03.12.2024, 11:55 ✶
- Czuję się trochę jak córa marnotrawna powracająca na łono rodziny.- Westchnęła niemal cierpiętniczo, na parę sekund dociskając trzymane dokumenty do piersi. W czym jak w czym, ale w teatralnych gestach Lorien była całkiem niezła. Ministerstwo żyło plotkami i skandalami wszystkich dookoła. To jasne, że tak długi wyjazd nie mógł jej ujść na sucho, a poza salami Wizengamotu i gabinetem - nie było gdzie się za bardzo ukryć.
Arteus oddawał papierzyska swojemu bratu i szczerze powiedziawszy, trochę mu tego zazdrościła. Ale z drugiej strony… Nie musiała biegać w brudzie i smrodzie. Cały ten element półświatka przyprowadzano jej już podany na srebrnej tacy. Jak prezenty na Yule!
- Uważaj, uważaj. Słyszałam, że tak jak nam czasem znikają teczki spraw, tak księgowości zdarza się pogubić premie świąteczne. - Nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. Ale zawsze lepiej było mieć galeony od miłościwie im panujących organów administracji przytulić niż nie. Miłe kieszonkowe do roztrwonienia w kasy… przy towarzyskiej partyjce w karty.
- To samo pomyślałam, ale z drugiej strony - zaklęcia są nietrwałe. Co jeśli się odmieni? Nie znasz dnia ani godziny kiedy mamusia się transmutuje z powrotem. A potem tylko słyszysz stuk stuk do drzwi i przemili - przeciągnęła lekko sylaby - panowie Aurorzy odprowadzają cię w kajdankach. Ryzykowne.
Może i nie powinna tego mówić, ale i tak wystarczyło, że na jej ustach pojawił się lekki uśmieszek. Przechyliła się przez biurko, zniżając głos do scenicznego szeptu, jakby miało się okazać, że naraz są podsłuchiwani. Kompletna bzdura.
- Tak naprawdę to szalenie mnie bawią.- Przyznała, kręcąc leniwie jeden z loków na palcu.
Niech pierwszy spłonie na stosie ten kto nigdy nie pomyślał, że sędziowie tylko wyczekują na coś ciekawszego niż kolejna podniosła sprawa o łamanie kodeksu tajności. Czasem wystarczyła wojna o przekazaną w spadku rozpadającą się ruderę czy orzeczenie w sprawie o alimenty, gdzie ojciec zapewniał, że dzieciak musi być metamorfomagiem, bo nie ma możliwości, żeby to był jego, żeby dzień stał trochę milszy. Ale sprawy czarnoksiężników, zdrajców i morderstw zawsze były bardziej... ekscytujące. Pozwalały zgłębić mroki ludzkiego umysłu, obserwować w czasie rzeczywistym jak się łamią, jak zaczynają rozumieć , że czeka na nich malutka cela w Azkabanie, która pogrzebie ich marzenia o wielkości.
- Pojedynek o honor. Przepraszam czy ktoś nas cofnął do XIX wieku?- Zaśmiała się perliście. Co prawda samą panią Lestrange kojarzyła, jak pewnie większość społeczeństwa z sygnowanej jej imieniem galerii sztuki i równie licznych co jej bankietów i przyjęć, plotek, ale kiedy ostatnio ktoś szarpnął się do walki o kobiecy honor?
Ale powoli, bardzo powoli, odłożyła przeglądaną teczkę na bok. Dość jasny sygnał, że priorytety pani Mulciber nieszczególnie się zmieniły od tych kilku lat. Praca nie chochlik, mogła zaczekać, plotki - nigdy. Sięgnęła po papierowy kubeczek.- Powiedzmy, że kojarzę Lorettę. Co się zadziało, że dorośli chłopcy będą się pojedynkować w jej imieniu?- To pachniało skandalem.
Upiła gorącej lury. Mieszanka najgorszej jakości kawy instant z dziwnym kwaśnym posmakiem i kartonu smakowała zarywaniem nocek na stażu. Piękne wspomnienia, dobrze że wspomnieniami pozostawały.
