- Za bardzo filozoficzne przemyślenia, jak dla mnie. - Ceniła sobie prostotę, zdecydowanie wolała konkrety od takich nie do końca pewnych sytuacji. Jasne, nie wszystko dało się przewidzieć, ale lubiła mieć jakąkolwiek kontrolę nad tym, co działo się w jej życiu, dlatego tez teraz nie do końca odnajdywała sie w tym, co działo się wokół niej, już dawno przestała panować nad tym wszystkim. Nie czuła się więc pewnie, wręcz przeciwnie, miała wrażenie, że gdzieś błądzi, że nic nie idzie po jej myśli. Nie lubiła tego uczucia.
Wcale nie było jej prościej, gdy zaczęli się przyjaźnić. Jasne, mogła mieć go blisko siebie, co z tego, jeśli jednak nie miała prawa sięgać po więcej? Przyjaźń rządziła się swoimi prawami, były pewne zasady, granice, których nie powinna przekraczać, bo tak wypadało, bo mogła to wszystko stracić. Nie chciała tego, nie chciała, żeby ponownie się od niej odsunął, chyba więc dlatego trzymała się tego, co udało im się wypracować, chociaż nie do końca ją to satysfakcjonowało.
- Starzec, a do tego zwyczajny? Teraz to mnie chyba naprawdę zaczynasz obrażać. - Nie skupiała się na całej reszcie tego, co miał jej do powiedzenia, wyłapywała te pojedyncze słowa, których znaczenie wydawało jej się być jasne i proste. Tak, zdawała sobie sprawę, że to tylko nazwa jakiejś rośliny, ale brzmiała dosyć zabawnie, dlatego właśnie ku temu sięgnęła.
Nie miała pojęcia dlaczego tak bardzo próbuje jej przybliżyć te swoje roślinne ciekawostki, zdecydowanie się w nich gubiła i nie rozumiała praktycznie nic, zaczynała się gubić, zwłaszcza gdy podczas jednej rozmowy padało tyle nazw, o których nie miała pojęcia.
- Nie spodziewałam się, że jedna roślina może mieć, aż tyle zastosowań. - Cóż, aktualnie nie zapamiętała nawet jej nazwy, pewnie zbyt szybko się to nie zmieni, trudno jej się było zresztą na tym skupić, gdy on znajdował się blisko niej. Starała się po prostu kiwać głową i udawać, że rozumie, że dociera do niej to co mówi, chociaż wcale tak nie było. Nie, gdy wpatrywała się w jego zielone oczy.
- Czy wyglądam, jakbym mogła się zmartwić tym, że ktoś ze środowiska byłby do mnie źle nastawiony? - No, poza jedną osobą oczywiście wszyscy inni się dla niej nie liczyli. Nie obchodziła jej ich opinia, zupełnie się nią nie przejmowała. Zresztą nigdy nawet nie udawała, że ją to chociaż odrobinę ciekawi, raczej ziewała, gdy zaczynały się rozmowy na podobne tematy.
Nie sądziła, że Roisa może ruszyć to, że już kiedyś szukała tego magicznego kwiatka, który pojawiał się w różnych opowieściach, czemu miałby się tym przejmować, przecież tylko się przyjaźnili, przyjaciele nie mieli przecież nic przeciwko temu, aby ich przyjaciele spędzali miło czas w towarzystwie kogoś płci przeciwnej, prawda? Wiedziała, że sama pewnie nie dałaby rady obserwować go u boku jakiejś innej kobiety, więc pewnie pospiesznie zmyłaby się do domu, ale on przecież nie czuł tego, co ona? Była o tym śmiertelnie przekonana.
- Doskonale, to jesteśmy dogadani. - Cóż, czy to oznaczało, że mogłaby mu teraz już powiedzieć, że coś ją opętało? Nie, nie była, aż taka głupia, wiedziała, że to nie może mieć miejsca, nie powinna sobie pozwalać na takie wypowiedzi, nie chciała, żeby się od niej odsunął przez to, że zaczęła patrzeć na niego nieco inaczej, nigdy pewnie tego nie odwzajemni, musiała się więc z tym pogodzić, tak po prostu. Było to trochę dziwne, bo nie miała w zwyczaju tak łatwo odpuszczać, ale tym razem czuła, że nie może zrobić inaczej, za bardzo jej na nim zależało.
