30.11.2024, 11:55 ✶
– Równie dobrze daty mogły się zatrzeć albo ktoś zdecydował się na opcję minimum – odparł Cathal Thomasowi, wzruszając potężnymi ramionami. Brak daty na tym starszym nagrobku mógł oznaczać wszystko i nic: Shafiq nauczył się nie robić w takich przypadkach niepotrzebnych założeń, bo za łatwo było skręcić w ślepą uliczkę. – Mówię – stwierdził, wsuwając ręce do kieszeni. – Ginny stanie na czatach jako kot, ja będę kopać, a ty wyciągniesz ciało.
Brzmiał poważnie, wyraz twarzy też wyrażał absolutną powagę, w istocie jednak był to tylko przejaw specyficznego poczucia humoru Cathala. Nie zamierzał rozkopywać tego grobu, przynajmniej na razie. Wszystko tu wyglądało jak zwykły, mugolski cmentarz, groby na pierwszy rzut oka nie miały w sobie nic magicznego, nie były grobowcami, jakie widywało się w Hogsmeade, czy okazyjnie w Little Hangleton albo Dolinie Godryka. Resztki kości niewiele by mu powiedziały, a Shafiq wątpił, aby ci, którzy grzebali tych ludzi, ukryli coś w trumnach.
Zresztą, czy to w ogóle byli czarodzieje…?
– Nie natknąłem się na nazwisko Blackwood wśród żyjących czarodziejów – stwierdził z pewnym zamyśleniem. Mogło to być spowodowane tym, że jego możliwości były jednak ograniczone, nie miał w końcu dostępów do danych ministerialnych, ale i tym… że takich osób mogło nie być. – Może teraz są mugolami albo noszą inne nazwisko?
Wystarczyło w końcu, by w którymś pokoleniu urodziły się same dziewczynki.
Cathal oderwał wzrok od płyty i skierował spojrzenie ku McGonagall. Przypatrywał się jej długą chwilę, może tylko zamyślony, może domyślając się, że coś przez chwilę było nie tak – ale nie dopytywał.
– Może być. Albo prawdę, że jesteśmy historykami badającymi genealogię rodu Blackwoodów i tu natknęliśmy się na ich nagrobki – powiedział, machając ręką w stronę tablicy i wyrytych na niej liter. – Z tym poradzicie sobie na pewno lepiej ode mnie.
Bo Cathal Shafiq nie robił na ludziach dobrego wrażenia.
Thomas był miłym gościem i widać to było na pierwszy rzut oka. Co do Ginny sprawa była bardziej skomplikowana, bo mugole niekiedy uprzedzali się na widok ciemniejszej karnacji, ale była też ładną, młodą kobietą o sympatycznym uśmiechu. Cathal natomiast wyglądał tak, że gdyby dać mu do ręki młot, a na ramiona zarzucić futro, ktoś mógłby łatwo uwierzyć, że to jakiś wiking przychodzi kraść, mordować i palić. Wiedział o mugolach sporo, choćby z konieczności – pracował czasem z nimi w Egipcie, historia mugoli i czarodziejów w wielu kulturach się przenikała – ale jednocześnie niezbyt ich rozumiał. Nie wspominając już o specyficznym stylu bycia i okazyjnych zawieszeniach.
Jeśli ktoś tutaj miał szansę wyciągnąć z mugoli coś innym sposobem niż podnosząc kogoś za kaptur i potrząsając aż nie zacznie mówić, to Cal podejrzewał, że raczej jego towarzysze.
– Czyli na razie wioska, nie jeziora?
Brzmiał poważnie, wyraz twarzy też wyrażał absolutną powagę, w istocie jednak był to tylko przejaw specyficznego poczucia humoru Cathala. Nie zamierzał rozkopywać tego grobu, przynajmniej na razie. Wszystko tu wyglądało jak zwykły, mugolski cmentarz, groby na pierwszy rzut oka nie miały w sobie nic magicznego, nie były grobowcami, jakie widywało się w Hogsmeade, czy okazyjnie w Little Hangleton albo Dolinie Godryka. Resztki kości niewiele by mu powiedziały, a Shafiq wątpił, aby ci, którzy grzebali tych ludzi, ukryli coś w trumnach.
Zresztą, czy to w ogóle byli czarodzieje…?
– Nie natknąłem się na nazwisko Blackwood wśród żyjących czarodziejów – stwierdził z pewnym zamyśleniem. Mogło to być spowodowane tym, że jego możliwości były jednak ograniczone, nie miał w końcu dostępów do danych ministerialnych, ale i tym… że takich osób mogło nie być. – Może teraz są mugolami albo noszą inne nazwisko?
Wystarczyło w końcu, by w którymś pokoleniu urodziły się same dziewczynki.
Cathal oderwał wzrok od płyty i skierował spojrzenie ku McGonagall. Przypatrywał się jej długą chwilę, może tylko zamyślony, może domyślając się, że coś przez chwilę było nie tak – ale nie dopytywał.
– Może być. Albo prawdę, że jesteśmy historykami badającymi genealogię rodu Blackwoodów i tu natknęliśmy się na ich nagrobki – powiedział, machając ręką w stronę tablicy i wyrytych na niej liter. – Z tym poradzicie sobie na pewno lepiej ode mnie.
Bo Cathal Shafiq nie robił na ludziach dobrego wrażenia.
Thomas był miłym gościem i widać to było na pierwszy rzut oka. Co do Ginny sprawa była bardziej skomplikowana, bo mugole niekiedy uprzedzali się na widok ciemniejszej karnacji, ale była też ładną, młodą kobietą o sympatycznym uśmiechu. Cathal natomiast wyglądał tak, że gdyby dać mu do ręki młot, a na ramiona zarzucić futro, ktoś mógłby łatwo uwierzyć, że to jakiś wiking przychodzi kraść, mordować i palić. Wiedział o mugolach sporo, choćby z konieczności – pracował czasem z nimi w Egipcie, historia mugoli i czarodziejów w wielu kulturach się przenikała – ale jednocześnie niezbyt ich rozumiał. Nie wspominając już o specyficznym stylu bycia i okazyjnych zawieszeniach.
Jeśli ktoś tutaj miał szansę wyciągnąć z mugoli coś innym sposobem niż podnosząc kogoś za kaptur i potrząsając aż nie zacznie mówić, to Cal podejrzewał, że raczej jego towarzysze.
– Czyli na razie wioska, nie jeziora?