- Jasne, jasne. Rozumiem, w sumie to nie ma sensu, takie konfrontacje, żadnego, najmniejszego. - Przestała chyba już walczyć z wiatrakami, właściwie ostatnio robiła się voraz bardziej łagodna i łatwo odpuszczała, mniej chętnie doprowadzała do konfrontacji, które mogły ją kosztować utratą reputacji, chociaż w sumie czy jeszcze w ogóle jakąś miała? To już była zupełnie inna sprawa. Szkoda marnować czas na takie nic nieznaczące kłótnie, które nie niosły ze sobą niczego dobrego.
- Pomoc na pewno się przyda. - Rzuciła mu krótkie spojrzenie, jej myśli zdecydowanie wędrowały w złym kierunku. Przyjaciele przecież pomagali sobie w takich drobnych czynnościach, jak rozplątanie gorsetu, prawda? To nie mogło być nic więcej, dlaczego więc wydawało jej się to bardzo dwuznaczne? Zapewne znowu pozwoliła sobie na nadinterpretację. Coś musiało być z nią nie tak. Zdecydowanie.
- Najchętniej zdjęłabym go już teraz, nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, jak się w tym ciężko oddycha. - To była jeden z powodów dla których nie znosiła nosić takich sukien, zresztą nie wydawało jej się, że tylko przez to miała problemy z oddychaniem. Kiedy Roise znajdował się blisko zaczynała wariować, czuła, że serce zaczyna jej łomotać przeraźliwie szybko i robiło jej się gorąco. Dziwne, to było dziwne. Jej ciało nie powinno reagować na niego w ten sposób, ale nie mogła nic z tym zrobić, przyzwyczaiła się do tego uczucia, które pojawiało się znienacka. W sumie nawet chyba nie umiała stwierdzić, kiedy właściwie się to zaczęło, zbliżyli się do siebie po tej wizycie w zaczarowanym dworze, czy już wtedy czuła coś takiego? Wydawało jej się, że tak. Dlaczego więc z taką lekkością przeszła do tej ich przyjaźni? Nie miała pojęcia, zaakceptowała to, że wszystko ich do tego sprowadziło, nie, żeby była z tego powodu zadowolona, bo nie miałaby nic przeciwko temu, żeby zdjął z niej ten gorset z innego powodu, tyle, że chyba po prostu chciał jej pomóc. Cóż, na pewno wyglądała jak ktoś, kto mógłby mieć problem z wykonaniem takiej czynności, szczególnie, że na co dzień rzadko kiedy można ją było zobaczyć w podobnym stroju. To na pewno była po prostu zwyczajna przysługa, którą oferował bliski przyjaciel.
- Z kimś? Wcześniej? Coś ty, wolę wrócić do domu z tobą. - Dawno przestała już łowić sobie ofiary, nie odczuwała takiej potrzeby. Od kiedy zaczęła ich łączyć przyjaźń jakoś nie interesowali jej inni mężczyźni. Miała świadomość, że to będzie raczej inny powrót, niż te, które zazwyczaj wybierała próbując po prostu znaleźć kogoś, kto chociaż na chwilę mógłby się do niej zbliżyć, ale przywykła do tego, że spędzali ze sobą wiele wieczorów, dlaczego więc dzisiaj nie mieliby tego powtórzyć, a może nawet pozwolić sobie na coś więcej. Maski wiele ułatwiały, pozwalały na to, żeby być przez chwilę kimś innym, miała ochotę być zdecydowanie kimś innym dla Ambroisa, może to była odpowiednia okazja, aby zobaczyć, czy miało to jakikolwiek sens? Cóż, noc była jeszcze młoda. Alkohol dobrze by jej zrobił, wtedy może lżej przyszłaby jej zmiana zachowania, może przestałaby się przejmować tymi granicami, które sama im wyznaczyła, a może oni sobie wyznaczyli?
- Opowiedz coś więcej, czym się różnisz od tych wszystkich botaników? - Tym razem to ona się nachyliła nad jego uchem, aby nikt nie podsłuchał, o czym tutaj dyskutują, zdawała sobie sprawę, że nie powinni dawać się podsłuchiwać, bo jeszcze ktoś zacząłby się interesować o czym rozmawiają. Siedzieli tu już dłuższą chwilę, razem, nikt im nie przeszkadzał, ale przecież ściany miały uszy, nawet jeśli tutaj nie było żadnych ścian. Zatrzymała swoją twarz tuż przy jego policzku, nie odsunęła się znowu, tylko zawiesiła się na dłużej przyglądając się swojemu przyjacielowi z bliska. Miała ochotę dotknąć jego włosów, sprawdzić, czy to, co z nimi dzisiaj zrobił zmieniło ich fakturę. Zatrzymała jednak dłoń w locie i opuściła ją na swoje kolano. To byłoby niewłaściwie, czyż nie?
- Ten rok, był specyficzny, to prawda. - Ich relacja była bardzo napięta, przez tę małą kłótnię, która się między nimi wydarzyła, w sumie, czy to w ogóle była kłótnia? Po prostu unieśli się honorem i przestali ze sobą rozmawiać, a zaczęli się traktować trochę jak powietrze i sobie nieco uprzykrzać życie. Nie wydawało jej się jednak, że to jest wszystko na co go stać, chciałaby faktycznie zobaczyć Ambroisa w formie. - Trochę mi brakuje tego strzelania piorunami z oczu w moim kierunku. - Ten okres był dosyć ciężki, ale całkiem zabawny, właściwie od początku znajomości reagowali na siebie dosyć intensywnie, kim by dla siebie nie byli, znajomymi, wrogami, czy przyjaciółmi. Zresztą nawet ten moment wrogości wydawał się jej być nieco specyficzny, bo czasem miała ochotę go rozszarpać, a czasem kiedy na niego spoglądała miała chęć się do niego zbliżyć i zamknąć mu usta pocałunkiem, żeby przestał pierdolić głupoty, nie powinna jednak teraz o tym myśleć, to był zdecydowanie zły kierunek, zwłaszcza, że teraz się tylko przyjaźnili. Strasznie to było neutralne i chyba zaczynało jej przeszkadzać.
