24.01.2023, 00:44 ✶
Nigdy nie będzie tak, że w drugiej osobie podobać się będzie absolutnie wszystko, ale też nie było nad czym pracować, jeśli nie miało się nawet informacji CO dokładnie się drugiej stronie nie podobało. Nie byle komu, nie. Komuś, kto w czystej teorii miał być obok na dobre i na złe. Oczywiście… rozwody się zdarzały. Przedwczesne śmierci również. Ale jesteśmy teraz w tej hipotetycznej sytuacji, w której jednak nie chcemy jednego ani drugiego, bo są wyjściem ostatecznym (dość dosłownie) i jednak próbujemy coś sobie razem poukładać. Oczywiście – to wymagało wysiłku, wkładu w relację. Ale nikt nie powiedział, że to ma być łatwe.
Pokiwała głową i wpatrzyła się w Sauriela. Więc trzymał na dystans więcej relacji, nie tylko te potencjalnie sercowe? Przyjaciół też? Wychdziło, że zawsze, a nie tylko po swojej przemianie, która była całkiem niezłym wytłumaczeniem na wiele rzeczy. A później… Mogła tylko się w niego wpatrywać i… Miał rację. Miał cholerną rację.
- Taaa… Jakby… Zaczynam rozumieć czemu twoi rodzice dogadali się z moimi. To bodaj ten sam poziom chęci ugrania czegoś za wszelką cenę. Nawet kosztem własnych dzieci – bo jego chcą ożenić po jego śmierci, a ją chcą wydać za mąż za kogoś, kto już raz umarł. Oboje skazując tym samym na cholernie trudną relację, wielokrotnie trudniejszą niż po prostu „o tu jest pani, tu pan, nie znacie się, nie lubicie, a teraz konsumujcie swoje małżeństwo bo trzeba mieć potomka”, a to było prawie jak gwałt. U nich to było… Ach, trudno to nawet ubrać w odpowiednią skale. Było to coś, co z pewnością będzie wymagało wiele pracy, wiele wyrzeczeń, wiele przełamania się do różnych rzeczy i spraw, wiele próbowania i… ach. Wiele wszystkiego, tak po prostu. - Nie jest wcale tak źle – z tym popierdoleniem. Rody czystej krwi były pierdolnięte wystarczająco, to jakby ją bardzo nie dziwiło. Było zaskakujące na początku, a teraz… Po tych ponad trzech miesiącach trochę już przywykła. Coś tam doczytała w sekrecie w książkach, bo temat siłą rzeczy bardziej ją zainteresował. Znaczy temat wampirów.
- Nie ma za co. Mówiłam ci już, że o rodzinę się dba, a ty nią będziesz. Zresztą bardzo mi pomogłeś – naturalne się wydało posprzątanie bałaganu tak, by mu bardziej nie zaszkodzić. Już i tak się narażał i nie chciał żeby jego nazwisko było powiązane ze sprawą i z tym, że gdzieś na kogoś doniósł. Nie sądziła za to, że dojdą rozmową w tak może nie grząski ale ważny temat. W to, że może się spieprzyć. W to, że może ją ugryźć. W to, że to tak strasznie boli. W odpowiedzi Victoria najpierw się do niego uśmiechnęła. Nie był to uśmiech szczęścia, tylko bardziej taki… współczujący uśmiech, o. Bardziej coś takiego. - Wiesz, miałam trochę czasu, żeby sobie to przemyśleć i się jakoś z tym oswoić. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak się może stać. Ba, jestem wręcz o tym przekonana. I jestem też pewna, że możemy coś na tym polu wypracować – wiedziała tyle, że wampir wcale nie musi pić krwi prosto z szyi człowieka. Że można mu ją podać inaczej, nie wiem, samemu rozciąć sobie na przykład dłoń i zrobić to kontrolowanie. Że to nie musi być wcale szyja, tylko na ten przykład nadgarstek. Z drugiej strony do bólu też można się przyzwyczaić. Albo może były jakieś zaklęcia go uśnieżające. - W czasach średniowiecza mugole palili czarodziei na stosach, to musiał być dopiero ogromny ból. A mimo to istnieli tacy, którzy nie tyle się do bólu przyzwyczaili, co byli na ogień zupełnie odporni. Ale były zdaje się też zaklęcia czy eliksiry – i pamiętam, że czytałam o takiej czarownicy, której tak się podobało palenie na stosie, że celowo dała się kilkanaście razy złapać, żeby ją palili. Być może jest możliwość uśmierzenia tego bólu za pomocą magii – chciała mu powiedzieć, że świat był pełen różnych możliwości. A akurat ona miała umysł na tyle otwarty, że gotowa była tych rozwiązań szukać nawet na własną rękę. I chyba właśnie to jaka była, głodna wiedzy, sprawiało, że się nie bała. Że była taka spokojna. Pogodzona.