Zatrzymała na moment dłużej wzrok na swoim gościu,
- Czy to jest twój pojedynek?- Musiała zapytać, starając się powstrzymać złośliwy uśmieszek. Wielki pan Bulstrode, rycerz na białym rumaku ze srebrną różdżką w ręce?
Arteus oddawał papierzyska swojemu bratu i szczerze powiedziawszy, trochę mu tego zazdrościła. Ale z drugiej strony… Nie musiała biegać w brudzie i smrodzie. Cały ten element półświatka przyprowadzano jej już podany na srebrnej tacy. Jak prezenty na Yule!
- Uważaj, uważaj. Słyszałam, że tak jak nam czasem znikają teczki spraw, tak księgowości zdarza się pogubić premie świąteczne. - Nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. Ale zawsze lepiej było mieć galeony od miłościwie im panujących organów administracji przytulić niż nie. Miłe kieszonkowe do roztrwonienia w kasy… przy towarzyskiej partyjce w karty.
- To samo pomyślałam, ale z drugiej strony - zaklęcia są nietrwałe. Co jeśli się odmieni? Nie znasz dnia ani godziny kiedy mamusia się transmutuje z powrotem. A potem tylko słyszysz stuk stuk do drzwi i przemili - przeciągnęła lekko sylaby - panowie Aurorzy odprowadzają cię w kajdankach. Ryzykowne.
Może i nie powinna tego mówić, ale i tak wystarczyło, że na jej ustach pojawił się lekki uśmieszek. Przechyliła się przez biurko, zniżając głos do scenicznego szeptu, jakby miało się okazać, że naraz są podsłuchiwani. Kompletna bzdura.
- Tak naprawdę to szalenie mnie bawią.- Przyznała, kręcąc leniwie jeden z loków na palcu.
Niech pierwszy spłonie na stosie ten kto nigdy nie pomyślał, że sędziowie tylko wyczekują na coś ciekawszego niż kolejna podniosła sprawa o łamanie kodeksu tajności. Czasem wystarczyła wojna o przekazaną w spadku rozpadającą się ruderę czy orzeczenie w sprawie o alimenty, gdzie ojciec zapewniał, że dzieciak musi być metamorfomagiem, bo nie ma możliwości, żeby to był jego, żeby dzień stał trochę milszy. Ale sprawy czarnoksiężników, zdrajców i morderstw zawsze były bardziej... ekscytujące. Pozwalały zgłębić mroki ludzkiego umysłu, obserwować w czasie rzeczywistym jak się łamią, jak zaczynają rozumieć , że czeka na nich malutka cela w Azkabanie, która pogrzebie ich marzenia o wielkości.
- Pojedynek o honor. Przepraszam czy ktoś nas cofnął do XIX wieku?- Zaśmiała się perliście. Co prawda samą panią Lestrange kojarzyła, jak pewnie większość społeczeństwa z sygnowanej jej imieniem galerii sztuki i równie licznych co jej bankietów i przyjęć, plotek, ale kiedy ostatnio ktoś szarpnął się do walki o kobiecy honor?
Ale powoli, bardzo powoli, odłożyła przeglądaną teczkę na bok. Dość jasny sygnał, że priorytety pani Mulciber nieszczególnie się zmieniły od tych kilku lat. Praca nie chochlik, mogła zaczekać, plotki - nigdy. Sięgnęła po papierowy kubeczek.- Powiedzmy, że kojarzę Lorettę. Co się zadziało, że dorośli chłopcy będą się pojedynkować w jej imieniu?- To pachniało skandalem.
Upiła gorącej lury. Mieszanka najgorszej jakości kawy instant z dziwnym kwaśnym posmakiem i kartonu smakowała zarywaniem nocek na stażu. Piękne wspomnienia, dobrze że wspomnieniami pozostawały.
Zatrzymała na moment dłużej wzrok na swoim gościu,
- Czy to jest twój pojedynek?- Musiała zapytać, starając się powstrzymać złośliwy uśmieszek. Wielki pan Bulstrode, rycerz na białym rumaku ze srebrną różdżką w ręce?