02.12.2024, 16:54 ✶
Zainteresowała go, szczególnie że Komnata Śmierci nie była mu obca. Spojrzał na Lorien z uwagą, lecz nie powiedział nic - bo i co miał mówić? Szkoda, że nie wyszło? A może dobrze, że została tutaj i bawiła się swoimi dementorzymi lalkami? Kiwną jeno głową na jej kolejne słowa. Presja... Presja to było dość dobre określenie, chociaż nie do końca trafne. Poruszali się po cieniutkich niteczkach, przypominających pajęczynę. Jeden niewłaściwy ruch i mogli ją zerwać - dla całej konstrukcji nie była to katastrofa, lecz dla osoby, która spadnie z nitki, już tak. Co i rusz były nowe wakaty, pojawiające się właśnie z tego powodu. Ponoć każdego Niewymownego czekał właśnie ten los: szaleństwo.
Gdy go przywołała, nie miał ochoty podchodzić - być może i był kundlem, czekającym na rozkazy, lecz na pewno nie na rozkazy tego konkretnego Mulcibera. Lecz nie mógł powstrzymać ciekawości, która pchała jego nogi: dementorek wydawał się być... Obrzydliwie, rozkosznie uroczy. Sam się zdziwił, że przyłapał się na podobnych sformułowaniach, tworzących się w jego umyśle. Przecież to tylko magiczna figurka, prawda?
- Azkaban trzyma szaleńców w ryzach. Nie trzeba do niego trafić, by podążać ścieżką prawa, wyznaczonego lata temu - powiedział ostrożnie, wyciągając dłoń w kierunku dementorka. Gdy przeskoczył na jego rękę, przekrzywił lekko głowę. Podobnie jak i Lorien, on sam potrafił poruszać się w sieci niedopowiedzeń. Potrafił również sprawnie ignorować słowa, na które nie chciał odpowiadać: tak, jak teraz, zarzucając kolejne. - Przykre jest, że wyłącznie bat nad głową potrafi niektórym pokazywać, którą ścieżką mają podążać.
Przykre czy nie - mu przykro nie było. On sam nie wybierał ścieżki po łatwości kroczenia nią. Jego sroga była kręta, niezwykle zawiła i przepełniona gniewem, smutkiem, bólem oraz cierpieniem. To nie było łatwe. Lecz było właściwe. I słuszne. Uniósł dłoń z dementorkiem, by przyjrzeć mu się z bliska. Figurka wydawała się małpować jego gesty. Gdy przekrzywił głowę, zrobiła to samo, lecz widać to było wyłącznie po zmianie ułożenia kaptura.
Lorien nie wyjaśniła, na czym polega owo zrozumienie w kwestii dementorów, lecz mógł się domyślać, że wcale nie zechce się tym z nim podzielić. Powiedziała mu wystarczająco. Gdy chciał oddać jej dementora, ten wczepił się kościstymi, zimnymi łapkami w jego palce.
- Myślę, że będę w stanie znaleźć mu zajęcie - powiedział, obserwując jak bardzo dementorek nie chce wracać do Lorien. Poczuł zew wolności? Być może, bo przecież nie mógł go polubić. Te rzeczy czy istoty nie miały w sobie tego czegoś, co mieli ludzie. - Nie powinien się nudzić.
Dodał, cofając rękę. Spojrzał na Lorien uważnie. Milczał przez chwilę, jakby chciał coś dodać, lecz zrezygnował. Ciekaw był, czy była taka od zawsze, czy to wpływ hipnozy Roberta, przy której miał swój udział. Ale skoro chcieli ją kiedyś w Departamencie Tajemnic, to musiała taka być już wcześniej.
- Liczę, że zapomni o sprawie i nie będzie nas mieszał w kradzież... Czegokolwiek - dodał, a jego twarz na moment się rozluźniła. Skinął głową. - Do zobaczenia, pani Mulciber.
Oby nie, ale kto wie, co przyniesie przyszłość?
Gdy go przywołała, nie miał ochoty podchodzić - być może i był kundlem, czekającym na rozkazy, lecz na pewno nie na rozkazy tego konkretnego Mulcibera. Lecz nie mógł powstrzymać ciekawości, która pchała jego nogi: dementorek wydawał się być... Obrzydliwie, rozkosznie uroczy. Sam się zdziwił, że przyłapał się na podobnych sformułowaniach, tworzących się w jego umyśle. Przecież to tylko magiczna figurka, prawda?
- Azkaban trzyma szaleńców w ryzach. Nie trzeba do niego trafić, by podążać ścieżką prawa, wyznaczonego lata temu - powiedział ostrożnie, wyciągając dłoń w kierunku dementorka. Gdy przeskoczył na jego rękę, przekrzywił lekko głowę. Podobnie jak i Lorien, on sam potrafił poruszać się w sieci niedopowiedzeń. Potrafił również sprawnie ignorować słowa, na które nie chciał odpowiadać: tak, jak teraz, zarzucając kolejne. - Przykre jest, że wyłącznie bat nad głową potrafi niektórym pokazywać, którą ścieżką mają podążać.
Przykre czy nie - mu przykro nie było. On sam nie wybierał ścieżki po łatwości kroczenia nią. Jego sroga była kręta, niezwykle zawiła i przepełniona gniewem, smutkiem, bólem oraz cierpieniem. To nie było łatwe. Lecz było właściwe. I słuszne. Uniósł dłoń z dementorkiem, by przyjrzeć mu się z bliska. Figurka wydawała się małpować jego gesty. Gdy przekrzywił głowę, zrobiła to samo, lecz widać to było wyłącznie po zmianie ułożenia kaptura.
Lorien nie wyjaśniła, na czym polega owo zrozumienie w kwestii dementorów, lecz mógł się domyślać, że wcale nie zechce się tym z nim podzielić. Powiedziała mu wystarczająco. Gdy chciał oddać jej dementora, ten wczepił się kościstymi, zimnymi łapkami w jego palce.
- Myślę, że będę w stanie znaleźć mu zajęcie - powiedział, obserwując jak bardzo dementorek nie chce wracać do Lorien. Poczuł zew wolności? Być może, bo przecież nie mógł go polubić. Te rzeczy czy istoty nie miały w sobie tego czegoś, co mieli ludzie. - Nie powinien się nudzić.
Dodał, cofając rękę. Spojrzał na Lorien uważnie. Milczał przez chwilę, jakby chciał coś dodać, lecz zrezygnował. Ciekaw był, czy była taka od zawsze, czy to wpływ hipnozy Roberta, przy której miał swój udział. Ale skoro chcieli ją kiedyś w Departamencie Tajemnic, to musiała taka być już wcześniej.
- Liczę, że zapomni o sprawie i nie będzie nas mieszał w kradzież... Czegokolwiek - dodał, a jego twarz na moment się rozluźniła. Skinął głową. - Do zobaczenia, pani Mulciber.
Oby nie, ale kto wie, co przyniesie przyszłość?
Koniec sesji