29.11.2024, 13:53 ✶
Tak, dwie wypełnione głowy, z czego jedna chaosem a druga fantazją, nie mogły wygrać w tamtym momencie z żadną logiczną argumentacją. I jak do tej pory słowa starszej kuzynki były dla młodszej świętością, to w starciu pewnych sytuacji rudowłosy gremlin był wyjątkowy uparty. Dziewczynka miała jedynie zakaz zbliżania się do smoków. A wiwerny smokami przecież nie były.
— Ale Regi, nie jesteś ciekawa? — zapytała z stęknięciem. — Jeżeli naprawdę coś tam jest, a my będziemy pierwsze, żeby to odkryć… Wyobraź sobie nagłówki w Proroku Codziennym. Dwie genialne czarownice zdemaskowały tajemniczego stwora! No, właściwie to napiszą tylko o mnie. Mona Rowle, młoda i odważna badaczka, ryzykowała życie, aby… — nadęła policzki z jakiegoś powodu nieco urażona na słowa ,,nie możesz iść sama”. Jakoby nie mogła domyślić się, że Reginie chodzi jedynie o bezpieczeństwo rudowłosej, to sądziła, że takie uwagi zdecydowanie ją obrażały.
— Niewidzialne nie oznacza, że nie można go usłyszeć. A superszybkie? Jasne, na pewno nie biega szybciej niż ja myślę — prychnęła i skrzyżowała ramiona na piersi. — Przecież mam swoje sposoby. Niby co mogłoby mi się stać? Mam różdżkę, oczy dookoła głowy i najlepsze pomysły na świecie. Może nawet nazwę ją moim imieniem? Monawerna… Idealnie.
Przez chwilę cisza wypełniła pokój z przerwami na szelesty kartkowanej przez Reginę książki. Nie odwracając się w stronę kuzynki, oparła dłonie na biodrach i zadziornie przekrzywiła głowę. Chciała uparcie pokazać, że wcale jej to nie interesuje. Ale kiedy druga Rowleówna dotarła do fragmentu o wiwernie z Snaglafoss, która pluła jadem, Mona mimowolnie słuchała. I chociaż co chwila mała marszczyła nos, a na jej twarzy pojawiał się ten charakterystyczny dla niej buntowniczy grymas, wyraźnie chłonęła każde słowo, wyobrażając sobie, jak wyglądałoby jej starcia z latającym gadem. Coś w tych słowach ją powstrzymało. Na chwilę. Ale tylko na chwilę.
— A czy to moja wina, że masz nogi w opatrunkach? — rzuciła i zamaszyście rozłożyła ręce na boki. — Gdybyś mogła chodzić, to może byśmy razem znalazły to, co spłoszyło Łatka, ale teraz muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
Ani Regina, ani Mona, ani nawet bogowie, jeśli istnieli, nie mogli przewidzieć, jak ta jej brawura i skłonność do ignorowania niebezpieczeństw wpłynęły na jej przyszłość. Nikt nie mógł przypuszczać, że pewnego dnia w wyniku podobnego wybuchu odwagi Mona zapłaci cenę najwyższą, jaką młoda czarownica mogła znać; w postaci fizycznego przypomnienia, że odwaga bez rozwagi nie była żadną cnotą. W głowie dziewczynki działał następujący proces myślowy: jeżeli to rzeczywiście była wiwerna, to ktoś musiał ją znaleźć. Pan Skamander nie byłby zadowolony, gdyby po prostu siedziały zamiast szukać dowodów. W końcu jak to było? Wiwerny są intrygującymi stworzeniami, bo tak mało o nich wiemy. Mały gremlin wyszczerzył zęby w najbardziej niewinnym, a jednocześnie absolutnie złowrogim uśmiechu, jaki starsza kuzynka kiedykolwiek musiała u niej widzieć.
— Poza tym — zaczęła z taką miną, która zdradzała, że właśnie zamierzała powiedzieć coś, co doprowadzi Reginę na skraj załamania nerwowego. — To nie tak, że możesz wstać i mnie powstrzymać, prawda? — poszedł jej ostatni, triumfalny argument. Cisza. — Dobrze, pani Skamander, odpoczywaj tu sobie i rozmyślaj nad właściwościami wiwern, a ja wrócę, jak już ustalę, czy nasz stwór ma ogon do nadmuchiwania czy nie — odwróciła się i ruszyła w kierunku drzwi.
