Spojrzała na niego wymownie, kiedy tak poruszał brwiami i aż pokręciła głową z lekkim zażenowaniem. Sama nie miała zamiaru nikogo oceniać za preferencje i fetyszyzm, ale ona… Ona wcale nie była pierwsza do przebieranek – wręcz przeciwnie. A to wszystko, to był tylko żart i wyzłośliwianie się w jej stylu, czyli niezbyt groźne, bo i wcale nie chciała być niemiła czy nieprzyjemna dla Sauriela, nie chciała mu sprawić przykrości, ot tylko go pozaczepiać. Rzecz jasna rozmawiali o tym jego zerowym pociągu, a później o próbowaniu jakby to było, ale może miał jakieś takie kinky i akurat to mu nie przeszło? Nie wiedziała, bo skąd miałaby? Niespecjalnie rozmawiali na te tematy, nawet jeśli gdzieś tam po drodze pojawiały się seksualne żarty.
– Nie rozumiem – Victoria była trochę skołowana i było to widać. – To nie macie tam podłączonego kominka? Tak w ogóle? Przecież można wykupić podłączenie razem z zabezpieczeniami – na przykład Victoria taką miała – że tylko określone osoby mogły się kominkiem dostać do jej mieszkania. Wiadomo – kosztowało to ekstra, ale było przy tym bardzo wygodne. – Mój kuzyn, Louvain, pracuje w Departamencie Transportu. Teraz co prawda przy świstoklikach, ale kiedyś robił przy kominkach. Możesz z nim pogadać, na pewno ma tam kontakty i dałoby się coś załatwić jakoś taniej czy coś, po znajomości – w sumie to nie miała bladego pojęcia, czy Sauriel znał się z Louvainem… Lou na pewno znał się z Atreusem, co za tym idzie, istniała szansa, że przecięli swoje ścieżki gdzieś po drodze, tym bardziej, że pomiędzy Lou a Saurielem nie było dużej różnicy roczników w Hogwarcie – ledwie rok o ile dobrze kojarzyła. – Nooo… Po co się męczyć z noszeniem tego? Zresztą no jak to zrobisz? Będziesz jeździł pociągiem z Little Hangleton do Londynu, a potem nie wiem… Błędnym Rycerzem? – nie umiała sobie wyobrazić jak miał to robić bez magicznych środków transportu, dla niej to było jak oddychanie, oczywiste. Rzecz jasna do głowy jej nie przyszedł żaden samochód (przejazd którym tez zajęłoby sporo czasu). – Taaaak… rozumiem. Też bym nie chciała się rzucać w oczy – zwłaszcza, że chciał to robić… w dzień. Co dla wampira już musiało być trudne, a ludzie na ogół wtedy nie spali i lepiej wszystko widzieli. – Jasne – uśmiechnęła się lekko i spojrzała na swoje torby, doskonale wiedząc, że wypakowanie się nie zajmie dużo czasu – ot machnie różdżką kilka razy i to będzie tyle. – Dobra. O lusterku pamiętasz? – upewniła się jeszcze, bo prócz sowy – mogli się kontaktować właśnie lusterkiem, co było dużo szybsze, bo nie było elementu drogi. Ale rzecz jasna nie zawsze było możliwe – nie, gdy on był w Little Hangleton, albo ona w trakcie jakiejś akcji. – I widzisz? Nie było ściągania koszulki – zaśmiała się, nagle przypomniawszy sobie o tamtej rozmowie w kuchni. Nie planowała go zatrzymywać – i tak spędził tutaj dużo czasu i to z własnej woli. No i… miał dużo do przemyślenia. Ona też miała.