05.12.2024, 09:09 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.12.2024, 09:10 przez Anthony Shafiq.)
Nie dało się ukryć, że przebywanie w towarzystwie Laurenta było przyjemnym doświadczeniem. Eteryczny mężczyzna osadzony w bieli i chłodzie błękitu miał w sobie wszystko, czego osoba zmęczona doświadczeniami minionych tygodni mogła potrzebować - przyjemna aparycja, kojący głos i spokój, elegancja w choćby najmniejszym geście. Nie był przy tym zbytni - zbyt teatralny, zbyt egzaltowany, zbyt napompowany samozadowoleniem ze swojej pozycji i stanu, a przynajmniej nie dziś, nie teraz, w zaciszu przyjemnego saloniku przeznaczonego rosierowym gościom.
Uśmiechnął się i skinął głową, kontent odpowiedzią w ten subtelny, właściwy dla siebie sposó. Anthony zaproponował, więc sam sięgnął po karafkę i rozlał przyjemnie lepki słodyczą trunek, lekko kwaskowaty w swoim owocowym dziedzictwie, ale też niezobowiązujący, jak spotkanie, którego właśnie doświadczali. Biegunowo odległy od wina, którym częstował Prewetta ledwie kilka tygodni temu. Towarzysz oczekiwania nagle objawił mu się jako wspomnienie poprzedniego życia, kiedy jeszcze nie wiedział, że jego najdroższy przyjaciel postanowił narażać życie nie tylko w pracy, ale i poza nią. Czy może ta rozmowa będzie cieniem bezpowrotnie straconego życia? A może nowym rozdziałem, preludium do nowego tomu w którym każda ze znanych mu relacji nagle będzie zmuszona do nabrania światła lub cienia, pod karzącym mieczem sprawiedliwego osądu? Przyjaciel czy wróg? Sojusznik, czy zguba...?
– Dobrze to słyszeć, ufałem w tym sobie, że pozostawiłem Cię w dobrych rękach – lekka protekcjonalność w tym łagodnym spoufaleniu, nie przesłaniała pewnej zmiany, która nastąpiła z Anthonym od tego wydarzenia. Laurent zdecydowanie przestał być anonimową figurą, arabeską zdobiącą bankiety innych. Z przedmiotu rozmowy, z tematu, gdy mogło się obdarzyć go uwagą mówiąc o nim stojącym w pewnym oddaleniu, stał się podmiotem, osobą interesującą. Wciąż było to zainteresowanie raczej wynikające z jego znajomości z Victorią, niemniej punkt zaczepienia był zdecydowanie mocniejszy niż poprzednim razem gdy wymieniali uprzejme uwagi dotyczące świata, takie same jak z każdym, w masce społecznych oczekiwań.
Oczywiście i tu, w cichym saloniku, obaj panowie trzymali karty przy sobie. Było w tym jednak - przynajmniej ze strony Shafiqa - więcej życzliwości.
– Za cóż wzniesiemy toast? Za spotkanie? A może za pokój na świecie, żeby Departament Przestrzegania Prawa w końcu oczyścił ulice z niepokojącego nas elementu? – zasugerował lekko, wszak mógł mówić o dzieciarni zabawiającej się kosztem rozkojarzonych czarodziei. Mógł mówić też o czym, o kimś innym, choć nic w jego postawie nie sugerowało tak ciężkiego tematu na ten przyjemny poranek przy kieliszku słodkiego ulepku. I tylko srebrzyste oczy obserwowały czujnie piękną twarz. Sojusznik, czy zguba?
Uśmiechnął się i skinął głową, kontent odpowiedzią w ten subtelny, właściwy dla siebie sposó. Anthony zaproponował, więc sam sięgnął po karafkę i rozlał przyjemnie lepki słodyczą trunek, lekko kwaskowaty w swoim owocowym dziedzictwie, ale też niezobowiązujący, jak spotkanie, którego właśnie doświadczali. Biegunowo odległy od wina, którym częstował Prewetta ledwie kilka tygodni temu. Towarzysz oczekiwania nagle objawił mu się jako wspomnienie poprzedniego życia, kiedy jeszcze nie wiedział, że jego najdroższy przyjaciel postanowił narażać życie nie tylko w pracy, ale i poza nią. Czy może ta rozmowa będzie cieniem bezpowrotnie straconego życia? A może nowym rozdziałem, preludium do nowego tomu w którym każda ze znanych mu relacji nagle będzie zmuszona do nabrania światła lub cienia, pod karzącym mieczem sprawiedliwego osądu? Przyjaciel czy wróg? Sojusznik, czy zguba...?
– Dobrze to słyszeć, ufałem w tym sobie, że pozostawiłem Cię w dobrych rękach – lekka protekcjonalność w tym łagodnym spoufaleniu, nie przesłaniała pewnej zmiany, która nastąpiła z Anthonym od tego wydarzenia. Laurent zdecydowanie przestał być anonimową figurą, arabeską zdobiącą bankiety innych. Z przedmiotu rozmowy, z tematu, gdy mogło się obdarzyć go uwagą mówiąc o nim stojącym w pewnym oddaleniu, stał się podmiotem, osobą interesującą. Wciąż było to zainteresowanie raczej wynikające z jego znajomości z Victorią, niemniej punkt zaczepienia był zdecydowanie mocniejszy niż poprzednim razem gdy wymieniali uprzejme uwagi dotyczące świata, takie same jak z każdym, w masce społecznych oczekiwań.
Oczywiście i tu, w cichym saloniku, obaj panowie trzymali karty przy sobie. Było w tym jednak - przynajmniej ze strony Shafiqa - więcej życzliwości.
– Za cóż wzniesiemy toast? Za spotkanie? A może za pokój na świecie, żeby Departament Przestrzegania Prawa w końcu oczyścił ulice z niepokojącego nas elementu? – zasugerował lekko, wszak mógł mówić o dzieciarni zabawiającej się kosztem rozkojarzonych czarodziei. Mógł mówić też o czym, o kimś innym, choć nic w jego postawie nie sugerowało tak ciężkiego tematu na ten przyjemny poranek przy kieliszku słodkiego ulepku. I tylko srebrzyste oczy obserwowały czujnie piękną twarz. Sojusznik, czy zguba?