05.12.2024, 10:02 ✶
Ze wszystkich ludzi na świecie absolutnie tylko jedna mogła powiedzieć "Skończ pierdolić" do Anthony'ego Shafiqa i spotkać się z reakcją rozbawienia i wygodniejszego ułożenia na przedramieniu.
– Od dwóch tygodni musze trzymać fason, daj mi kurwa spokój – burknął w odpowiedzi, a owa "kurwa" w jego ustach brzmiała tak soczyście nienaturalnie, jakby był zdecydowanie gorszym aktorem niż w rzeczywistości, który nie tyle wyćwiczył tę kwestię, a odważył się podczas spektaklu "poimprowizować" ku zgrozie reżysera i scenarzysty. Mimo łez i zgryzot szarpiących Shafiq'ową duszę, był on jednak rozbawiony sposobem, który wybrał przyjaciel na pocieszenie go. Kijem przez łeb, a potem marchewka obietnic smoczego patronusa.
– Obaj wiemy, że to wąż, zupełnie jakby tiara przydziału się pomyliła, a ja zupełnym przypadkiem spędziłem siedem lat w miejscu, do którego nie należała moja natura. – Nie było w tym złości, ani urażonej dumy. Mógł wyzywać jego kukułkę od feniksów, a swojego tłustego pytona nazywać wyrmem, ale dalej były to tylko zwierzęta - "zwykłe", można by powiedzieć "mugolskie", pozbawione magii i patosu.
– Wątpię aby przekonanie do racji cokolwiek dało. Myślałem o tym, ha! Myślę o tym bez przerwy od czasu naszej rozmowy wiesz której. Myślę, że nawracanie powinniśmy zostawić prorokom. Ludzie, szczególnie ludzie ministerstwa ruszą tam, gdzie upatrzą swój interes. – Nieświadom zupełnie odtwarzania zarzutów jakie postawiono wobec niego ledwie kilka dni temu, dywagował dalej: – Więc trzeba sprawić, żeby obecny stan rzeczy wybitnie się im nie opłacał. Nikomu. Żadnej ze stron. – To nie było oczywiste, wiele osób narzekało na to, że Ministerstwo kuleje, ale Anthony dostrzegał w tej sytuacji pewien wybieg dla Jenkins, która mogła jeszcze ukręcić na tym swoje lody, znaleźć sposób na gwarancje utrzymania władzy. Szczególnie, że tak zwany Lord zdawał się Anthony'emu graczem o innych zapotrzebowaniach niż władza. Po władzę nie szło się w ten sposób. Oczywiście było to wciąż - nomen omen - wróżenie z kryształowej kuli, a jednak.
– Sądzisz, że możemy wtajemniczyć w plan Jonathana? Źle się czuje z tym, że nie mogę z nim o tym mówić otwarcie, a jeszcze ten francuz miesza, gdy potrzebujemy wszystkich rąk na pokładzie... – westchnął ciężko. – Królowa Matka raczej nie będzie chciała ryzykować swojego życia tak długo, jak dzieci nie są odchowane, choć i tak ryzykuje tak wiele obstając przy dziedzictwie Kelly'ego. Theodor będzie jechał z nami do Egiptu – poinformował łapiąc się na myśli, że zapomniał o tym powiedzieć wcześniej. Opuszkami wodził po świeżej skaryfikacji, dziwnie kontent tą stałością wyrażoną w zapisie na ciele, chcąc ją bardziej poczuć niż zobaczyć. Było w tym geście coś bezpiecznego. Coś kotwiczącego go w obecnej chwili. Czy będzie mógł tak wesprzeć Morpheusa, gdy on się zapadnie w swojej głowie? Utonie w swoich emocjach? Nie odsuwał się, nie zmieniał swojej pozycji, zupełnie jakby tak jak teraz siedzieli mieli siedzieć już zawsze.
– Od dwóch tygodni musze trzymać fason, daj mi kurwa spokój – burknął w odpowiedzi, a owa "kurwa" w jego ustach brzmiała tak soczyście nienaturalnie, jakby był zdecydowanie gorszym aktorem niż w rzeczywistości, który nie tyle wyćwiczył tę kwestię, a odważył się podczas spektaklu "poimprowizować" ku zgrozie reżysera i scenarzysty. Mimo łez i zgryzot szarpiących Shafiq'ową duszę, był on jednak rozbawiony sposobem, który wybrał przyjaciel na pocieszenie go. Kijem przez łeb, a potem marchewka obietnic smoczego patronusa.
– Obaj wiemy, że to wąż, zupełnie jakby tiara przydziału się pomyliła, a ja zupełnym przypadkiem spędziłem siedem lat w miejscu, do którego nie należała moja natura. – Nie było w tym złości, ani urażonej dumy. Mógł wyzywać jego kukułkę od feniksów, a swojego tłustego pytona nazywać wyrmem, ale dalej były to tylko zwierzęta - "zwykłe", można by powiedzieć "mugolskie", pozbawione magii i patosu.
– Wątpię aby przekonanie do racji cokolwiek dało. Myślałem o tym, ha! Myślę o tym bez przerwy od czasu naszej rozmowy wiesz której. Myślę, że nawracanie powinniśmy zostawić prorokom. Ludzie, szczególnie ludzie ministerstwa ruszą tam, gdzie upatrzą swój interes. – Nieświadom zupełnie odtwarzania zarzutów jakie postawiono wobec niego ledwie kilka dni temu, dywagował dalej: – Więc trzeba sprawić, żeby obecny stan rzeczy wybitnie się im nie opłacał. Nikomu. Żadnej ze stron. – To nie było oczywiste, wiele osób narzekało na to, że Ministerstwo kuleje, ale Anthony dostrzegał w tej sytuacji pewien wybieg dla Jenkins, która mogła jeszcze ukręcić na tym swoje lody, znaleźć sposób na gwarancje utrzymania władzy. Szczególnie, że tak zwany Lord zdawał się Anthony'emu graczem o innych zapotrzebowaniach niż władza. Po władzę nie szło się w ten sposób. Oczywiście było to wciąż - nomen omen - wróżenie z kryształowej kuli, a jednak.
– Sądzisz, że możemy wtajemniczyć w plan Jonathana? Źle się czuje z tym, że nie mogę z nim o tym mówić otwarcie, a jeszcze ten francuz miesza, gdy potrzebujemy wszystkich rąk na pokładzie... – westchnął ciężko. – Królowa Matka raczej nie będzie chciała ryzykować swojego życia tak długo, jak dzieci nie są odchowane, choć i tak ryzykuje tak wiele obstając przy dziedzictwie Kelly'ego. Theodor będzie jechał z nami do Egiptu – poinformował łapiąc się na myśli, że zapomniał o tym powiedzieć wcześniej. Opuszkami wodził po świeżej skaryfikacji, dziwnie kontent tą stałością wyrażoną w zapisie na ciele, chcąc ją bardziej poczuć niż zobaczyć. Było w tym geście coś bezpiecznego. Coś kotwiczącego go w obecnej chwili. Czy będzie mógł tak wesprzeć Morpheusa, gdy on się zapadnie w swojej głowie? Utonie w swoich emocjach? Nie odsuwał się, nie zmieniał swojej pozycji, zupełnie jakby tak jak teraz siedzieli mieli siedzieć już zawsze.