— Ale Regi, nie jesteś ciekawa? — zapytała z stęknięciem. — Jeżeli naprawdę coś tam jest, a my będziemy pierwsze, żeby to odkryć… Wyobraź sobie nagłówki w Proroku Codziennym. Dwie genialne czarownice zdemaskowały tajemniczego stwora! No, właściwie to napiszą tylko o mnie. Mona Rowle, młoda i odważna badaczka, ryzykowała życie, aby… — nadęła policzki z jakiegoś powodu nieco urażona na słowa ,,nie możesz iść sama”. Jakoby nie mogła domyślić się, że Reginie chodzi jedynie o bezpieczeństwo rudowłosej, to sądziła, że takie uwagi zdecydowanie ją obrażały.
— Niewidzialne nie oznacza, że nie można go usłyszeć. A superszybkie? Jasne, na pewno nie biega szybciej niż ja myślę — prychnęła i skrzyżowała ramiona na piersi. — Przecież mam swoje sposoby. Niby co mogłoby mi się stać? Mam różdżkę, oczy dookoła głowy i najlepsze pomysły na świecie. Może nawet nazwę ją moim imieniem? Monawerna… Idealnie.
Przez chwilę cisza wypełniła pokój z przerwami na szelesty kartkowanej przez Reginę książki. Nie odwracając się w stronę kuzynki, oparła dłonie na biodrach i zadziornie przekrzywiła głowę. Chciała uparcie pokazać, że wcale jej to nie interesuje. Ale kiedy druga Rowleówna dotarła do fragmentu o wiwernie z Snaglafoss, która pluła jadem, Mona mimowolnie słuchała. I chociaż co chwila mała marszczyła nos, a na jej twarzy pojawiał się ten charakterystyczny dla niej buntowniczy grymas, wyraźnie chłonęła każde słowo, wyobrażając sobie, jak wyglądałoby jej starcia z latającym gadem. Coś w tych słowach ją powstrzymało. Na chwilę. Ale tylko na chwilę.
— A czy to moja wina, że masz nogi w opatrunkach? — rzuciła i zamaszyście rozłożyła ręce na boki. — Gdybyś mogła chodzić, to może byśmy razem znalazły to, co spłoszyło Łatka, ale teraz muszę wziąć sprawy w swoje ręce.
Ani Regina, ani Mona, ani nawet bogowie, jeśli istnieli, nie mogli przewidzieć, jak ta jej brawura i skłonność do ignorowania niebezpieczeństw wpłynęły na jej przyszłość. Nikt nie mógł przypuszczać, że pewnego dnia w wyniku podobnego wybuchu odwagi Mona zapłaci cenę najwyższą, jaką młoda czarownica mogła znać; w postaci fizycznego przypomnienia, że odwaga bez rozwagi nie była żadną cnotą. W głowie dziewczynki działał następujący proces myślowy: jeżeli to rzeczywiście była wiwerna, to ktoś musiał ją znaleźć. Pan Skamander nie byłby zadowolony, gdyby po prostu siedziały zamiast szukać dowodów. W końcu jak to było? Wiwerny są intrygującymi stworzeniami, bo tak mało o nich wiemy. Mały gremlin wyszczerzył zęby w najbardziej niewinnym, a jednocześnie absolutnie złowrogim uśmiechu, jaki starsza kuzynka kiedykolwiek musiała u niej widzieć.
— Poza tym — zaczęła z taką miną, która zdradzała, że właśnie zamierzała powiedzieć coś, co doprowadzi Reginę na skraj załamania nerwowego. — To nie tak, że możesz wstać i mnie powstrzymać, prawda? — poszedł jej ostatni, triumfalny argument. Cisza. — Dobrze, pani Skamander, odpoczywaj tu sobie i rozmyślaj nad właściwościami wiwern, a ja wrócę, jak już ustalę, czy nasz stwór ma ogon do nadmuchiwania czy nie — odwróciła się i ruszyła w kierunku drzwi.