04.12.2024, 18:58 ✶
Rodolphus uniósł kącik ust w odpowiedzi. Oczywiście, że wybrał odpowiednie miejsce - nie pozwoliłby sobie na wybór lokalu, który nie pasował do nich samych. Nie zabrałby Daphne do podrzędnej speluny, do których sam raczej nie chadzał. Nie zabrałby jej jednocześnie do kawiarni, gdy sam nie przepadał za smakiem kawy. Był ostry, gorzki, kwaśny - kompletnie inny od delikatnego posmaku herbaty, który przedkładał nad czarny napój. Zdarzało mu się pić kawę, a i owszem, lecz im częściej po nią sięgał, tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że to nie jest napój dla niego. Nie pachniał ładnie, nie smakował dobrze, zostawiał nieprzyjemny posmak na języku i powodował, że zęby żółkły. A herbata przecież zawierała mnóstwo składników, które również pobudzały. Czasem lepiej, niż kawa: szczególnie gdy dbało się o sen, tak jak robił to on sam (z różnym skutkiem, szczególnie latem).
- Dobry wybór, chociaż przy takiej pogodzie dobra będzie też klasyczna czarna z korzeniem żeń-szenia, głogiem, malinami, imbirem i różą - zanim jej odpowiedział, chwilę wpatrywał się w kartę, którą miał przed sobą. Wodził wzrokiem w milczeniu po kolejnych mieszankach, wybierając w końcu tę, która... Była praktyczna. Po prostu, najzwyczajniej w świecie. Pogoda stawała się iście jesienna już pod koniec sierpnia, a mieli już wrzesień. Zaczynało być zimno, na pewno będzie częściej padać, na dodatek słońce wydawało się być dużo bardziej nieśmiałe, niż przed kilkoma tygodniami. Taka aura sprzyjała przeziębieniom, a Lestrange zdecydowanie należał do osób, które wolały zapobiegać, niż leczyć. Mimo iż byli rodziną, nie wiedział również, jakie smaki preferowała kuzynka. Wiedział, że miało być słodko: pamiętał, że to lubiła, poza tym była kobietą, a one z reguły wolały delikatniejsze, owocowo-kwiatowe smaki. Stereotyp? Być może. Przywołał gestem kobietę, która przyjęła ich zamówienie. Sam zdecydował się na klasyczną herbatę zieloną, po prostu, bez udziwnień. I tyle.
Gdy Daphne wspomniała o ojcu, lekko przekrzywił głowę. Wspominał jej o tym? Przez chwilę wlepiał w nią wzrok intensywnie, szukając w pamięci ostatnich listów i rzadkich rozmów z młodszą kuzynką.
- Ciężko, żeby było dobrze, gdy obie strony mają inne poglądy na pewne sprawy - odpowiedział w końcu, również zniżając głos. Nachylił się nieznacznie w stronę Daphne, tak by jego słowa na pewno dotarły do jej uszu. - Pewnie nie jest już tajemnicą, że zaręczyny między mną a Black zostały zerwane. Nie powiem, żeby ojcu się to spodobało, ale nie mam zamiaru zmuszać nikogo, by wychodził za mąż tylko dlatego, że tak zostało postanowione.
Nic, co mówił, nie było kłamstwem. Oczywiście za tym zerwaniem kryło się dużo, dużo więcej, niż tylko prosta zmiana zdania, lecz nie zamierzał wchodzić w szczegóły. Znała je Victoria, która raczej nie słynęła z zamiłowania do zdradzania sekretów innych ludzi na prawo i lewo. To wystarczy - Daphne nie musiała znać prawdziwego powodu. Wystarczy jej to, co było wiadomo już ogólnie.
- Między nami jest teraz chłodno, nie rozmawialiśmy ze sobą od sierpnia - dodał, rozplątując szczupłe palce. Zabębnił paznokciami w blat stolika, mimowolnie przenosząc wzrok za okno. - Matka chyba rozumie moje podejście, sama przecież pokochała ojca. Małżeństwo bez miłości jest skazane na porażkę.
Dodał mrukliwie, wierząc w to, co mówi. Matka kochała jego ojca, a jego ojciec kochał jego matkę. On z kolei nie kochał już Bellatrix, nie kochał nawet samego siebie. Nie kochał w zasadzie nikogo, czując, że ostatnie uczucia, jakie żywił do innej osoby spoza rodziny, wypaliły się na zawsze.
- Tak, pomagam Victorii w miarę moich możliwości, ale muszę przyznać, że utknęliśmy w martwym punkcie - dodał, powracając wzrokiem do kuzynki. Jego stężałe rysy twarzy odrobinę się rozluźniły. Musimy trzymać się razem. Gdyby tylko wiedziała, że gdy przyjdzie czas, będzie trzeba wybrać to, co słuszne, nie łatwe... Co oznaczało również stanięcie przeciwko jej starszej siostrze, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Victoria była aurorem, i to dobrym. Sumiennie wykonywała swoje obowiązki, a więc stanowiła zagrożenie. Zagrożenie, które starał się odpychać od ich planu, lecz ostrożnie, bez podejrzeń. Byli Lestrange, lecz nawet więzy krwi traciły na znaczeniu, gdy należało wybrać, po której stronie się stoi. Na ten moment jednak robił wszystko, by wspomóc Victorię - w końcu była rodziną. - Wróciła z Egiptu, prawda? Wysłała mi list. Nie miałem okazji jeszcze się z nią spotkać, by dowiedzieć się, co dokładnie się stało i czy wpadła na jakiś trop. Może tobie coś mówiła?
