Uniosła wyżej jedną brew.
– To raczej osoby, którymi ty się otaczasz. Ja co najwyżej słucham o Egipcie, a i to niezbyt często. Może o Francji – tam w końcu były korzenie ich rodu i część członków nadal uczono posługiwania się tym językiem. Victorii wspaniałomyślnie dano przy tym wybór i wolała skupić się na innych rzeczach. Uśmiechnęła się za to ledwie niewinnie, kiedy Rodolphus parsknął i kaszlnął. Cóż, spodziewała się, że być może dotychczas nie spotkał się z opinią, która tak śmiało wyśmiewała stylówę Śmierciożerców, ale musiał teraz przyznać, że cos w tym było, prawda?
– Myślisz, że Morpheus Longbottom będzie w stanie powiedzieć mi coś innego, niż Vasilij? Zresztą, to chyba też wuj Mavelle, zakładam, że jeśli coś by wiedział, to powiedziałby Mav i Brennie, a one… No chyba by mi przekazały – Mavelle… brygadzistka, która razem z nią udała się do Limbo, jedna z Zimnych, kuzynka Brenny. Ona póki co dzielila się wszystkim, co wiedziała, a skoro Brenna chciała się z nia wybrać do Egiptu, no to zakładała, że i one z nią również. Gdyby było coś, czego nie chciały jej z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu powiedzieć, to… Morpheus raczej też by jej nie powiedział, prawda? – Dam, dam – machnęła niedbale ręką. – Mam tylko nadzieję, że to będzie co innego niż potwierdzenie daty mojej śmierci – bo jakoś… Miała taki mały promyczek nadziei, że to jednak nie jest już koniec, że jeszcze tyle czasu przed nią…
– Rozmawiałam z Atreusem na ten temat na początku czerwca. No póki co wymienialiśmy się informacjami odnośnie tego, co kto doświadczał i kto się czego dowiedział – i domysły jakie mieli… Sama zresztą zorganizowała takie spotkanie z trójką pozostałych, chcąc się wymienić wiedzą. I tak, spodziewała się, że Atreus próbował czegoś na własną rękę. Ale to dokładnie tak, jak ona. – To wszystko to często ślepe uliczki, nikt nic nie wie, księgi milczą, albo my nie wiemy czego szukać. Brak nam… wiedzy i doświadczenia – i dlatego szukała teraz kontaktu z doświadczonym nekromantą. Z kimś, kto będzie w stanie z tego zrozumieć cokolwiek.
Trochę czasu jeszcze porozmawiali – a temat ostatecznie rozmył się na inny, zdecydowanie mniej poważny. W końcu jednak Victoria poczuła, że to dobry moment, żeby zakończyć spotkanie.
– Będę się już zbierać. Dziękuję za obiad i informacje – uśmiechnęła się leciutko do Rodolphusa, a chwilę później już jej nie było.
Pozostała tylko mgiełka jej perfum. I leciutko przestawiony obrusik na stoliku.