01.12.2024, 15:21 ✶
Młoda czarownica stała w kącie zahukana, pod zmarszczonymi w zawziętym grymasie brwiami kryły się pełne przerażenia oczy. Znajdowała się gdzieś pomiędzy odwagą a skrajną głupotą: niezależnie od tego, w jaki sposób Longbottomowa próbowała ją zastraszać, jak bardzo drżały dziewusze nogi, trwała uparcie i nie zamierzała się poddać.
Podczas wygłaszanej przez Tessę tyrady w drzwiach zaplecza zjawiła się wezwana odsiecz — czarodziej o kilka lat starszy od właścicielki. Ten sam, którego kobieta widziała przed swoim sklepem kilka dni wcześniej.
— To wszystko jedno wielkie nieporozumienie — zaczął, gdy Quintessa powiedziała, co miała. Uniósł ręce w pojednawczym geście i nieśmiało się do niej uśmiechnął. — Przede wszystkim, przykro nam, że coś takiego panią spotkało.
Chłopak mówił z tym samym akcentem, co czarownica, lecz nie dało się niczego zarzucić jego angielszczyźnie. Zwrócił się do niespodziewanego gościa sympatycznie, starał się załagodzić sytuację. Następnie przeszedł w tonie łagodnego pouczenia do swojej wspólniczki, tę rozmowę zagaił w ich ojczystym języku. Jedyne, co Tessa z całej wymiany zrozumiała, to, że zwracał się do młodej Irinko.
Irince połajanka widocznie do gustu nie przypadła. Powrócił jej animusz, zaczęła krzyczeć ogniście na Saszkę, który w odpowiedzi złapał ją za łokieć i wysyczał wprost do ucha czarownicy kilka słów. Cokolwiek to było: w końcu zgasiło temperamentną dziewuchę. Naburmuszona czarownica zniknęła na zapleczu.
— Irinie zdarza się reagować nieco zbyt impulsywnie. Cokolwiek stało się z pani wystawą, ktokolwiek to zrobił, naprawdę mi przykro. W ramach sąsiedzkiej przysługi będziemy mieć na nią przy okazji oko, aby upewnić się, że to się nie powtórzy. — Szczególny nacisk położył na ostatnie zdanie. Przekaz był klarowny: nie przyznają się do niczego, ale groźba Quintessy dotarła.
Podczas wygłaszanej przez Tessę tyrady w drzwiach zaplecza zjawiła się wezwana odsiecz — czarodziej o kilka lat starszy od właścicielki. Ten sam, którego kobieta widziała przed swoim sklepem kilka dni wcześniej.
— To wszystko jedno wielkie nieporozumienie — zaczął, gdy Quintessa powiedziała, co miała. Uniósł ręce w pojednawczym geście i nieśmiało się do niej uśmiechnął. — Przede wszystkim, przykro nam, że coś takiego panią spotkało.
Chłopak mówił z tym samym akcentem, co czarownica, lecz nie dało się niczego zarzucić jego angielszczyźnie. Zwrócił się do niespodziewanego gościa sympatycznie, starał się załagodzić sytuację. Następnie przeszedł w tonie łagodnego pouczenia do swojej wspólniczki, tę rozmowę zagaił w ich ojczystym języku. Jedyne, co Tessa z całej wymiany zrozumiała, to, że zwracał się do młodej Irinko.
Irince połajanka widocznie do gustu nie przypadła. Powrócił jej animusz, zaczęła krzyczeć ogniście na Saszkę, który w odpowiedzi złapał ją za łokieć i wysyczał wprost do ucha czarownicy kilka słów. Cokolwiek to było: w końcu zgasiło temperamentną dziewuchę. Naburmuszona czarownica zniknęła na zapleczu.
— Irinie zdarza się reagować nieco zbyt impulsywnie. Cokolwiek stało się z pani wystawą, ktokolwiek to zrobił, naprawdę mi przykro. W ramach sąsiedzkiej przysługi będziemy mieć na nią przy okazji oko, aby upewnić się, że to się nie powtórzy. — Szczególny nacisk położył na ostatnie zdanie. Przekaz był klarowny: nie przyznają się do niczego, ale groźba Quintessy dotarła.