01.12.2024, 00:43 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.12.2024, 00:44 przez Mona Rowle.)
— Och proszę cię, Gina! — zaczęła, przeciągając każde słowo, bo kuzynka zdecydowanie przesadzała. — Po pierwsze, ty nic nie znalazłaś. To Łatek spłoszył się pierwszy, więc to jego zasługa. Po drugie… — Mona wskazała palcem na książkę, którą Regina trzymała tak kurczowo. — Sama powiedziałaś, że wiwerny są super tajemnicze. Więc to może one potrzebują kogoś, kto ma więcej odwagi, a mniej nóg przykutych do łóżka? — rzuciła te słowa, nie będąc świadoma, że były one po prostu niemiłe. Potem zamarła na chwilę, ponieważ groźba faktycznie do niej dotarła. Jej oczy rozszerzyły się, bo w miejsce zdenerwowanej Rowleówny właśnie zobaczyła wiwernę z Wye we własnej osobie.
— Nieeee! Tylko nie to! — zawyła. Regina by się nie odważyła, prawda? Ze swoimi rodzicami mogła się jeszcze jakoś dogadać, nie obawiała się, że mogliby przybyć z tym swoim świętym wykładem o odpowiedzialności i odebrać ostatnie resztki wolności! Wtedy powiedziałaby im, że to ona odważyła się stawić czoła dzikiej wiwernie, żeby ratować magiczne dziedzictwo! Pokręciła głową, przestępując z nogi na nogę. Ciocia to była zupełnie inne zasady, znacznie silniejszy przeciwnik gry, w której skutki przegranej były… Katastrofalne. Dziewczynka zerknęła raz jeszcze na drzwi. — Nie musimy od razu przyzywać matczynej furii — pisnęła. — Wiesz, że jestem jeszcze mała, naprawdę mała, a mój poziom odporności na wykłady jest dramatycznie niski! — uniosła dłonie w obronnym geście, bo kto wie, czy Regina nie miała zamiaru rzucić w nią książki, różdżki albo co gorsza… Mamy. — Posłuchaj Regi, może… — Mona spojrzała na kuzynkę błagalnie, próbując wymyślić jakąś wymówkę. — Może ustalmy jakieś… Zasady. Ty nie wzywasz cioci, a ja… No obiecuję, że będę ostrożna! — zmarszczyła czoło. — Ale tylko dlatego, że jestem mądra i oczywiście bardzo dzielna. Nie dlatego, że się boję czy coś.
Rudowłosa nie wybrała się na poszukiwanie wiwerny, a ciocia nie została wezwana na górę, więc złość jej, jak to złość małych gremlinów, przeszła równie szybko jak się pojawiła. Jeszcze tego samego dnia dokonało się to, co zawsze dokonuje się między kuzynkami. Przeprosiły się. Oczywiście, każda po swojemu, żeby nie było zbyt łatwo. Mona burknęła coś pod nosem, a Regina mruknęła w odpowiedzi. I tyle. Koniec. Następnego dnia obie zachowywały się tak jakby nic się nie stało! Może z wyjątkiem faktu, że Regina czytała Monie o wiwernach tak długo aż ta zaczęła o nich śnić. Ale właśnie na tym polegała magia ich relacji. Mały gremlin i jego ciemnowłosa strażniczka potrafiły wybaczyć sobie wszystko, bo w gruncie rzeczy, kto inny wytrzymałby z dwunastoletnią małpą tak długo?
— Nieeee! Tylko nie to! — zawyła. Regina by się nie odważyła, prawda? Ze swoimi rodzicami mogła się jeszcze jakoś dogadać, nie obawiała się, że mogliby przybyć z tym swoim świętym wykładem o odpowiedzialności i odebrać ostatnie resztki wolności! Wtedy powiedziałaby im, że to ona odważyła się stawić czoła dzikiej wiwernie, żeby ratować magiczne dziedzictwo! Pokręciła głową, przestępując z nogi na nogę. Ciocia to była zupełnie inne zasady, znacznie silniejszy przeciwnik gry, w której skutki przegranej były… Katastrofalne. Dziewczynka zerknęła raz jeszcze na drzwi. — Nie musimy od razu przyzywać matczynej furii — pisnęła. — Wiesz, że jestem jeszcze mała, naprawdę mała, a mój poziom odporności na wykłady jest dramatycznie niski! — uniosła dłonie w obronnym geście, bo kto wie, czy Regina nie miała zamiaru rzucić w nią książki, różdżki albo co gorsza… Mamy. — Posłuchaj Regi, może… — Mona spojrzała na kuzynkę błagalnie, próbując wymyślić jakąś wymówkę. — Może ustalmy jakieś… Zasady. Ty nie wzywasz cioci, a ja… No obiecuję, że będę ostrożna! — zmarszczyła czoło. — Ale tylko dlatego, że jestem mądra i oczywiście bardzo dzielna. Nie dlatego, że się boję czy coś.
Rudowłosa nie wybrała się na poszukiwanie wiwerny, a ciocia nie została wezwana na górę, więc złość jej, jak to złość małych gremlinów, przeszła równie szybko jak się pojawiła. Jeszcze tego samego dnia dokonało się to, co zawsze dokonuje się między kuzynkami. Przeprosiły się. Oczywiście, każda po swojemu, żeby nie było zbyt łatwo. Mona burknęła coś pod nosem, a Regina mruknęła w odpowiedzi. I tyle. Koniec. Następnego dnia obie zachowywały się tak jakby nic się nie stało! Może z wyjątkiem faktu, że Regina czytała Monie o wiwernach tak długo aż ta zaczęła o nich śnić. Ale właśnie na tym polegała magia ich relacji. Mały gremlin i jego ciemnowłosa strażniczka potrafiły wybaczyć sobie wszystko, bo w gruncie rzeczy, kto inny wytrzymałby z dwunastoletnią małpą tak długo?
Koniec sesji