Kadziła unosiły się w powietrzu, miała wrażenie, że ich zapach jest coraz bardziej wyczuwalny, że ktoś chyba postanowił nieco bardziej skupić się na tym, aby nastrój był odpowiedni. Zastanawiała się, czy mogą one nieco bawić się z jej umysłem, wiedziała, że niektórzy czarodzieje chętnie korzystali z takich magicznych dodatków podczas swoich przyjęć. To rozluźniało towarzystwo, powodowało, że goście czuli się lżej, przestawali się przejmować czymkolwiek, przekraczali granice. Pokazywali kim są naprawdę, czy wręcz przeciwnie? Stawali się kimś zupełnie innym. Nie miała pojęcia, nie zamierzała się nad tym zastanawiać, trochę się bała, że może poczuć się zbyt lekko i sama podążyć tą ścieżką, bo to mogło się skończyć źle.
Zwłaszcza, kiedy Ambroise znajdował się tak blisko niej, stykali się ramionami, właściwie zaczęli to robić, gdy nieco się do niego przysunęła. Nie chciała się odsuwać, pragnęła jego bliskości, tyle, że nie potrafiła mu o tym powiedzieć, była to dosyć mocno patowa sytuacja, nie miała pojęcia, co powinna zrobić, jak się zachować. Dlatego też tak siedziała, prowadziła z nim tę dziwną konwersację, jakby byli tylko i wyłącznie najlepszymi przyjaciółmi, chociaż wydawało jej się, że sprawy komplikują się coraz bardziej, na pewno z jej strony i z jej umysłu i serca, które postanowiły jej udowadniać, że nic nie jest wcale takie proste. Na szczęście muzyka grała w tle, więc nie było szans, żeby usłyszał, jak szybko zaczęło bić jej serce. Przynajmniej tak się jej wydawało. Pojawiał się też dziwny ścisk na żołądku, kiedy się w nią wpatrywał, ciężar? Może to były te mityczne motyle, o których opowiadali w książkach, czy to możliwe, że się w nim zakochała? Powinna się nad tym zastanowić, zdecydowanie nie teraz, i nie kiedy znajdował się tak blisko niej. Najlepiej, aby zrobiła to na spokojnie, kiedy nie będzie musiała martwić się ewentualnym upokorzeniem. Miała wrażenie, że coś się między nimi działo już od jakiegoś czasu, może od samego początku? Na pewno po wizycie w zaczarowanym dworze wiele się zmieniło, tyle, że dlatego wtedy już nie przyznała mu, że to jest coś więcej z jej strony niżeli tylko przyjaźń. Sama komplikowała to wszystko, sama nie radziła sobie z tym, co czuła.
Chętnie skorzystałaby z okazji, mieli maski, mogli być kim tylko chcieli, może to był odpowiedni moment na taką próbę, bo czemu by nie, tyle, że jak jutro spojrzałaby mu w oczy, gdyby czegoś spróbowała, a on by tego nie chciał? Nie mogła ryzykować, nie chciała go do siebie zrazić, nie kiedy teraz mogła spotykać Roisa niemalże codziennie. Gdyby coś poszło nie tak, na pewno brakowałoby jej jego towarzystwa, tych bystrych, zielonych oczu, idealnej twarzy, uśmiechu, który pojawiał się dosyć często. Przymknęła na chwilę oczy, próbując odsunąć od siebie te myśli. Skup się kurwa. Nie mogła, aż tak odpływać. Zacisnęła dłonie w pięści, aby powrócić do rzeczywistości, nie mogła sobie pozwalać teraz na takie przemyślenia.
- Jesteś dla mnie wyjątkowo łaskawy, ale to chyba profity wynikające z bycia twoją najlepszą przyjaciółką? - Co chwilę wytykał jej błędy w myśleniu, nie miała pojęcia, czy faktycznie coś było z nią nie tak, pewnie istniała taka możliwość. Cóż, całkiem szybko postanowił jej wyjaśnić swój punkt widzenia.
