- Czyli niczego nie mogę być pewna, to nie jest jednak zbyt proste. - Oczywiście, że dostała dwuznaczną odpowiedź, więc mogła spodziewać się wszystkiego. Powinna się była na to nastawić, tutaj nic nie było nieskomplikowane, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że z każdą minutą plącze się coraz bardziej w tej rozmowie, a on wcale jej tego nie ułatwiał. Cholera jasna. Potrzebowała zdecydowanie więcej alkoholu, tak tego akurat była pewna, jak niczego innego.
- Nie rozzłościłam się jeszcze. - Zamierzała to sprostować, bo powinien wiedzieć, że potrafiła okazywać całą sobą swoją złość, a do tego jej jeszcze było daleko. - Pasuję z tymi roślinami, te twoje łacińskie nazwy nic mi nie mówią i czuję się jak idiotka. - Nie zamierzała w to brnąć, bo nie czuła, że mogłoby to przynieść coś dobrego. Powinien pamiętać, że była dosłownie zielona jeśli chodzi o ten temat i naprawdę poruszała się po nim po omacku, nie zamierzała dalej błądzić, bo gubiła się we wszystkim jeszcze bardziej, wolała zmierzać ku bardziej stabilnemu gruntowi, gdzie nie tak łatwo było ją wyprowadzić na manowce.
- Wiem, przecież wspominałam ci o tym, że już kiedyś go szukałam. Zdaję sobie z tego sprawę, chociaż śmiem twierdzić, że to jest tylko wymysł. - Oczywiście, bo skoro jej nie udało się znaleźć tego mitycznego kwiatu to oznaczało, że wcale nie istniał. Jasne, dopóki sama nie zobaczy, to nie uwierzy, typowa Yaxleyówna.
Miała wrażenie, że coraz bardziej błądzi w tych słowach, które padały z jej ust. Powinna się zamknąć, to zdecydowanie byłoby lepszą opcją, bo nie panowała nad tym, co mówiła. Przymknęła na chwilę oczy i odetchnęła głęboko, musiała się uspokoić, miała nadzieję, że nie dostrzegł tej jej chwilowej niedyspozycji, zdecydowanie powinna zająć się czymś innym, lepiej by im zrobiło gdyby przestali dyskutować o tych głupotach, bo to nie zmieniało nic między nimi, a tylko przynosiło zupełnie niepotrzebną niezręczność, której nie dało się nie wyczuć.
- Ależ oczywiście, nie mogłoby być inaczej, w końcu powinnam przyjść do zainteresowanego? Prawda? - Tylko, czy rzeczywiście byłby tym w ogóle zainteresowany, nie miała pojęcia, jeśli tak, to może powinna to zrobić teraz. Nie, to nie był dobry pomysł. Musiała przestać o tym myśleć, powinna się skupić na innych rzeczach, nie psuć tego wszystkiego. Dlaczego miała dziwne tendencje do rozwalania wszystkiego, co udało jej się stworzyć, była chodzącym chaosem. Miała szczęście, że chciał się z nią przyjaźnić, nie powinna sięgać po nic więcej, nie zasługiwała na to.
- Chyba robimy, tak, robimy wszystko właściwie. - Powiedziała to w głos, jakby chciała siebie samą zapewnić, że rzeczywiście tak jest. Tacy byli wyjątkowi, no niesamowite, szkoda, że jej to nie wystarczało i coraz bardziej zaczęła to dostrzegać.
- Tak, najważniejsze, że lubimy się tak samo, to jest dosyć ważne, inaczej to mogłoby wszystko popsuć. - Nie spoglądała teraz na niego. Wbiła wzrok w lampion, który znajdował się przed nią, wpatrywała się w niego bardzo intensywnie, nie była w stanie spojrzeć mu teraz w oczy, to nie był odpowiedni moment. Nie lubiła kłamać, rzadko kiedy to robiła, szczególnie, gdy chodziło o kogoś bliskiego. Zresztą bardzo łatwo było z niej wyczytać to, że nie jest do końca szczera.
