- Paproć? Paprocie nie są przecież wyjątkowe, pełno ich w lasach, ale w sumie możesz mieć rację, wiele podobnych kwiatów można spotkać tuż obok. - Nie do końca chyba rozmawiali o kwiatach, albo sobie coś dopowiadała i szukała między wierszami czegoś więcej. Czy właśnie to próbował jej przekazać? że niczym nie wyróżnia się na tle większości kobiet. W sumie to byłoby prawdą, może faktycznie nie miała w sobie nic ciekawego, w końcu była tylko jego przyjaciółką, mógł się przyjaźnić z każdym, to przecież nie było nic wielkiego, prawda? Tylko przyjaźń. Nic więcej. Nawet jeśli chciałaby, aby to było coś więcej, to on chyba próbował jej udwodonić, że nie miała w sobie tego czegoś, co mogłoby sprawić, aby się nią zainteresował w inny sposób. Najwyraźniej musiała się z tym po prostu pogodzić.
- Nie, dlatego chciałam ci to trochę przybliżyć. - Miała ochotę pokazać mu język, bo obeszłoby się bez tej uwagi. Czy myślał, że ona myśli, że w domu zakłada takie fatałaszki, nie, zdecydowanie nie. Po prostu chciała się podzielić z nim swoim cierpieniem. - Skąd wiesz, co mam na myśli, jaką pomoc? Skoro taki z ciebie specjalista to może skorzystasz ze znanych sobie metod? - Obojętne jej było w jaki sposób zdejmie to z niej, znaczy nie do końca obojętne, wiedziała jednak, że tak, czy srak nie będzie to ze sobą niosło niczego więcej. Po prostu czuła, że nie była jak te inne przed nią, spodziewała się bowiem w jakich sytuacjach dochodziło przez niego do udzielenia takiej pomocy i nie, nie myślała o Mungu i o tym, że ktoś mógł tam wylądować przez problemy z oddychaniem. Zdecydowanie nie w tę stronę wędrowały jej myśli. Zastanawiała się, kiedy ostatnio rozbierał jakąś inną kobietę, nie powinna o tym myśleć, niestety nie do końca nad tym panowała, bardzo by chciała być na jej miejscu, ale wiedziała, że to się nie stanie. Powinna wylać sobie na głowę wiadro zimnej wody, albo wskoczyć do tej fontanny, bo jej myśli zmierzały w nieodpowiednim kierunku, zresztą na jej policzkach pojawił się różane rumieńce, kiedy się na tym przyłapała.
- Nigdy nie wybieram łatwych opcji, wolę jak jest trudniej. - Powinien o tym wiedzieć, zreszta teraz też to robiła. Utrudniała to wszystko, bo przecież mogłaby się zebrać w sobie, spróbować odważyć się powiedzieć mu o tym wszystkim, co mąciło jej w głowie, ale bała się to robić. Wybrała więc trudniejszą opcję, lawirowania niebezpiecznie niego, licząc na to, że kiedyś może coś się zmieni, że może zauważy, dostrzeże to, że nie chciała się z nim tylko przyjaźnić. Powinien już to wiedzieć, może nie chciał tego zobaczyć, może próbował to ignorować, bo faktycznie wystarczała mu tylko ich przyjaźń? Na pewno nie raz przyłapał ją na tym, jak wgapiała się w niego bez słowa, przyglądała się jego oczom, ustom, chciała go dotknąć w zupełnie inny sposób niż robili to przyjaciele. Jakoś udało jej się przed tym powstrzymywać, ciekawe jednak jak długo będzie umiała z tym walczyć. Przestała się oszukiwać, że jest dla niej tylko kolegą, kumplem, przyjacielem. To już dawno miała za sobą. Nie myślało się o takich osobach w ten sposób, nie wyobrażało się sobie ich w środku nocy przy swoim boku, w swoim łóżku w objęciach, nie nawiedzały one w snach, nie w ten sposób.