- To nie tak, że je krytykuje, po prostu stwierdziłam fakt. - Wzruszyła jeszcze ramionami, jakby wcale nie widziała w tym nic złego, bo przecież nie oceniała, nie wydawało jej się to wcale czymś nieodpowiednim. - Cóż, widać bardzo zależało im na tym, aby faktycznie mieć wiele zastosowań, może pospolitość wcale nie jest taka zła. - Roise zdecydowanie potrafił zmienić jej punkt widzenia, nie powiedziała o tym jednak w głos, żeby nie przyznawać mu racji, bo zbyt często się to zdarzało. Może i chuja się znała na roślinach, jednak nie chciała pokazywać, że tak łatwo może wpływać na zmianę jej zdania, a zdecydowanie mógł. - Kwiat paproci to wyjątek, nigdy żadnego nie znalazłam, nie sądzę, żeby faktycznie istniał. - Nie, żeby poszukiwała go jakoś bardzo intensywnie. Słyszała, że ponoć ktoś, kiedyś, gdzieś natrafił na ten kwiat, jednak nigdy jej się to nie zdarzyło. Może źle podchodziła do poszukiwań, czy coś, to też było prawdopodobne. - Może kiedyś uda mi się go znaleźć, wtedy będę mogła potwierdzić twoją tezę. - Co do wyjątkowości tej rośliny oczywiście.
- Skoro jesteś tego taki pewien, to nie zamierzam tego negować. Jeśli mówisz, że to nie są metody z których kiedykolwiek moglibyśmy skorzystać, to niech tak będzie Roise, nigdy jednak nie mówi nigdy, kto wie, co mnie kiedyś opęta. - Tak, należała do osób, które tak łatwo nie zakładały pewnych rzeczy, szczególnie, kiedy jej na czymś zależało. Może to nie był odpowiedni moment, aby wrócić z nim do domu w nieco inny sposó niż zazwyczaj, jednak nie zakładała, że kiedyś się to nie wydarzy. Na pewno nie była w stanie dusić tego w sobie przez dłuższy czas, już wystarczająco długo się męczyła. To nie przynosiło jej nic dobrego, czuła, że na dłuższą metę bycie obok nie będzie wystarczające, wtedy albo zrobi krok do przodu, albo zupełnie się odsunie. Nie chciała cierpieć, nie chciała myśleć o tym, co mogłaby mieć.
- Nie zgadzam się z tobą, istnieją osoby, które lubią się torturować. - Siedziała tu w końcu przed nimi, była żwywym przykładem potwierdzającym to, o czym mówiła. Tyle, że on tego nie wiedział, nie widział tego, co miała mu do przekazania, strasznie opornie jej szło tłumaczenie mu o co chodzi, nie chciała jednak być bezpośrednia, mimo, że była noc nie była w stanie chyba spojrzeć mu w oczy i sięgnąć po prawdę, brakowało jej odwagi. Niestety.
Zauważyła, że się wyprostował, zupełnie niespodziewanie, cóż, zrobiła to samo, a nawet odsunęła się od niego odrobinę, niemalże niezauważalnie. Czy powiedziała coś nie tak, coś zrobiła? Nie miała pojęcia, nie chciała wiedzieć, traciła grunt pod nogami i nie do końca rozumiała, co się właśnie między nimi działo. Próbowała w jakiś pokrętny sposób przekazać mu, że miał specjalne miejsce w jej życiu, że gdyby tylko chciał, to mogłaby być dla niego kimś więcej, niż tylko przyjaciółką, ale nie szło jej to szczególnie dobrze. Jej aluzje rozmywały się w powietrzu, mieszały z tym ledwie zauważalnym kadzidłowym dymem, który można było dostrzec nad nimi.
- Jasne, dotarło to do mnie. - Powiedziała nieco bardziej oschle, niż planowała. Rozumiała, co miał jej do powiedzenia, nic z tego nie będzie, trudno, jakoś sobie z tym poradzi, przynajmniej powinna? Prędzej, czy później oswoi się z myślą, że jej nie chciał, że nie patrzył na nią w ten sposób.
Kolejne słowa przyniosły kolejne rozmyślenia. Nie był z nią w pełni szczery, no, ona z nim też, trochę ją to martwiło, bo wydawało jej się, że mówią sobie o wszystkim, no, prawie o wszystkim. Ona miała świadomość, że nie dzieliła się z nim tylko i wyłącznie tą jedną rzeczą, która mogłaby popsuć to, co było między nimi, ale co właściwie on ukrywał przed nią? To ją martwiło. - Cóż, to rozjaśnia sytuację. - Nie, nie rozjaśniało jej wcale, a tylko dowodziło, że coś przed sobą ukrywają.
