03.12.2024, 10:23 ✶
Gdy upewnił się, że Nicholasowi nic poważniejszego niż zwykłe omdlenie nie dolega, rozejrzał się. Zwrócił uwagę na jeden z korytarzy, w który wpatrywali się wcześniej. Teraz jednak miał wrażenie, że był inny. Nie był już korytarzem, prowadzącym donikąd - był korytarzem, który miał swój początek i koniec. Był korytarzem, który miał swoje odnogi, falująca ciemność odpuściła, pozwalając mu dostrzec odpowiednie kontury. Westchnął, przenosząc wzrok na Nicholasa.
Nie był jego niańką, mieli zadanie do wykonania. To, co mógł zrobić, zrobił - upewnił się, że Travers żyje. Był nieprzytomny, owszem, ale co więcej miał zrobić? Sprzedać mu otrzeźwiającego lepa, nie mając pewności, że ten poskutkuje? Szczególnie, że obaj mieli zadanie. Podejrzewał, że jeżeli go nie wykonają, to spanie na zimnej posadzce w mauzoleum będzie ostatnim z ich zmartwień. Oto więc był on: kucając przy nieprzytomnym mężczyźnie, wahając się zaledwie kilka sekund, którą ścieżką podążyć.
Lestrange wstał powoli, nie chcąc wywołać zbyt nagłym ruchem zawrotów głowy, a potem sięgnął po swoją różdżkę. Chłód drewnianej rękojeści przywracał mu powoli zdolność logicznego myślenia. Zbliżył się do korytarza, który wskazała im wtedy Fawley. Machnął różdżką, chcąc pozbyć się ewentualnych zaklęć, które mogły na nim ciążyć, i dopiero jeżeli te zostały zdjęte - wkroczyć w mrok.
Rzut na rozproszenie x2 - korzystam ze statystyki sprzed rozliczenia (III)
Nie był jego niańką, mieli zadanie do wykonania. To, co mógł zrobić, zrobił - upewnił się, że Travers żyje. Był nieprzytomny, owszem, ale co więcej miał zrobić? Sprzedać mu otrzeźwiającego lepa, nie mając pewności, że ten poskutkuje? Szczególnie, że obaj mieli zadanie. Podejrzewał, że jeżeli go nie wykonają, to spanie na zimnej posadzce w mauzoleum będzie ostatnim z ich zmartwień. Oto więc był on: kucając przy nieprzytomnym mężczyźnie, wahając się zaledwie kilka sekund, którą ścieżką podążyć.
Lestrange wstał powoli, nie chcąc wywołać zbyt nagłym ruchem zawrotów głowy, a potem sięgnął po swoją różdżkę. Chłód drewnianej rękojeści przywracał mu powoli zdolność logicznego myślenia. Zbliżył się do korytarza, który wskazała im wtedy Fawley. Machnął różdżką, chcąc pozbyć się ewentualnych zaklęć, które mogły na nim ciążyć, i dopiero jeżeli te zostały zdjęte - wkroczyć w mrok.
Rzut na rozproszenie x2 - korzystam ze statystyki sprzed rozliczenia (III)
Rzut Z 1d100 - 51
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 6
Akcja nieudana
Akcja nieudana