Przekrzywił lekko głowę z zaciekawieniem. W końcu siostry były bliżej, a on... On łatał swoje podziurawione życie przez ostatni czas. Tyle co wymienili między sobą zdawkowe listy, okraszone wzajemną złośliwością: i tyle.
- Dobry wybór, chociaż przy takiej pogodzie dobra będzie też klasyczna czarna z korzeniem żeń-szenia, głogiem, malinami, imbirem i różą - zanim jej odpowiedział, chwilę wpatrywał się w kartę, którą miał przed sobą. Wodził wzrokiem w milczeniu po kolejnych mieszankach, wybierając w końcu tę, która... Była praktyczna. Po prostu, najzwyczajniej w świecie. Pogoda stawała się iście jesienna już pod koniec sierpnia, a mieli już wrzesień. Zaczynało być zimno, na pewno będzie częściej padać, na dodatek słońce wydawało się być dużo bardziej nieśmiałe, niż przed kilkoma tygodniami. Taka aura sprzyjała przeziębieniom, a Lestrange zdecydowanie należał do osób, które wolały zapobiegać, niż leczyć. Mimo iż byli rodziną, nie wiedział również, jakie smaki preferowała kuzynka. Wiedział, że miało być słodko: pamiętał, że to lubiła, poza tym była kobietą, a one z reguły wolały delikatniejsze, owocowo-kwiatowe smaki. Stereotyp? Być może. Przywołał gestem kobietę, która przyjęła ich zamówienie. Sam zdecydował się na klasyczną herbatę zieloną, po prostu, bez udziwnień. I tyle.
Gdy Daphne wspomniała o ojcu, lekko przekrzywił głowę. Wspominał jej o tym? Przez chwilę wlepiał w nią wzrok intensywnie, szukając w pamięci ostatnich listów i rzadkich rozmów z młodszą kuzynką.
- Ciężko, żeby było dobrze, gdy obie strony mają inne poglądy na pewne sprawy - odpowiedział w końcu, również zniżając głos. Nachylił się nieznacznie w stronę Daphne, tak by jego słowa na pewno dotarły do jej uszu. - Pewnie nie jest już tajemnicą, że zaręczyny między mną a Black zostały zerwane. Nie powiem, żeby ojcu się to spodobało, ale nie mam zamiaru zmuszać nikogo, by wychodził za mąż tylko dlatego, że tak zostało postanowione.
Nic, co mówił, nie było kłamstwem. Oczywiście za tym zerwaniem kryło się dużo, dużo więcej, niż tylko prosta zmiana zdania, lecz nie zamierzał wchodzić w szczegóły. Znała je Victoria, która raczej nie słynęła z zamiłowania do zdradzania sekretów innych ludzi na prawo i lewo. To wystarczy - Daphne nie musiała znać prawdziwego powodu. Wystarczy jej to, co było wiadomo już ogólnie.
- Między nami jest teraz chłodno, nie rozmawialiśmy ze sobą od sierpnia - dodał, rozplątując szczupłe palce. Zabębnił paznokciami w blat stolika, mimowolnie przenosząc wzrok za okno. - Matka chyba rozumie moje podejście, sama przecież pokochała ojca. Małżeństwo bez miłości jest skazane na porażkę.
Dodał mrukliwie, wierząc w to, co mówi. Matka kochała jego ojca, a jego ojciec kochał jego matkę. On z kolei nie kochał już Bellatrix, nie kochał nawet samego siebie. Nie kochał w zasadzie nikogo, czując, że ostatnie uczucia, jakie żywił do innej osoby spoza rodziny, wypaliły się na zawsze.
- Tak, pomagam Victorii w miarę moich możliwości, ale muszę przyznać, że utknęliśmy w martwym punkcie - dodał, powracając wzrokiem do kuzynki. Jego stężałe rysy twarzy odrobinę się rozluźniły. Musimy trzymać się razem. Gdyby tylko wiedziała, że gdy przyjdzie czas, będzie trzeba wybrać to, co słuszne, nie łatwe... Co oznaczało również stanięcie przeciwko jej starszej siostrze, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Victoria była aurorem, i to dobrym. Sumiennie wykonywała swoje obowiązki, a więc stanowiła zagrożenie. Zagrożenie, które starał się odpychać od ich planu, lecz ostrożnie, bez podejrzeń. Byli Lestrange, lecz nawet więzy krwi traciły na znaczeniu, gdy należało wybrać, po której stronie się stoi. Na ten moment jednak robił wszystko, by wspomóc Victorię - w końcu była rodziną. - Wróciła z Egiptu, prawda? Wysłała mi list. Nie miałem okazji jeszcze się z nią spotkać, by dowiedzieć się, co dokładnie się stało i czy wpadła na jakiś trop. Może tobie coś mówiła?
Przekrzywił lekko głowę z zaciekawieniem. W końcu siostry były bliżej, a on... On łatał swoje podziurawione życie przez ostatni czas. Tyle co wymienili między sobą zdawkowe listy, okraszone wzajemną złośliwością: i tyle.