30.11.2024, 07:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.11.2024, 07:30 przez Ambrosia McKinnon.)
Blondynka drgnęła, zaraz odstawiając kulę na stół i wygładzając materiał spódnicy. Mogła przyjąć ostatniego klienta, ale potem? Potem zmieni napis na drzwiach na zamknięte i pójdzie na górę. Podniosła się nawet, ale szybko doszła do wniosku, że coś jej tutaj nie pasuje. Sylwetka mignęła, owszem, ale zanim zdążyła się porządnie przywitać, albo usłyszeć z jakim problemem do niej przybyto, drzwi skrzypnęły ponownie, pozostawiając kobietę w konsternacji.
Co się właściwie stało?
Ale długo nie musiała sobie zadawać tego pytania, bo to był przecież Nokturn. Tu każdy korzystał z okazji, a może tego typu lokal wydawał się znamienitą okazją na podwędzenie czegoś mniej lub bardziej wartościowego. W przypadku McKinnon było to raczej to drugie, bo wszystkie cenne rzeczy trzymała na piętrze - tam gdzie klienci nie mieli wstępu. Nie znaczyło to jednak, że miała zamiar zamknąć oczy i udawać, że nic się nie chciało. O co to to nie, zaraz znalazła się przy drzwiach i szarpnęła za klamkę, w drugiej dłoni trzymając różdżkę.
- Wracaj tu gówniarzu! - to czy to rzeczywiście był gówniarz, to nie miało większego znaczenia. Ważne, że wydawał się postawić na strategię jakby nic się nie stało. Licząc może na to, że wyglądając jak element tłumu, nikt nie zwróci na niego uwagi.
Niedoczekanie.
Podniosła rękę z różdżką, związując zaklęcie i posyłając je w kierunku chłopaka. Chciała go przyciągnąć do siebie, żeby łatwiej jej było go opieprzyć od góry do dołu i zrobić scenę.
translokacja na przywołanie do siebie złodzieja
Zaklęcie, o dziwo, udało się, a skołowany chłopak znalazł się obok niej. Co prawda lądowanie było obrzydliwe, bo zarył po bruku, ale nie obchodziło jej to.
- Co żeś ukradł? Życie ci niemiłe? Oddawaj zaraz, bo... - zmrużyła oczy, zastanawiając się właściwie bo co. Policji przecież nie zawoła. - Bo obudzisz się rano jako nowe kurwisko w Kościanym. Dawaj kurwa - warknęła, wyciągając do niego rękę.
czy dzieciak się łamie
- N...Nic nie ukradłem - wyjęczał, rozmasowując nos. Ale spojrzenie miał rozbiegane. O, już ona mu powie co ona o nim myśli. On już się przekona, że są sklepy których się nie okrada.
- Tak? To cudownie - złapała go za bety i zaczęła się z nim szarpać, chcąc go zaciągnąć znowu do sklepu. Stawiał się, oczywiście, ale trochę niepewnie bo całe to zamieszanie przyciągało tylko niechciane spojrzenia i zainteresowanie.
ja się z nim szarpię do Ataraxii
a on się wyrywa do spierdolki
Nie wiedziała jakim cudem, ale go zaciągnęła do środka. To chyba był jeden z tych momentów, kiedy złość nadawała jej skrzydeł, jak wtedy kiedy rozwaliła Hadesowi głowę świecznikiem, kiedy się wkurwił i stawiał. Dzieciak wierzgał, coś tam krzyczał, ale ona była zawzięta, a kiedy już drzwi Ataraxii się zamknęły, odcinając ich od świata zewnętrznego, Rosie zawołała Staszka. On już się upora z tym całym problemem.
Co się właściwie stało?
Ale długo nie musiała sobie zadawać tego pytania, bo to był przecież Nokturn. Tu każdy korzystał z okazji, a może tego typu lokal wydawał się znamienitą okazją na podwędzenie czegoś mniej lub bardziej wartościowego. W przypadku McKinnon było to raczej to drugie, bo wszystkie cenne rzeczy trzymała na piętrze - tam gdzie klienci nie mieli wstępu. Nie znaczyło to jednak, że miała zamiar zamknąć oczy i udawać, że nic się nie chciało. O co to to nie, zaraz znalazła się przy drzwiach i szarpnęła za klamkę, w drugiej dłoni trzymając różdżkę.
- Wracaj tu gówniarzu! - to czy to rzeczywiście był gówniarz, to nie miało większego znaczenia. Ważne, że wydawał się postawić na strategię jakby nic się nie stało. Licząc może na to, że wyglądając jak element tłumu, nikt nie zwróci na niego uwagi.
Niedoczekanie.
Podniosła rękę z różdżką, związując zaklęcie i posyłając je w kierunku chłopaka. Chciała go przyciągnąć do siebie, żeby łatwiej jej było go opieprzyć od góry do dołu i zrobić scenę.
translokacja na przywołanie do siebie złodzieja
Rzut O 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
Zaklęcie, o dziwo, udało się, a skołowany chłopak znalazł się obok niej. Co prawda lądowanie było obrzydliwe, bo zarył po bruku, ale nie obchodziło jej to.
- Co żeś ukradł? Życie ci niemiłe? Oddawaj zaraz, bo... - zmrużyła oczy, zastanawiając się właściwie bo co. Policji przecież nie zawoła. - Bo obudzisz się rano jako nowe kurwisko w Kościanym. Dawaj kurwa - warknęła, wyciągając do niego rękę.
czy dzieciak się łamie
Rzut TakNie 1d2 - 1
Tak
Tak
- N...Nic nie ukradłem - wyjęczał, rozmasowując nos. Ale spojrzenie miał rozbiegane. O, już ona mu powie co ona o nim myśli. On już się przekona, że są sklepy których się nie okrada.
- Tak? To cudownie - złapała go za bety i zaczęła się z nim szarpać, chcąc go zaciągnąć znowu do sklepu. Stawiał się, oczywiście, ale trochę niepewnie bo całe to zamieszanie przyciągało tylko niechciane spojrzenia i zainteresowanie.
ja się z nim szarpię do Ataraxii
Rzut O 1d100 - 69
Sukces!
Sukces!
a on się wyrywa do spierdolki
Rzut 1d100 - 63
Nie wiedziała jakim cudem, ale go zaciągnęła do środka. To chyba był jeden z tych momentów, kiedy złość nadawała jej skrzydeł, jak wtedy kiedy rozwaliła Hadesowi głowę świecznikiem, kiedy się wkurwił i stawiał. Dzieciak wierzgał, coś tam krzyczał, ale ona była zawzięta, a kiedy już drzwi Ataraxii się zamknęły, odcinając ich od świata zewnętrznego, Rosie zawołała Staszka. On już się upora z tym całym problemem.
Koniec sesji
she was a gentle
sort of horror
sort of horror