- Myślisz, że jest szansa, że faktycznie uda mi się to zrobić? Zależy mi na tym, żeby ten czar trwał, ale mam wrażenie, że niestety nie ma to racji bytu, najgorzej, kiedy druga strona nie jest zainteresowana, prawda? - Cóż, nie miał pojęcia, że mówi teraz o nim, czyż nie? Zupełnie nie szło jej uświadamianie mu tego, czuła się jak dziecko błądzące we mgle, sugestie tylko utrudniały jej egzystencję. Dlaczego nie potrafiła tym razem powiedzieć wprost, czego potrzebuje? Nie miała pojęcia. Tak byłoby prościej, zamiast tego krążyła wokół niego, próbując w ten pokraczny sposób sugerować mu różne rzeczy. Wiele razy wspominała mu przecież o tym, że był wyjątkową partią, że na pewno wzbudza zainteresowanie kobiet, a ona przecież też była jedną z nich, wliczała się w to grono, tylko, że chyba tego nie zauważał. Tak to już było z dziewczętami, które przyjaźniły się z męską częścią społeczeństwa, często nie były zauważne, czy brane pod uwagę jako ewentualne obiekty miłosne. To nie działało.
- Cóż, trudno mi będzie się nie zgodzić, chociaż byłabym ci w stanie udowodnić, że tego też nie muszę, byleby tylko mieć rację. - Tak, chyba byłaby w stanie przestać oddychać, umrzeć, byleby tylko po raz kolejny wygrać te drobne starcie słowne. Cóż, najwyżej odeszłaby z tego świata, to nic takiego, prawda?
- To nie są prawdziwi przyjaciele Roise, prawdziwi przyjaciele mówią sobie zawsze prawdę, całą prawdę, jak bardzo chujowa by nie była. Jasne, każdy ma swoje zdanie, i właśnie o to chodzi, czasem trzeba otworzyć oczy swoim przyjaciołom, a nie głaskać ich po głowie. Mam nadzieję, że ty jesteś moim prawdziwym przyjacielem. - Tak, liczyła na to, że jest jedną z tych osób, która nie będzie miała problemu ze szczerością, że faktycznie będzie obiektywny, był przecież całkiem rozsądny, posiadał ogromną wiedzę, potrafił odpowiednio oceniać sytuacje. Nie to, że ona nie była aktualnie jego prawdziwą przyjaciółką, nie była z nim szczera, nie do końca, nie umiała być. Trochę jej to ciążyło na sercu, ale bała się przekroczyć granicę, bała się sięgać po więcej, bo co jeśli się zbłaźni, jeśli on ją odrzuci? Z tym trudno by jej się było pogodzić.
Oczywiście, że mogła to ująć inaczej w słowa, prawda? Tyle, że nagle miała mu powiedzieć, że ona nie chce wracać już nigdy z nikim do domu, tylko z nim, że znalazła jedną, jedyną osobę, która była w stanie ją zaciekawić, z którą najchętniej spędzałaby każdą wolną chwilę? Jak niby miała to zrobić, jak zawsze więc wybrała bardzo pokraczną drogę, cóż Yaxleyówna nigdy nie potrafiła ubierać myśli w słowa, łatwiej przychodziły jej gesty.
- Śmiem w to wątpić Roise. - Tak, negowała jego słowa, bo on był trudny, nie potrafiłą go rozgryźć, nie umiała sobie z nim poradzić. Stał się dla niej zagadką, mimo, że przecież byli swoimi przyjaciółmi, spędzali razem dużo czasu, znała go niby, ale nadal brakowało jej pewnych elementów układanki.
- Chociaż, kiedy tak o tym mówisz, to możesz mieć rację, może faktycznie coś sobie dopowiadam. - Najwyraźniej był bardzo pewien swojej opinii, może więc faktycznie mogła między nimi istnieć tylko przyjaźń? Powinna myśleć zero - jedynkowo, tylko przyjaźń, nic więcej, tak, zdecydowanie próbował jej to przekazać.
Nie do końca jej to odpowiadało, ale co z tego? Musiała przywyknąć do myśli, że tak już będzie między nimi, będą się wspierać, spędzać ze sobą czas, być obok siebie. Kiedyś znajdzie sobie jakąś wartościową kobietę, z którą założy rodzine i w jego życiu zabraknie dla niego miejsca, bo to było nieuniknione, która normalna baba pozwoliłaby na to, żeby wokół jej faceta kręciła się jakaś nie do końca normalna dziewczyna?