- Być może, chociaż, czy ja wiem. - Cóż, nie dało się zaprzeczyć temu, że miała swoje zdanie, kierowała się swoimi własnymi odczuciami, które nie musiały być takie jak innych, może faktycznie to świadczyło o tym, że jest subiektywna?
- Tak, to jeden z największych pozytywów. - Kolejnym było to, że mogła się w niego wpatrywać, słuchać tego, co ma do powiedzenia. Mogła spędzać z nim każdą wolną chwilę, nawet podczas tych przyjęć, to wiele dla niej znaczyło. Szkoda jednak, że nie umiała sięgnąć po coś więcej, bo to było tym, czego aktualnie najbardziej chciała. Dotknąć go w inny sposób, zbliżyć swoje usta do jego ust, wrócić z nim do domu zupełnie inaczej, niż wracali dotychczas, pozwolić mu zerwać z niej ten okropny i ciasny gorset, tak było jeszcze wiele rzeczy, które chciała z nim robić, tyle, że były one zdecydowanie poza jej zasięgiem.
- Fontanny alkoholowe brzmią jak coś, w co powinnam się zaopatrzyć, może postawię sobie taką na balkonie? - Najlepiej jeszcze, aby sama się napełniała, to mogłoby być jej nowe, ulubione miejsce w jej mieszkaniu, pewnie by się od niego nie oddalała.
- Przynajmniej będzie na co patrzeć, całkiem zabawne jest to, jak próbują pokazywać, kto stara się bardziej. - Miała świadomość, że bycie najlepszym, najbardziej zaskakującym jest ważne dla wielu rodzin czystokrwistych, sezon rządził się swoimi prawami i każdy chciał pokazać, na co ich stać. Jej rodzina nie brała udziału w tych śmiesznych zawodach, więc było to dla niej o tyle ciekawe, że na co dzień nie spotykała się z podobnym zachowaniem i nie do końca to rozumiała.
- Weźmy dwie, lepiej mieć pewność, że nie zabraknie nam trunków. - To by było dopiero nieszczęście. Pomysł wydawał się jej być nie najgorszy, może wtedy łatwiej jej będzie przebywać w jego towarzystwie. Mała coraz większy problem z tym, aby skupić się na tym, co mówił. Zaczęła myśleć o tym wszystkim, o czym nie wypadało myśleć młodej damie. Cóż, nie miała na to za bardzo wpływu, nie kiedy znajdował się tuż obok. Przyjaciel, najlepszy kumpel, u którego boku chciałaby się obudzić. To było fatalne połączenie.
- Myślisz, że w ogóle jeszcze jakieś będą wolne? Obawiam się, że to może być towar deficytowy. - Nie ma się co oszukiwać, towarzystwo lubiło się bawić, alkohol lał się tutaj strumieniami, nie zdziwiłoby jej wcalej, gdyby się okazało, że już każdy wodopój jest zajęty. Oczywiście mogli spróbować, ale nie spodziewała się cudów.
- Chodźmy. - Nie było sensu tu siedzieć, noc była jeszcze młoda, powinni się czymś zająć, nie chciała dłużej skupiać się na tym, czego nie mogła mieć. Pociągnęła Ambroisa za rękę, a po chwili wsunęła mu ją pod ramię. Mogli rozpocząć poszukiwanie swojej zdobyczy. Rozglądała się uważnie, wokół siebie, w poszukiwaniu alkoholu, który mogliby zabrać. Nie chciała go zgubić, to też dlatego właśnie zdecydowała się na to, aby przemierzać z nim drogę właśnie w ten sposób, chociaż, czy aby na pewno, przecież nie robiła tego dlatego, aby znalazł się bliżej niej, aby chociaż przez chwilę mogła poczuć, że mogą mieć coś więcej, nie, wcale jej o to nie chodziło.