Odetchnęła głośno, co i tak nie mogło być słyszalne przez to, że wszyscy mieli nałożone na głowę nauszniki. Mandragory zostały zasypane, a to oznaczało, że przynajmniej na jakiś czas będą mieć tutaj spokój – a przynajmniej do chwili, aż ich zaklęcia przestaną działać. A prędzej czy później tak się właśnie stanie, magia nie była przecież trwała. Dopiero, kiedy po kilku chwilach nic nowego dziwnego się nie wydarzyło, zdecydowała się zsunąć nauszniki i zawiesić je na szyję. Dopiero teraz tak naprawdę poczuła ból z ran na twarzy czy szyi, od stłuczonego wcześniej i wyrzuconego z impetem przez mandragory szkła. Kiwnęła do Mirabelli głową w podziękowaniu za usunięcie tych kawałków, które mogłyby tkwić w jej skórze...
Sama rozejrzała się po pobojowisku, mając teraz tę chwilę by oszacować szkody. Nie wyglądało na to, by mieli jakiekolwiek próbki do zbadania, prócz... Cóż, prócz tej, którą pozbierała wcześniej – i którą ostatni dotykał Ambroise. Pamiętała, że zwróciła na to uwagę, i gdy teraz Jonathan mówił, a Roselyn krzyczała, ona podeszła do stołu badawczego, na którym zostawiła tę próbkę, co wywoływało nieprzyjemny dźwięk skrzypiącego pod jej butami szkła.
[a]Sama była zła na Urquarta, że przeszkodził im w pracy, ale teraz jedyne, co ją najbardziej interesowało, skoro wszyscy byli cali, to upewnienie się, że mieli na czym pracować dalej... Tyle, że tej próbki nigdzie nie było. Ani na stole, ani pod stołem... Poczuła nagłe uczucie zimna, które nie miało nic wspólnego z tym, jak lodowata była w dotyku i że od dwóch miesięcy nie była w stanie się ogrzać i chwilę później próbowała ukryć wszystkie emocje z twarzy – nie lubiła się tka odsłaniać przed obcymi, a ćwiczenie oklumencji było w tym bardzo pomocne.
– Panie Greengrass – brzmiała... bardzo neutralnie. Ani zła, ani zdenerwowana, ale brak w tym było też ulgi czy szczęścia. – Pan jako ostatni dotykał pobraną przez nas próbkę i nigdzie jej nie ma. Gdzie ją pan odłożył? – i czemu nie na miejsce? Przez moment taksowała go wzrokiem, tak jak i Norę, która w tych wysokich butach, zdecydowanie nieodpowiednich do pracy przy badaniach nad roślinami i w zbyt krótkiej spódniczce, zbierała się z podłogi.
Cokolwiek sobie myślała... nie zamierzała tego wygłaszać tutaj, wśród tych wszystkich ludzi. Do Jonathana jednak posłała blady uśmiech, bo zadziałał bezbłędnie.
Victoria nie znała w Towarzystwie nikogo osobiście, wszelkie wnioski zamierzała więc przekazać Mirabelli bez konsultacji z kimkolwiek i w obecności tylko samej zainteresowanej. A więc przypomnienie o charakterystycznym zapachu, jaki wyczuła odkąd tylko weszli do pomieszczenia – z sugestią, że być może wcześniej nie był wyczuwalny, bo mandragora pożywiała się wtedy "normalnie" składnikami odżywczymi z ziemi. Zaś to, co miało miejsce, gdy już się znaleźli w pomieszczeniu, by zbadać mandragory, miało swoje odbicie w smrodzie: bo mandragora najprawdopodobniej ciągnęła energię z tej drugiej, w jakiś dziwny sposób korzystając przy tym z nekromancji. To również mogło implikować jej dość gargantuiczne, jak na sadzonkę mandragory, rozmiary. Przekazała również swoje wnioski dotyczące jej pochodzenia, że to w rzeczywistości mogła być pustynna mandragora, lecz ktoś w dość agresywny sposób musiał eksperymentować na niej, lub na tej, z której powstała.
– Chętnie wezmę udział w kolejnych badaniach, jeśli będzie tym pani zainteresowana, pani Abbott – tak nad mandragorą, jak i innymi rzeczami. Sama nie była pewna, dlaczego do tej pory nie zgłosiła się do Towarzystwa... Natomiast było coś jeszcze, co miała do przekazania. – Wydaje mi się jednak, że niektórzy członkowie Towarzystwa w pierwszej kolejności patrzą na siebie i swój potencjalny zysk, a nie na wiedzę i dzielenie się nią. Jak chociażby pan Urquart, nie wątpię, że posiada predyspozycję i ma swój wkład, ale jego impulsywne działania tylko przeszkodziły nam w pobraniu próbek – choć można się było kłócić, że zrobił to dla dobra drugiej mandragory, to jednak naraził ich wszystkich na uszczerbek na zdrowiu. – Mam też wątpliwość co do tego, czy wszyscy przestrzegają zasad bezpieczeństwa i higieny pracy – miała tu tak na myśli nieodpowiedni do takich badań ubiór, co też branie kogoś na barana czy bawienie się próbkami w czasie nie przeznaczonym na ich badanie. Planowała zresztą napisać do swojej babci z pytaniem, czy u niej w szpitalu takie dziwaczne praktyki również są stosowane.