05.12.2024, 13:56 ✶
Dolohov odetchnął głęboko, na moment zawieszając spojrzenie na palącej się w kącie sypialni szałwii.
- Mówisz do mnie teraz z w zagadkach. Fair, nie jestem lepszy jeżeli chodzi o ubieranie prostych wypowiedzi w jak najbardziej zawiłe i okrężne słownictwo... - Wykonał jeszcze kilka dla niego małych, ale w rzeczywistości dużych kroków w kierunku swojego łóżka. Dla kogoś, kto go nie znał i nie rozumiał, jego twarz musiała być spokojna jak tafla niewzruszonej ruchem wody, ale to było tylko złudzenie. Bo kiedy spędzało się z nim tyle czasu, trzeba było zrozumieć, że należało zwracać uwagę na detale. Na okadzanie pomieszczenia, pachnidła stojące etażerce w towarzystwie wypalonej świecy. Szczotki, imbryk, książka. Wiśniowa pomada do włosów. Maska do twarzy. Całe stosy babskich szpargałów, którymi musiał zajmować sobie czas, kiedy znów mimo szczerych chęci nie mógł zasnąć. Ale to nie była tylko bezsenność - ona była czymś stałym, normalnym, nie opuszczała go na krok niezależnie od nastroju. Chodziło o bałagan. Dolohov nie lubił kiedy coś leżało na wierzchu, kopciło się kiedy spał, zajmowało przestrzeń, jaką powinna opanować pustka i czystość. To on zawsze zbierał rozłożone książki i układał je na stosy, poprawiał zagięte dywany, wyklepywał poduszki, nienagannie układał kotary we własnym gabinecie. Kiedy widziało się wokół niego bałagan, zmarszczka na czole stawała się czymś więcej niż przypomnieniem, że zaczynał się starzeć. - Ale to jest ten moment, kiedy pewne rzeczy trzeba ująć prościej. Zawsze byłeś tu dla mnie choćby i w środku nocy - zauważył dość trafnie, bo nie był głupi, ale wbrew temu co sam powiedział przed chwilą, nie chciał być też od razu taki oczywisty. Niekoniecznie dlatego, że nie chciał nosić na sobie ciężaru prawdy - wręcz przeciwnie, mógłby zadać teraz szereg trafnych pytań, ale zamierzał dać Peregrinusowi chwilę na przetrawienie własnych słów.
Machnął różdżką, po czym schował ją do kieszeni szlafroka i usiadł na brzegu łóżka. Może bardziej - wyłożył się na nim, bo plecy miał odchylone w tył, a lewą ręką wsparł się za nimi tak, żeby utrzymać pozycję siadu. Zaklęcie, które rzucił, wprawiło w ruch wspomniany wcześniej imbryk. Nalewał sobie właśnie herbaty.
- Co cię zirytowało? Co cię martwi? Co się zmieniło? Co tak naprawdę chcesz mi powiedzieć? Mógłbym zwyczajnie zajrzeć do twojej głowy, ale nie zamierzam tego robić. - Sam sobie zadał w myślach pytanie: czemu? - Bo nie wyglądasz na kogoś zdecydowanego odpowiedzi.
- Mówisz do mnie teraz z w zagadkach. Fair, nie jestem lepszy jeżeli chodzi o ubieranie prostych wypowiedzi w jak najbardziej zawiłe i okrężne słownictwo... - Wykonał jeszcze kilka dla niego małych, ale w rzeczywistości dużych kroków w kierunku swojego łóżka. Dla kogoś, kto go nie znał i nie rozumiał, jego twarz musiała być spokojna jak tafla niewzruszonej ruchem wody, ale to było tylko złudzenie. Bo kiedy spędzało się z nim tyle czasu, trzeba było zrozumieć, że należało zwracać uwagę na detale. Na okadzanie pomieszczenia, pachnidła stojące etażerce w towarzystwie wypalonej świecy. Szczotki, imbryk, książka. Wiśniowa pomada do włosów. Maska do twarzy. Całe stosy babskich szpargałów, którymi musiał zajmować sobie czas, kiedy znów mimo szczerych chęci nie mógł zasnąć. Ale to nie była tylko bezsenność - ona była czymś stałym, normalnym, nie opuszczała go na krok niezależnie od nastroju. Chodziło o bałagan. Dolohov nie lubił kiedy coś leżało na wierzchu, kopciło się kiedy spał, zajmowało przestrzeń, jaką powinna opanować pustka i czystość. To on zawsze zbierał rozłożone książki i układał je na stosy, poprawiał zagięte dywany, wyklepywał poduszki, nienagannie układał kotary we własnym gabinecie. Kiedy widziało się wokół niego bałagan, zmarszczka na czole stawała się czymś więcej niż przypomnieniem, że zaczynał się starzeć. - Ale to jest ten moment, kiedy pewne rzeczy trzeba ująć prościej. Zawsze byłeś tu dla mnie choćby i w środku nocy - zauważył dość trafnie, bo nie był głupi, ale wbrew temu co sam powiedział przed chwilą, nie chciał być też od razu taki oczywisty. Niekoniecznie dlatego, że nie chciał nosić na sobie ciężaru prawdy - wręcz przeciwnie, mógłby zadać teraz szereg trafnych pytań, ale zamierzał dać Peregrinusowi chwilę na przetrawienie własnych słów.
Machnął różdżką, po czym schował ją do kieszeni szlafroka i usiadł na brzegu łóżka. Może bardziej - wyłożył się na nim, bo plecy miał odchylone w tył, a lewą ręką wsparł się za nimi tak, żeby utrzymać pozycję siadu. Zaklęcie, które rzucił, wprawiło w ruch wspomniany wcześniej imbryk. Nalewał sobie właśnie herbaty.
- Co cię zirytowało? Co cię martwi? Co się zmieniło? Co tak naprawdę chcesz mi powiedzieć? Mógłbym zwyczajnie zajrzeć do twojej głowy, ale nie zamierzam tego robić. - Sam sobie zadał w myślach pytanie: czemu? - Bo nie wyglądasz na kogoś zdecydowanego odpowiedzi.
with all due respect, which is none