- Jeszcze się nie nauczyłeś, że ja nic nie muszę? - Ile razy będzie musiała mu to powtarzać, aby to do niego dotarło? Ona powoli zaczynała zdawać sobie sprawę z tego, że Ambroise nigdy nie robił czegoś tylko i wyłącznie dlatego, że musiał, najwyraźniej on jeszcze nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że ona również była taką osobą. - Dlaczego? Wydawało mi się, że przyjaciele powinni być bardzo obiektywni. - Chyba na tym właśnie polegała przyjaźń. To oni powinni sprowadzać na ziemię swoich najbliższych.
- W takim wypadku, nie są mnie warci, ale tutaj zawsze brakowało osób, które potrafiłyby wzbudzić moje zainteresowanie, zwłaszcza na dłużej, dlatego dzisiaj wolę wrócić do domu z tobą, wiesz? - Może nie do końca w takiej formie, w jakiej widziałaby ten powrót, gdyby faktycznie miał przebiegać tak jakby chciała, ale to jej wystarczało. Miała go obok siebie, cieszyła się, że jest przy niej, może kiedyś uda jej się wyznać to, co zaczynało ją trapić. Może się przyzna do tego, że ta przyjaźń przestała jej wystarczać, może znajdzie w sobie odwagę, kiedyś. Póki co, cieszyła się z tego, co miała.
- Nie mam pojęcia, bo trafił mi się pewien trudny osobnik, który trochę namieszał w moim badaniach. - Tak, nigdy nie udało jej się jeszcze tak długo trzymać jakiejś osoby. Nie tak intensywnie. Jasne, miała przyjaciół - ale nie spędzała z nimi każdej wolnej chwili. Tutaj było zupełnie inaczej i nie wydawało jej się, aby Ambroise miał chęć póki co rezygnować z tej znajomości, wręcz przeciwnie, raczej sprawiał wrażenie, jakby naprawdę chciał zostać w jej życiu, szkoda, że tylko jako przyjaciel, ale zamierzała to zaakceptować. Przyjmowała to, co los jej podsuwał, może kiedyś odważy się sięgnąć po więcej. Jeszcze nie teraz, byłoby jej przykro gdyby straciła to co miała.
- Czy przestałbyś mnie lubić, gdyby się okazało, że marna ze mnie zielarka? Czekaj, w Mungu już działały czary? - Próbowała się cofnąć do tego dnia, kiedy go poznała i miała wrażenie, że zrobiła na nim raczej średnie wrażenie wpadając tam mocno zirytowana, szczególnie, że szpital tylko potęgował w niej te wkurzenie. - W sumie skoro teraz mnie lubisz i ja cię lubię, to może bez sensu jest ryzykować? Może lepiej odpuśćmy. - Tylko co, te korepetycje, czy oni dalej właściwie rozmawiali o tych korepetycjach, czy byli już zdecydowanie gdzieś indziej. Nie miała pojęcia, próbowała wyczytać coś z jego oczu, ale zdecydowanie jej się to nie udawało, zwłaszcza, gdy musiała się skupiać na tym, żeby nie przestawać oddychać, kiedy znajdował się tak przerażająco blisko niej. Nie powinna w ten sposób na niego reagować.
- Mhm. - Podała mu swój kieliszek, chociaż sama miała chęć się napić, zdecydowanie tego potrzebowała, bo zaczynało się robić dziwnie. Alkohol powodował, że przestawała się martwić czymkolwiek, więc to byłoby całkiem przydatne w tej chwili.
- Nie jestem ekspertem, tak tylko udaje, że wiem, o czym mówię, a to, że nie robię tego jakoś bardzo pokracznie to tylko i wyłącznie twoja zasługa Roise, ale nie ma szans, że kiedykolwiek przekonasz mnie do eliksirów. - Wbrew pozorom nie ignorowała zupełnie tego, co do niej mówił, próbowała rozumieć te jego wszystkie komentarze, chociaż nie zawsze jej to wychodziło.
Przewróciła oczami słysząc jego kolejne słowa. - Mam ci przypomnieć kim jestem? A może chcesz, żebym była kimś innym? - Miała wrażenie, że ta rozmowa zaczęła się toczyć w bardzo dziwny sposób i nie do końca się w niej odnajdywała. Ostatnio było między nimi coraz więcej takich chwil, momentów, kiedy nie ogarniała rzeczywistości.
- Dziękuję za komplement, ty też dobrze wyglądasz, nieznajomy. - W sumie wypadało się odwdzięczyć za komplement prawda? Wypadało, tylko od kiedy ona przejmowała się tym, co wypada, nie miała pojęcia, szczególnie w jego towarzystwie. Spięła się jeszcze bardziej, wyprostowała, czego na pewno nie dało się nie zauważyć, zaczęli grać po raz kolejny w jakąś dziwną grę, której zasad nie znała, nie zamierzała się jednak nie ograniczać, bo po co?