Daphne daleko było do mistrza aktorstwa, do kogoś kto potrafiłby ukryć wszystkie emocje za dopasowaną maską. Cierpiała na myśl o siostrze, ale nie mogła zapominać że jej rodzina była liczna i z każdym należało utrzymywać kontakt. Może gdzieś w głębi ducha liczyła, że te spotkania będą owocne, że może ktoś otworzy jej oczy (lub ona czyjeś), że znajdą jakiś trop, który uchroniłby Victorię od tego co ją czekało. Ten ból zdecydowanie zbyt bardzo wylewał się z niej, co było widać w niepewnym, ostrożnym kroku i wzroku, któremu daleko było do dostojeństwa i dumy sokoła. Panienka Lestrange wydawała się taka malutka, choć delikatny uścisk kuzyna na powitanie lekko ją otrząsnął. Tak bardzo chciała znaleźć jakieś bezpieczne ramiona, w których mogłaby się bezkarnie wypłakać, bez obaw że będzie oceniona i uznana za słabą. Najlepiej, gdyby mogła się znaleźć teraz blisko kogoś, kogo kochała, ale na to nie mogła liczyć, zatem została jej rozmowa z kuzynem, a jednak rodzina powinna zawsze trzymać się razem.
- Wiem, że ostatni czas był naprawdę trudny, dlatego chciałam zaczekać aż to wszystko nieco ostygnie. - Domyślała się, że jest potwornie zapracowany jako Niewymowny. Nie chciała też pytać o szczegóły, bo trudne sprawy lepiej rozwiązywać w ciszy, a przynajmniej w to wierzyła z całego serca. Czasami żałowała, że nie udało jej się dostać do jakiegoś bardziej prestiżowego wydziału w ministerstwie. Zamiast tego musiała mieć na głowie zaledwie finanse, coś tak przyziemnego czym mogłyby równie dobrze zajmować się te gobliny, a nie czarownica z dobrego domu.
- To miejsce jest jak najbardziej stosowne i odpowiednie, dziękuję że je wybrałeś. - Przyznała, szybko zerkając na wystrój tego lokalu. Czuła się dobrze, nie miała złych przeczuć, że coś złego mogłoby się tutaj wydarzyć. Z resztą, Rody raczej wiedział, że matka Daphne nie pozwoliłaby jej iść w jakieś obskurne miejsce, nie daj Merlinie żeby zaczęły krążyć plotki, że oto najmłodsza na wydaniu Lestrange szlaja się po nieodpowiednich miejscach! Wolałaby nie myśleć jaki raban miałaby chwilę po powrocie do domu. Na szczęście Rodolphus zdawał się doskonale wiedzieć gdzie Wawrzynek mogła się pojawić bez większych podejrzeń.
Przez chwilę zawiesiła się na karcie, którą podsunął jej kuzyn. Wpatrywała się w nią, jakby w obrazek który miał jej pomóc uciec myślami gdzieś daleko, gdzieś gdzie nie musi mierzyć się ze świadomością, że nad jej siostrą ciąży widmo rychłej śmierci. Cokolwiek, co mogło ją odsunąć od tego było na wagę złota. Sunęła palcem po twardej oprawie, aż zdecydowała się uchylić ją... I dotarł do niej ten zapach. Zmrużyła oczy oddając się tej chwili.
- Naprawdę, wybrałeś świetne miejsce. - Posłała krewnemu serdeczny uśmiech, wertując kolejne kartki z coraz bardziej wymyślnymi mieszankami. Chciałaby spróbować wszystkich, każda kolejna wydawała się coraz bardziej wysublimowana. Ogromny wybór, ale coś wypadało wreszcie wziąć.- Chyba zdecyduję się na mieszankę, gunpowder z kawałkami owoców brzmi interesująco... A może coś polecasz co warto spróbować przy pierwszej wizycie czego oko laika nie dostrzeże? - Zerknęła na Rodolphusa otwarta na potencjalną propozycję. A nuż był tutaj jakiś ukryty rarytas, którego warto było skosztować skoro już się usiadło.
Po wybraniu, odłożyła kartę na bok, zerkając na nią jakby wzrokiem miała poczuć ten piękny zapach, jaki w sobie skrywała. Doceniała takie drobnostki, niby nic wielkiego, ale ile radości to niosło.
- Wspomniałeś, że ostatnio nie masz najlepszych relacji z ojcem. Czy jest między Wami chłodno acz kulturalnie czy... Raczej nie rzucacie w siebie talerzami, ale wiesz co mam na myśli. - Drugą część zdania dokończyła szeptem, jakby nie chcąc by ktoś to usłyszał. Czy różnica zdań między dwoma dorosłymi mężczyznami była czymś normalnym? Być może, nie wiedziała jak to jest, w końcu miała same siostry.
- To co dzieje się z Victorią jest trochę jak centrum wszechświata, ale wszyscy musimy trzymać się razem, zwłaszcza teraz. W końcu nosimy nazwisko Lestrange. - A co jak co, ale do rodziny Daphne przykładała szczególną uwagę. Krewni zawsze mieli wyjątkowe miejsce w jej sercu, co by się nie działo, dla nich była zawsze pierwsza do pomocy. Naturalnie dalej jej siostra była na pierwszym miejscu, ale nie mogła pozwolić, żeby inne niesnaski w familii miały rozszarpywać ją od środka.