Pokiwała głową i wpatrzyła się w Sauriela. Więc trzymał na dystans więcej relacji, nie tylko te potencjalnie sercowe? Przyjaciół też? Wychdziło, że zawsze, a nie tylko po swojej przemianie, która była całkiem niezłym wytłumaczeniem na wiele rzeczy. A później… Mogła tylko się w niego wpatrywać i… Miał rację. Miał cholerną rację.
- Taaa… Jakby… Zaczynam rozumieć czemu twoi rodzice dogadali się z moimi. To bodaj ten sam poziom chęci ugrania czegoś za wszelką cenę. Nawet kosztem własnych dzieci – bo jego chcą ożenić po jego śmierci, a ją chcą wydać za mąż za kogoś, kto już raz umarł. Oboje skazując tym samym na cholernie trudną relację, wielokrotnie trudniejszą niż po prostu „o tu jest pani, tu pan, nie znacie się, nie lubicie, a teraz konsumujcie swoje małżeństwo bo trzeba mieć potomka”, a to było prawie jak gwałt. U nich to było… Ach, trudno to nawet ubrać w odpowiednią skale. Było to coś, co z pewnością będzie wymagało wiele pracy, wiele wyrzeczeń, wiele przełamania się do różnych rzeczy i spraw, wiele próbowania i… ach. Wiele wszystkiego, tak po prostu. - Nie jest wcale tak źle – z tym popierdoleniem. Rody czystej krwi były pierdolnięte wystarczająco, to jakby ją bardzo nie dziwiło. Było zaskakujące na początku, a teraz… Po tych ponad trzech miesiącach trochę już przywykła. Coś tam doczytała w sekrecie w książkach, bo temat siłą rzeczy bardziej ją zainteresował. Znaczy temat wampirów.
- Nie ma za co. Mówiłam ci już, że o rodzinę się dba, a ty nią będziesz. Zresztą bardzo mi pomogłeś – naturalne się wydało posprzątanie bałaganu tak, by mu bardziej nie zaszkodzić. Już i tak się narażał i nie chciał żeby jego nazwisko było powiązane ze sprawą i z tym, że gdzieś na kogoś doniósł. Nie sądziła za to, że dojdą rozmową w tak może nie grząski ale ważny temat. W to, że może się spieprzyć. W to, że może ją ugryźć. W to, że to tak strasznie boli. W odpowiedzi Victoria najpierw się do niego uśmiechnęła. Nie był to uśmiech szczęścia, tylko bardziej taki… współczujący uśmiech, o. Bardziej coś takiego. - Wiesz, miałam trochę czasu, żeby sobie to przemyśleć i się jakoś z tym oswoić. Zdaję sobie sprawę z tego, że tak się może stać. Ba, jestem wręcz o tym przekonana. I jestem też pewna, że możemy coś na tym polu wypracować – wiedziała tyle, że wampir wcale nie musi pić krwi prosto z szyi człowieka. Że można mu ją podać inaczej, nie wiem, samemu rozciąć sobie na przykład dłoń i zrobić to kontrolowanie. Że to nie musi być wcale szyja, tylko na ten przykład nadgarstek. Z drugiej strony do bólu też można się przyzwyczaić. Albo może były jakieś zaklęcia go uśnieżające. - W czasach średniowiecza mugole palili czarodziei na stosach, to musiał być dopiero ogromny ból. A mimo to istnieli tacy, którzy nie tyle się do bólu przyzwyczaili, co byli na ogień zupełnie odporni. Ale były zdaje się też zaklęcia czy eliksiry – i pamiętam, że czytałam o takiej czarownicy, której tak się podobało palenie na stosie, że celowo dała się kilkanaście razy złapać, żeby ją palili. Być może jest możliwość uśmierzenia tego bólu za pomocą magii – chciała mu powiedzieć, że świat był pełen różnych możliwości. A akurat ona miała umysł na tyle otwarty, że gotowa była tych rozwiązań szukać nawet na własną rękę. I chyba właśnie to jaka była, głodna wiedzy, sprawiało, że się nie bała. Że była taka spokojna. Pogodzona.