02.12.2024, 16:33 ✶
- W żadnym wypadku nie zamierzałem cię oceniać przez ten mały wypadek - odpowiedział, zerkając na niego z uwagą. - Szczególnie, że sansewieria, którą podarowała mi Victoria, nie jest magiczną rośliną. Poza tym sprawa została załatwiona, a każdemu z nas zdarzają się potknięcia, prawda?
Wzruszył ramionami. Dla niego ta sprawa została zakończona - nikt nie umarł, nikomu nie oderwano głowy, nie zmieniono ich mieszkania w kwiaciarnię. Nie było więc problemu, mogli o tym zapomnieć. Ewidentnie jednak to siedziało na wątrobie Mulcibera, więc poczuł się w obowiązku powiedzieć mu, że przecież tak naprawdę nic się nie stało, prawda? Poza tym próbował uratować tę roślinę, a liczył się sam fakt, że się starał. Niby dobrymi chęciami piekło było wybrukowane, lecz... Przecież właśnie do tego piekła schodzili. Wszystko więc było w porządku.
- Będziesz miał więc okazję przejść ekspresowy kurs doszkalający. Nie dawaj po sobie poznać, że czegoś nie wiesz. Jeśli będzie trzeba - kłam - powiedział, zwalniając nieco kroku. Zrównał się z Mulciberem tak, by szli ramię w ramię. - Idziemy do Leona Harrisa, zielarza, który oprócz hodowania popularnych magicznych roślin zajmuje się także wytwarzaniem eliksirów. Jest nam potrzebny do sprawy, został już wtajemniczony, lecz naszym zadaniem jest upewnienie się, że nie zwieje gdy zmieni zdanie. Musimy też sprawdzić, czy faktycznie hoduje rośliny, mogące nam się przydać. Z tego co się dowiedziałem, w piwnicy posiada szklarnię, w której znajduje się kilka bardzo trujących gatunków. Twoim zadaniem będzie ocenienie, czy faktycznie są to rośliny, które są trujące. I czy jego pracownia w ogóle nadaje się do tworzenia większej ilości zamówień. Moim z kolei będzie wybadanie, czy nie zamierza nas zdradzić.
Ponownie zwolnił kroku, aż w końcu się zatrzymał. Chwycił Charlesa za nadgarstek i przysunął go do siebie, lecz nie gwałtownie - acz stanowczo. Nie uśmiechał się: był całkowicie poważny.
- Cokolwiek się stanie, nie możemy pozwolić mu zginąć. Jest zbyt cenny, by dać mu umrzeć lub uciec. Nie będziemy jednak działać dyskretnie. Jeżeli będzie trzeba, użyjemy przemocy. Zajmę się tym, lecz oczekuję od ciebie stuprocentowego wsparcia. Nie możesz się zawahać - powiedział, świdrując go spojrzeniem. Mulcimer mówił, że zrobi wszystko by przysłużyć się sprawie: jeżeli będzie trzeba użyć zakazanej magii do tego, by zmusić mężczyznę do współpracy... Charles nie powinien się wahać. Tu nie było miejsca na wątpliwości. - Liczę, że się bez tego obejdzie, lecz gdy przestąpimy próg jego domu, nie będzie odwrotu. Chcę, żebyś miał tego świadomość.
Byli już całkiem niedaleko, lecz Lestrange musiał się upewnić, że gdy dojdzie do momentu, w którym będzie trzeba działać - Charles się nie zawaha i mu pomoże.
Wzruszył ramionami. Dla niego ta sprawa została zakończona - nikt nie umarł, nikomu nie oderwano głowy, nie zmieniono ich mieszkania w kwiaciarnię. Nie było więc problemu, mogli o tym zapomnieć. Ewidentnie jednak to siedziało na wątrobie Mulcibera, więc poczuł się w obowiązku powiedzieć mu, że przecież tak naprawdę nic się nie stało, prawda? Poza tym próbował uratować tę roślinę, a liczył się sam fakt, że się starał. Niby dobrymi chęciami piekło było wybrukowane, lecz... Przecież właśnie do tego piekła schodzili. Wszystko więc było w porządku.
- Będziesz miał więc okazję przejść ekspresowy kurs doszkalający. Nie dawaj po sobie poznać, że czegoś nie wiesz. Jeśli będzie trzeba - kłam - powiedział, zwalniając nieco kroku. Zrównał się z Mulciberem tak, by szli ramię w ramię. - Idziemy do Leona Harrisa, zielarza, który oprócz hodowania popularnych magicznych roślin zajmuje się także wytwarzaniem eliksirów. Jest nam potrzebny do sprawy, został już wtajemniczony, lecz naszym zadaniem jest upewnienie się, że nie zwieje gdy zmieni zdanie. Musimy też sprawdzić, czy faktycznie hoduje rośliny, mogące nam się przydać. Z tego co się dowiedziałem, w piwnicy posiada szklarnię, w której znajduje się kilka bardzo trujących gatunków. Twoim zadaniem będzie ocenienie, czy faktycznie są to rośliny, które są trujące. I czy jego pracownia w ogóle nadaje się do tworzenia większej ilości zamówień. Moim z kolei będzie wybadanie, czy nie zamierza nas zdradzić.
Ponownie zwolnił kroku, aż w końcu się zatrzymał. Chwycił Charlesa za nadgarstek i przysunął go do siebie, lecz nie gwałtownie - acz stanowczo. Nie uśmiechał się: był całkowicie poważny.
- Cokolwiek się stanie, nie możemy pozwolić mu zginąć. Jest zbyt cenny, by dać mu umrzeć lub uciec. Nie będziemy jednak działać dyskretnie. Jeżeli będzie trzeba, użyjemy przemocy. Zajmę się tym, lecz oczekuję od ciebie stuprocentowego wsparcia. Nie możesz się zawahać - powiedział, świdrując go spojrzeniem. Mulcimer mówił, że zrobi wszystko by przysłużyć się sprawie: jeżeli będzie trzeba użyć zakazanej magii do tego, by zmusić mężczyznę do współpracy... Charles nie powinien się wahać. Tu nie było miejsca na wątpliwości. - Liczę, że się bez tego obejdzie, lecz gdy przestąpimy próg jego domu, nie będzie odwrotu. Chcę, żebyś miał tego świadomość.
Byli już całkiem niedaleko, lecz Lestrange musiał się upewnić, że gdy dojdzie do momentu, w którym będzie trzeba działać - Charles się nie zawaha i mu pomoże.