grę, której zasady nie były im do końca znane. Zyskanie aprobaty Lorien pomimo kuszących profitów miało swoją cenę. Jak wysoką? To wiedziała pewnie jedynie pani Mulciber. Nie czekała specjalnie długo z podzieleniem się jedną z ulubionych spraw ostatniego stulecia.
- To dość stara sprawa. Akins urodziła się w niemagicznej rodzinie. Brytyjka, ale wyemigrowali do USA w latach 20. Przesiąkła ideologią wyższości czystej krwi.- Lorien wsparła łokcie na stole, splotła palce i oparła o nie podbródek.- Akta mówią, że miała siedemnaście lat, gdy zamordowała swoich rodziców, ale liczba ofiar na mugolach mogła być znacznie większa. Dziesiątki nierozwiązanych spraw i nieoznaczonych grobów. Z racji obywatelstwa deportowano ją i postawiono przed Wizengamotem. Na rozprawie tłumaczyła, że chciała zostać akolitą Nowego Porządku i udowodnić swoją wartość. Zesłano ją do Azkabanu, gdzie spędziła dwa lata. Co ciekawe - ktoś pociągnął za sznurki i Akins została przeniesiona do Lecznicy Dusz, z której uciekła. Wyjechała z kraju, przyjęła czystokrwiste nazwisko udając jakąś daleką, zubożałą kuzynkę. Wyszła za mąż, została panią Avery. Wie pan co się stało później? - Pytanie było czysto retoryczne. Zadane tylko i wyłącznie po to, by przerwać monotonię opowieści sprzed lat.- Została zabita przez własnego męża, który odkrył jej niemagiczne pochodzenie. Dopadła ją idea dla której walczyła całe życie. Paskudna ironia losu, prawda?
Nie musiał podzielać jej podejścia do dzielenia każdego jednego drobiazgu jak się dzieli włos na czworo. Nie musiało mu się ono podobać, bo nie tego poszukiwała. Wystarczyło tylko by zrozumiał dlaczego tak ważne było dostrzeżenie niuansów - nie po to by zrozumieć czy utożsamić się z człowiekiem. Po to by nie dać się zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Rzeczy abstrakcyjne wydają się bowiem takimi tak długo, jak się nie urzeczywistnią.
- Nienawiść to mocne uczucie panie Lestrange.- W jej głosie nie kryła się nagana. Może dało się wyczuć lekkie rozbawienie, ale nic poza tym. Zupełnie jakby rozumiała, że do supresji pewnych bezużytecznych, gwałtownych emocji należy wpierw dorosnąć. Przepracować samego siebie. - Możemy czuć wewnętrzną odrazę wobec zdrajców krwi - nie zawahała się nawet na moment, gdy użyła liczby mnogiej. Poglądy pani Mulciber nigdy nie były wielkim tabu, choć w ogólnym rozrachunku ludzie zdawali się o nich zapominać zbyt przejęci jej przerażającymi, pozbawionym namiastki człowieczeństwa tezami dotyczącymi Azkabanu.- ale nienawiść zaślepia. I co gorsza, straszliwie ogłupia. Zastanów się czy rzeczywiście warto go zamknąć na wyspie więziennej. Nie teraz. Prześpij się z tą myślą. Spójrz na szerszy obraz sytuacji.