Aż tu nagle słowa Mony sprowadziły ją na ziemię. Bo jak napiszą tylko o niej?! Regina wciągnęła głośno powietrze, nie mogąc uwierzyć w słowa kuzynki. Co za ruda małpa, pomyślała i zgrzytnęła zębami, słysząc dalszą wypowiedź dziewczynki. Monawerna? MONAWERNA?!
Miała szczerą ochotę rzucić książką w kuzynkę. Najlepiej prosto w ten jej marszczący się nos, żeby pozbyła się buńczucznego wyrazu twarzy. Powstrzymał ją przed tym fakt, że to nie była byle książką, tylko "Fantastyczne stworzenia...", więc zacisnęła palce na grzbiecie książki i zgromiła Monę wściekłym spojrzeniem. Taka zdrada i to ze strony kogoś z rodziny, w dodatku takiego bachora, który ledwie nauczył się Leviosa?
— To nie są sprawy na twoje ręce, Mona! — krzyknęła, mając w nosie, czy ktokolwiek je usłyszy. — Nieważne czy jestem w stanie chodzić, czy nie. Nie masz prawa sama szukać zwierzęcia, z którym ja pierwsza miałam do czynienia. Tak się nie robi!Mały rudowłosy gremlin i tak nic sobie nie robił ze słów Reginy, która drżała ze złości. Powstrzymywała się przed rzucaniem obelg i przedmiotów tylko dzięki cząstce zdrowego rozsądku, jaka tliła się w jej głowie. Jednakże słowa Mony o tym, że nie zdoła jej powstrzymać, przelały czarę goryczy. Regina poczuła, że nie ma wyjścia i postanowiła użyć zaklęcia starego, jak sam świat i tak potężnego, że drżały przed nim największe łobuzy. Mianowicie:
— Bo zawołam mamę!By podkreślić powagę sytuacji i to, że jest zdecydowana spełnić groźbę, nabrała powietrza w płuca, gotowa, by w sekundę wykrzyczeć słowa tej pradawnej inkantacji. Jak one brzmiały? Zapewne już się domyślacie, ale by nie pozostawiać niedopowiedzeń, zaklęcie brzmiało "MAMO" i przyzywało istotę straszniejszą niż jakikolwiek potwór spod łóżka czy szafy.