24.01.2023, 11:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2023, 11:47 przez Brenna Longbottom.)
- Czy gdyby tak było, nie kazano by się wam spotkać we dwójkę i nam tylko przekazać informacje, aurorze Rokwood? - wypaliła Brenna. Wyznaczono ich do kierowania ich grupą, bo byli najstarsi stażem, i do kogoś musiało należeć ostatnie zdanie. Jeżeli jednak to nie byłoby pole do dyskusji z "podwładnymi" tych podwładnych nie wzywano by chyba na spotkanie, na którym cokolwiek miało być omawiane.
Normalnie ugryzłaby się w język. Ale o ile umiała milczeć, gdy chodziło o nią, to nie, gdy chodziło o jej brata. Zwykle puszczała pomimo uszu uwagi pod swoim adresem, kiedy jednak ktoś atakował jej brata, wytaczała ciężką artylerię.
- Być może doszło do jakichś zawirowań komunikacyjnych i otrzymaliśmy nieco rozbieżne wytyczne od przełożonych, bo mnie w Biurze Brygady przekazano, że osoby z najdłuższym stażem są liderami, ale cytuję: mamy wspólnie dojść do zgody, co do rozmieszczenia patroli... i sprawdzić środki bezpieczeństwa na polanie, a nie przyjść, by wysłuchać waszych poleceń - oświadczyła, posyłając Rokwoodowi uśmiech. Trochę mniej wesoły niż ten, jaki zwykle prezentowała światu. Oczywiście, kojarzyła Chestera z Departamentu Magicznego i nigdy nie odczuwała wobec niego żadnej niechęci, ale właśnie sobie tej sporo zdobył. Raz, uwagą do jej brata, dwa, odnoszenie się do Thomasa (które jednak ani trochę jej nie zaskakiwało, niestety, może też przekładało się na Erika, nie było sekretem, że tych dwoje przydzielono jako partnerów w Brygadzie - i choćby dlatego znaleźli się w mieszkaniu Hardwicka swego czasu), trzy jego zachowanie w oczach Brenny było próbą przypisania sobie wyższego stanowiska w Departamencie, bo takie zachowanie byłoby dla niej naturalne ze strony Trelawney czy Bonesa albo ich zastępców, ale nie szeregowego aurora.
Heather też miała rację. Jeżeli faktycznie wyznaczono ich na dowódców, mających zaplanować wszystko samodzielnie, a resztę wezwano tu od razu jednak przez czyjąś pomyłkę, to takich rzeczy nie omawiało się przecież na oczach podwładnych. Planów zresztą jej zdaniem, gdy miały je ustalić dwie osoby, też nie omawiało się na spotkaniach grupowych. Zachowywała się w stu procentach w zgodzie z otrzymanymi wytycznymi.
Nie wykłócała się co do położeń patroli, bo nie miała z nimi problemów. Jeśli szło o raporty i zmiany wart… nie miała zamiaru dyskutować z Chesterem, choć dla niej było jasne, że jeśli zostaną przy sześciu duetach, i Ministerstwo kogoś tu jeszcze nie przyśle, to nie bardzo była możliwość jakiejkolwiek zmiany: bo nie było na kogo jej dokonać. Jeżeli szło o nią, wszystko było ustalone.
Normalnie ugryzłaby się w język. Ale o ile umiała milczeć, gdy chodziło o nią, to nie, gdy chodziło o jej brata. Zwykle puszczała pomimo uszu uwagi pod swoim adresem, kiedy jednak ktoś atakował jej brata, wytaczała ciężką artylerię.
- Być może doszło do jakichś zawirowań komunikacyjnych i otrzymaliśmy nieco rozbieżne wytyczne od przełożonych, bo mnie w Biurze Brygady przekazano, że osoby z najdłuższym stażem są liderami, ale cytuję: mamy wspólnie dojść do zgody, co do rozmieszczenia patroli... i sprawdzić środki bezpieczeństwa na polanie, a nie przyjść, by wysłuchać waszych poleceń - oświadczyła, posyłając Rokwoodowi uśmiech. Trochę mniej wesoły niż ten, jaki zwykle prezentowała światu. Oczywiście, kojarzyła Chestera z Departamentu Magicznego i nigdy nie odczuwała wobec niego żadnej niechęci, ale właśnie sobie tej sporo zdobył. Raz, uwagą do jej brata, dwa, odnoszenie się do Thomasa (które jednak ani trochę jej nie zaskakiwało, niestety, może też przekładało się na Erika, nie było sekretem, że tych dwoje przydzielono jako partnerów w Brygadzie - i choćby dlatego znaleźli się w mieszkaniu Hardwicka swego czasu), trzy jego zachowanie w oczach Brenny było próbą przypisania sobie wyższego stanowiska w Departamencie, bo takie zachowanie byłoby dla niej naturalne ze strony Trelawney czy Bonesa albo ich zastępców, ale nie szeregowego aurora.
Heather też miała rację. Jeżeli faktycznie wyznaczono ich na dowódców, mających zaplanować wszystko samodzielnie, a resztę wezwano tu od razu jednak przez czyjąś pomyłkę, to takich rzeczy nie omawiało się przecież na oczach podwładnych. Planów zresztą jej zdaniem, gdy miały je ustalić dwie osoby, też nie omawiało się na spotkaniach grupowych. Zachowywała się w stu procentach w zgodzie z otrzymanymi wytycznymi.
Nie wykłócała się co do położeń patroli, bo nie miała z nimi problemów. Jeśli szło o raporty i zmiany wart… nie miała zamiaru dyskutować z Chesterem, choć dla niej było jasne, że jeśli zostaną przy sześciu duetach, i Ministerstwo kogoś tu jeszcze nie przyśle, to nie bardzo była możliwość jakiejkolwiek zmiany: bo nie było na kogo jej dokonać. Jeżeli szło o nią, wszystko było ustalone.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.