- Nie powinnam kiedykolwiek myśleć, że nie jesteś w stosunku do mnie obiektywny. - Wspaniale, widać miał o niej naprawdę niesamowite zdanie. Po co się w ogóle z nią zadawał, skoro była taka chujowa we wszystkim? Z litości? Czy z jakiego powodu. Teraz to trochę jej się zrobiło przykro, jak zaczął wymieniać te jej wszystkie wady, chociaż z niektórymi mogła się nie zgodzić, ale skoro w ten sposób ją widział, to trudno.
- Tak, bardzo dobrze, że jesteś na nie odporny, to mogłoby przynieść niepotrzebne komplikacje, gdybyś nie był. - Szkoda tylko, że ona nie była odporna na niego i poczuła teraz okropną gorycz, bo chyba nie było najmniejszej szansy, aby kiedykolwiek to odwzajemnił. Musiała się z tym pogodzić. Tyle, nic więcej nie mogła zrobić.
- Tak, nie ma drugiej takiej pary przyjaciół jak my, prawda? - Nie miała pojęcia, co chciał jej tym przekazać, chociaż chyba zrozumiała aluzję. Była jego kulą u nogi, która tylko przeszkadzała mu w życiu, jasny przekaz, dotarło to do niej. Może powinna więc teraz odwrócić się na pięcie i stąd odejść, skoro tak mu przeszkadzała? Tyle, że to on się do niej dosiadł, to on ją odnalazł w tym tłumie, o co więc właściwie mu chodziło? Mogłby się zdecydować.
Robiło się bardzo nieswojo, czuła, że ta rozmowa zmierza w nieodpowiednim kierunku, a może właśnie odpowiednim, może w końcu sobie uświadomi, że to nie było nic więcej, tylko przyjaźń, durna przyjaźń którą najchętniej by teraz odrzuciła, bo zaczynała jej ciążyć. Nie chciała być tylko jego przyjaciółką, zdawała sobie z tego sprawę od wtedy, kiedy wrócili z tego zaczarowanego dworku, zawsze chciała czegoś więcej, najwyraźniej musiała pogodzić się z tym, że było to jednostronne, to bolało, nie było przyjemne, ale przecież nie była w stanie go zmusić do tego, żeby spojrzał na nią inaczej, jak na obiekt zainteresowania. Zawsze stroniła od nawiązywania jakichkolwiek bliskich relacji, w tym momencie byłaby skłonna w nią wejść, sprawdzić, czy w ogóle jest to możliwe, tylko dlatego, że dotyczyło to jego. Znała go, wiedziała, że byłaby w stanie spróbować, z nikim innym, tylko z nim, tyle, że on tego nie chciał. Przeszkadzała mu w podrywaniu innych panien, wspaniale, była trochę jak pies ogrodnika, sama nie mogła dostać tego co chciała i nie dawała mu tego, co mógł mieć.
- Mogę być kim chcesz, ten jeden wieczór, ale czy to coś zmieni? Czy później nie przyjdzie zderzenie z rzeczywistością? - Nie miała pojęcia, co jej sugeruje, jeśli faktycznie miał zamiar udawać kogoś innego, ona mogła zrobić to samo. Nie wydawało jej się to szczególnie skomplikowane, tyle, że czuła, że pobudka mogłaby ją zaboleć, powrót byłby trudny.
Sięgnęła po kieliszek, który jej zwrócił, spojrzała na niego, i jeśli w ogóle miała co dopić, to zrobiła to jednym haustem. Nie miała pojęcia co się działo, ale była na to zdecydowanie zbyt trzeźwia, potrzebowali więcej alkoholu, aby pozbyć się tej dziwnej atmosfery, która między nimi zawisła, czuła ją, czy tego chciała, czy nie. Nie dało się jej nie zauważyć.
- Bardzo dobra stylówka, chociaż wcale jej nie potrzebujesz do tego, żeby się dobrze prezentować, przecież zawsze wyglądasz dobrze. - Może nie powinna tego mówić, ale chciała? Cóż, wiele razy już zdarzyło jej się o tym wspominać.