Cokolwiek Agatha nie robiła, żeby utrzymać sylwetkę, wyglądała niemal dokładnie tak, jak kiedy jeszcze chodzili do Hogwartu. Owszem, rysy twarzy jej się nieco wyostrzyły i wydoroślały, ale oprócz tego? Sylwetka wyglądała na tak samo młodzieńczą i szczupłą, a w kącikach oczu krył się dokładnie taki sam wyraz przekory zmieszanej z pewnym rozdrażnieniem, kiedy taksowała swojego rozmówcę spojrzeniem.
- Oh, spędzam ci w oczu sen aż tak, że zachowujesz wszystkie pamiątki? - zaszczebiotała, delikatnie pochylając się w jego stronę, kiedy zbliżył się do niej, jakby chciała wyjść mu na przeciw w tej przekomarzance. Stanąć niczym równy z równym, nie widząc nic złego w swojej obsesji, albo chociaż chcąc użyć ją w taki sposób, by tylko go rozdrażnić.
To, czy palił te listy, nie miało większego znaczenia. Ważne było natomiast, że je dostawał. Że przychodziły pod wskazany adres i czy chciał czy nie, zwyczajnie nie miał możliwości o niej zapomnieć. Nie dlatego, że nie chciał, a dlatego że nie mógł. To była chyba jedyna możliwość dla niej, by poczuć w tym związku jakąkolwiek wyższość. Nawet jeśli samo słowo związek, było tak cholernie naciągane.
- Martwe szczury są przereklamowane, nie słyszałeś? To poprzedni sezon - westchnęła, przejeżdżając delikatnie opuszkami po materiale jego ubrania na klatce piersiowej, na moment zawieszając spojrzenie na swojej dłoni, zanim znowu spojrzała mu w oczy.
- Ile? - zmarszczyła brwi, jakby na moment faktycznie wybita z rytmu, nie rozumiejąc czy mówi poważnie, czy może sobie żartuje. Jakby na moment faktycznie biorąc sobie do serca to, co miał jej do powiedzenia. Na moment, ułamek sekundy zaledwie, jej twarz skurczyła się w brzydkim wyrazie, który zaraz jednak zniknął, jakby nigdy się nie pojawił. - A ile byś dał, by o mnie zapomnieć? - zapytała rezolutnie, unosząc brwi w przekornym i jakże nagle zblazowanym wyrazie. Może faktycznie ta oferta była warta jakiegokolwiek rozpatrzenia, a może tylko próbowała ostatkiem sił bronić się przed tym, żeby się na niego zezłościć i dać mu pełną satysfakcję z tego, że ją podszedł.
- Oh, spędzam ci w oczu sen aż tak, że zachowujesz wszystkie pamiątki? - zaszczebiotała, delikatnie pochylając się w jego stronę, kiedy zbliżył się do niej, jakby chciała wyjść mu na przeciw w tej przekomarzance. Stanąć niczym równy z równym, nie widząc nic złego w swojej obsesji, albo chociaż chcąc użyć ją w taki sposób, by tylko go rozdrażnić.
To, czy palił te listy, nie miało większego znaczenia. Ważne było natomiast, że je dostawał. Że przychodziły pod wskazany adres i czy chciał czy nie, zwyczajnie nie miał możliwości o niej zapomnieć. Nie dlatego, że nie chciał, a dlatego że nie mógł. To była chyba jedyna możliwość dla niej, by poczuć w tym związku jakąkolwiek wyższość. Nawet jeśli samo słowo związek, było tak cholernie naciągane.
- Martwe szczury są przereklamowane, nie słyszałeś? To poprzedni sezon - westchnęła, przejeżdżając delikatnie opuszkami po materiale jego ubrania na klatce piersiowej, na moment zawieszając spojrzenie na swojej dłoni, zanim znowu spojrzała mu w oczy.
- Ile? - zmarszczyła brwi, jakby na moment faktycznie wybita z rytmu, nie rozumiejąc czy mówi poważnie, czy może sobie żartuje. Jakby na moment faktycznie biorąc sobie do serca to, co miał jej do powiedzenia. Na moment, ułamek sekundy zaledwie, jej twarz skurczyła się w brzydkim wyrazie, który zaraz jednak zniknął, jakby nigdy się nie pojawił. - A ile byś dał, by o mnie zapomnieć? - zapytała rezolutnie, unosząc brwi w przekornym i jakże nagle zblazowanym wyrazie. Może faktycznie ta oferta była warta jakiegokolwiek rozpatrzenia, a może tylko próbowała ostatkiem sił bronić się przed tym, żeby się na niego zezłościć i dać mu pełną satysfakcję z tego, że ją podszedł.