05.12.2024, 13:04 ✶
Pani Laura Remington była dojrzałą, ale jakże zadbaną kobietą. Purpurowe rajstopy i krótka sukienka w kratkę wpisywała się w najnowsze tendy, wyglądając dobrze na matce Enzo, wciąż wysokiej, szczupłej i dumnej, gdy ledwie zbliżała się do sześćdziesiątego roku życia. Wychodząc za sporo starszego Johna musiała liczyć się z wczesnym wdowieństwem, lecz to wydawało się jej pasować. Fortuna męża sprawiała, że miała spokojne, dostatnie życie, a trafne inwestycje powodowały, że pieniądze nie kończyły się, a wręcz mnożyły. Laura mogła skupić się na filantropii i dbaniu o swojego jedynego, wyjątkowego syna.
Z głośników radia sączyła się słodka muzyka American Pie, wypuszczonego ledwie rok wcześniej przez Dona McLeana, lecz wciąż będąca na szczycie list mugolskich przebojów. To Laura otworzył drzwi, jej gosposia musiała być czymś zajęta, zaś zapach pieczonego ciasta sugerował, że Gustawa okupowała kuchnię.
- Isaac! - Ucieszyła się kobieta, z miejsca rozpoznając najlepszego kolegę swojego syna. Ledwie krok wystarczył, by znalazła się na żwirowej ścieżce w swoich kapciuszkach przyozdobionych różowym puszkiem. Objęła mężczyznę i przycisnęła usta do jego policzka. - Ależ przemarzłeś! Wchodź, wchodź szybko! Gustawo! Zaparzy Gustawa gorącej herbaty! - Odchyliła się, by zawołać do gosposi, po czym złapała Isaaca za nadgarstek, wciągając do domu. Nie przejmowała się papierosem. W tych czasach wszyscy palili. - Lorenz!! Lorenz, schodź tu do nas! Isaac przyszedł cię odwiedzić! - Wrzasnęła w stronę domu. - Ostatnio jest taki zapracowany! Ledwie wychodzi ze swojej pracowni!
Dom Remingtonów był jasny, ciepły i suchy.
Z głośników radia sączyła się słodka muzyka American Pie, wypuszczonego ledwie rok wcześniej przez Dona McLeana, lecz wciąż będąca na szczycie list mugolskich przebojów. To Laura otworzył drzwi, jej gosposia musiała być czymś zajęta, zaś zapach pieczonego ciasta sugerował, że Gustawa okupowała kuchnię.
- Isaac! - Ucieszyła się kobieta, z miejsca rozpoznając najlepszego kolegę swojego syna. Ledwie krok wystarczył, by znalazła się na żwirowej ścieżce w swoich kapciuszkach przyozdobionych różowym puszkiem. Objęła mężczyznę i przycisnęła usta do jego policzka. - Ależ przemarzłeś! Wchodź, wchodź szybko! Gustawo! Zaparzy Gustawa gorącej herbaty! - Odchyliła się, by zawołać do gosposi, po czym złapała Isaaca za nadgarstek, wciągając do domu. Nie przejmowała się papierosem. W tych czasach wszyscy palili. - Lorenz!! Lorenz, schodź tu do nas! Isaac przyszedł cię odwiedzić! - Wrzasnęła w stronę domu. - Ostatnio jest taki zapracowany! Ledwie wychodzi ze swojej pracowni!
Dom Remingtonów był jasny, ciepły i suchy.