- Tak, są ku temu podstawy, ale nie ma sensu o tym dyskutować, zapomnij o tym temacie. - Nie było sensu rozmawiać z Roisem o tym, dlaczego jej nie chce, szczególnie, że chyba nadal nie zdawał sobie sprawy, że chodziło jej o niego. Ta rozmowa nie miała najmniejszego sensu, może kiedyś przeprowadzi ją w nieco inny, bardziej precyzyjny sposób, o ile zbierze się na odwagę. To pewnie nie zdarzy się szybko, nie kiedy tak usilnie próbował jej udowodnić, że są tylko i wyłącznie przyjaciółmi. Zrozumiała aluzję, ale on chyba nie. Może to i lepiej, nie będzie musiała jutro mierzyć się z konsekwencjami, które mogły przynieść te wszystkie słowa, które padały z jej ust.
- Przynajmniej w tym jesteś ze mną szczery. - Ustalili już przecież przed chwilą, że nie we wszystkim był. Mogła mieć świadomość, że to co jej mówił nie było obkietywne, to też otwierało jej oczy, ale powinna się tego spodziewać. Roisa miał o niej pewne zdanie i powinna je zaakceptować, szczególnie, kiedy zwracał jej uwagę jaka beznadziejna była we wszystkim, czego się dotykała, pewnie szybko nie zapomni tego wcześniejszego komentarza.
- Teraz musimy tylko coś zrobić z tą naszą wyjątkowością, bo szkoda ją zmarnować, nie sądzisz? - Skoro to zuważali, to warto było to wykorzystać, szkoda, aby taki potencjał się marnował. Zdecydowanie mogli mieć jeszcze więcej niż teraz, już ona wiedziała, o co konkretnie jej chodziło, oczywiście, że nie sięgnęła po konkrety, mógł się przecież domyślić o co jej chodziło, prawda? To wcale nie było takie trudne, ciągle mu to sugerowała, szkoda, że on był jak ściana, od której odbiały się te jej sugestie. Cóż, powinna sięgnąć po bezpośredniość, zbyt wiele niedopowiedzeń zaczynało wisieć między nimi, zauważała to. Robiło się gęsto, przynajmniej z jej strony i wolałaby tego uniknąć, szkoda by było zaprzepaścić tę znajomość przez jakieś chwilowe zaślepienie i chęć spróbowania zyskania czegoś więcej, ale może było warto? Na pewno było warto, mogłaby go teraz pocałować, zupełnie bez słowa i zobaczyć, jak zareaguje, postawić go pod ścianą, nie mówić nic, tylko dać ponieść się chwili, ale nadal tego nie robiła, pozwoliła aby rozsądek dzisiaj przejął władzę nad jej ciałem, co nie zdarzało się zbyt często.
- Lubimy się nawzajem, tyle dobrego, gorzej by było, gdybym tylko ja cię lubiła, a ty mnie wcale, albo na odwrót, to musiało by być dopiero okropne. - Trochę tak było, przecież lubiłą go bardziej niż on ją, mimo, że ustalili, że lubią się tak samo. To nie była prawda i nie do końca jej się podobało, że wszystko zaczęło zmierzać w tym kierunku. - Tak, bądźmy sobą, bez sensu jest udawać, szczególnie, że to tylko jedna noc, rano wszystko będzie jak dawniej. - Nic nie miało się zmienić i tym razem, musiała przywyknąć do tej myśli. Jakoś to przetrawi, jakoś sobie z tym poradzi.
- Tak, już dawno to ustaliliśmy, że nie ma lepszej partii od ciebie, na pewno wiele panien cierpi z powodu, że marnujesz się teraz u mojego boku. - Widziała spojrzenia skierowane w ich kierunku, miała świadomość, że wokół nich znajdowało się wiele kobiet, które chciałyby teraz siedzieć tutaj, obok niego na tej fontannie, a on wybrał jej towarzystwo, może nie do końca w sposób, w jaki tego chciała, ale to i tak było lepsze niż patrzenie na Ambroisa, któy mógłby się w tej chwili, tutaj obściskiwać z jakąś głupią panienką. Tego by chyba nie zniosła.