- Ja powiedziałam. - Nie widziała zresztą w tym komentarzu nic złego. Szkoda, że marnował swój cenny czas dla niej, kiedy mógł aktualnie przebierać w kobietach, których było tutaj naprawdę wiele. Któraś mogła mu się spodobać, prędzej, czy później przecież będzie musiał sobie kogoś znaleźć. Powinna przywyknąć do tej myśli, pogodzić się z tym, że nie zawsze będzie mogła być jego przyjaciółką, kiedyś pojawi się ktoś, kto to ukróci. Na pewno tak będzie.
- Trochę tak, blokujemy siebie nawzajem, ale może faktycznie nie ma w tym niczego złego? - Nie chciała po raz kolejny musieć odnajdować się w konwersacjach, które zupełnie ją nie obchodziły, zdecydowanie wolała spędzać czas w jego towarzystwie, zresztą dawno przestała szukać na takich spędach towarzystwa na chwilę, bo wiedziała, że mogło się to skończyć nie do końca po jej myśli. Niektórzy ludzie potrafili być bardzo natrętni i nie docierało do nich to, że nie chciała mieć z nimi nic wspólnego.
- Dobrze, że w tym też się zgadzamy. - Cóż, szkoda, że pewnie nim kierowało coś innego, ale nie zamierzała teraz tego poruszać. Przesunęła wzrok w stronę osób, o których wspominał, cóż, rzeczywiście nie wyglądali jakby byli specjalnie świetli. Nie, żeby ona była szczególnie bystra, ale o tym również nie zamierzała wspominać. Westchnęła sobie jedynie cicho pod nosem, bo miała świadomość, że jedyna osoba, która aktualnie była w stanie ją zainteresować w jakikolwiek sposób siedziała tuż obok niej, tyle, że nie mogła się z nią tym podzielić. Nie powinna, musiała milczeć jak zaklęta, przynajmniej w tym temacie. Nie chciała popsuć tego, co mieli, tej ich wspaniałej przyjaźni, z której przecież obie strony były zadowolone, nie było o czym gadać. Tyle, że jej myśli sugerowały jej rzeczy, które nie powinny mieć miejsca, wyobrażała sobie zbyt wiele, a nie mogła tego robić, wypadałoby, aby doprowadziła się do porządku. Natychmiast.
- Tak, spacer to może być dobry pomysł, mamy dużo czasu, nie ma sensu spędzać całej nocy na tej fontannie. - Cóż, każda opcja brzmiała dobrze, bo mogłaby spędzić czas z nim. Nie była wybredna, zresztą mogli w sumie zrealizować wszystko, co jej podsunął, to też nie było wcale takim najgorszym wyjściem, trochę obawiała się tańca, nie wiedziała, jak zareaguje na to, że będzie się znajdować, aż tak blisko niego przez dłuższą chwilę, ale to było zmartwienie na później. - Ukradnijmy alkohol, znaczy zabierzmy, to nie jest kradzież, wypijmy nieco, a później możemy pójść tańczyć, zdecydowanie łatwiej mi to przychodzi po kilku głębszych. - To wcale nie była prawda. Yaxleyówna i na trzeźwo wyjątkowo dobrze radziła sobie na parkiecie, co było oczywiście zasługą jej szermierczych treningów, chociaż mało kto zdawał sobie z tego sprawę, bo panny raczej pobierały lekcje tańca. Po prostu czuła, że łatwiej przyjdzie jej to zrobić, kiedy będzie chociaż trochę wstawiona, nie, żeby alkohol jeszcze bardziej otumaniał jej umysł... Tyle, że może wtedy przestanie się tym wszystkim przejmować, przestanie myśleć, przestanie skupiać się na słowach, które miały nie mieć żadnego znaczenia.
Podniosła się w końcu z tej fontanny, gotowa zająć się czymś innym, jej wzrok zaczął taksować otoczenie, szukała wodpoju, zdecydowanie powinni zabrać ze sobą jakąś butelkę, tak, to był jej priorytet.