01.12.2024, 17:09 ✶
Pośród różnych kart talii znanej wszystkim wróżbitom, na samym wręcz początku znajdowała się karta Kochanków, mylnie przez wielu uważana, za kartę dedykowaną li tylko erotyce. Anthony był w szkole bardzo sceptyczny zajęciom z wróżbiarstwu. Mając przyjaciela, który realnie był w stanie przewidzieć przyszłość, patrzenie w fusy czy truchła zwierząt zdawało mu - jak wiele pomysłów zawartych w wiekowej siatce godzin Szkoły Magii i Czarodziejstwa - stratą czasu i energii.
Talia jednak, również z powodu tegoż samego przyjaciela oraz współlokatora, przez moment towarzyszyła mu przy okazji zaliczeń, z lubością więc rozpuścił się nad ukrytymi znaczeniami i chrześcijańską symboliką o której wiedział całkiem sporo. Może akurat kolory nie były jego mocną stroną, ale znał Biblię, wiedział, że jabłko - tudzież zwyczajnie owoc umieszczony na środku Edenu - nie było po prostu grzechem i seksem plamiącym niewinność pierwszych ludzi. Było kluczem do dorosłości.
Kluczem, który w trakcie wypowiedzi Icarusa potoczył się po chłodnym marmurze, wzgardzony przez młodszego czarodzieja. Anthony nienawidził kiedy mu się odmawiało, dlatego też rzadko swoje oferty składał wprost. Nie znaczyło to, że nagle tracił zainteresowanie Prewettem. W końcu ten miał mu zapewnić rozrywkę. Były jednak w jego ustach słowa, które z pewnością już się nie pojawią w przestrzeni między nimi, na pewno nie tamtego wieczoru, pod francuskim niebem, w które teraz zapatrzył się Shafig, rozważając kształt odpowiedzi.
– Myśl o Imperium, to jak spoglądanie na pełny cykl życia kogoś. Jego narodzin, wzrost, dojrzałość, a potem upadek i transformacja. Jest w zapisie, bardzo dokładnym żywotem, dokładnym dla współczesnej recepcji tamtych zdarzeń, decyzji, kształtowania pokoleń, balansu między prawem i swobodą. Dla jednych to jest opowieść o minionym, dla mnie jednak to opowieść o ludziach. Ludzkość zaś nie zmieniła się za bardzo przez te wieki swojej bytności na ziemi. Bez względu na perspektywę, czy jest to zapis magów, czy mugoli... wciąż kroczymy tymi samymi ścieżkami, po skórze węża zajadającego swój własny ogon. Jeśli więc zajmuję się polityką, moją powinnością jest znać te ścieżki. Oraz... czasem napić się dobrego wina w todze. – uśmiechnął się zawadiacko, sięgając po kielich i wznosząc go w geście niemego toastu, nim upił dwa łyki trunku.
Talia jednak, również z powodu tegoż samego przyjaciela oraz współlokatora, przez moment towarzyszyła mu przy okazji zaliczeń, z lubością więc rozpuścił się nad ukrytymi znaczeniami i chrześcijańską symboliką o której wiedział całkiem sporo. Może akurat kolory nie były jego mocną stroną, ale znał Biblię, wiedział, że jabłko - tudzież zwyczajnie owoc umieszczony na środku Edenu - nie było po prostu grzechem i seksem plamiącym niewinność pierwszych ludzi. Było kluczem do dorosłości.
Kluczem, który w trakcie wypowiedzi Icarusa potoczył się po chłodnym marmurze, wzgardzony przez młodszego czarodzieja. Anthony nienawidził kiedy mu się odmawiało, dlatego też rzadko swoje oferty składał wprost. Nie znaczyło to, że nagle tracił zainteresowanie Prewettem. W końcu ten miał mu zapewnić rozrywkę. Były jednak w jego ustach słowa, które z pewnością już się nie pojawią w przestrzeni między nimi, na pewno nie tamtego wieczoru, pod francuskim niebem, w które teraz zapatrzył się Shafig, rozważając kształt odpowiedzi.
– Myśl o Imperium, to jak spoglądanie na pełny cykl życia kogoś. Jego narodzin, wzrost, dojrzałość, a potem upadek i transformacja. Jest w zapisie, bardzo dokładnym żywotem, dokładnym dla współczesnej recepcji tamtych zdarzeń, decyzji, kształtowania pokoleń, balansu między prawem i swobodą. Dla jednych to jest opowieść o minionym, dla mnie jednak to opowieść o ludziach. Ludzkość zaś nie zmieniła się za bardzo przez te wieki swojej bytności na ziemi. Bez względu na perspektywę, czy jest to zapis magów, czy mugoli... wciąż kroczymy tymi samymi ścieżkami, po skórze węża zajadającego swój własny ogon. Jeśli więc zajmuję się polityką, moją powinnością jest znać te ścieżki. Oraz... czasem napić się dobrego wina w todze. – uśmiechnął się zawadiacko, sięgając po kielich i wznosząc go w geście niemego toastu, nim upił dwa łyki trunku.