Lubił to słyszeć. Że jest naukowcem. Lubił słuchać Vasilija, więc długie wieczory mijały mu po prostu na piciu herbaty w fotelu i rzucaniu ewentualnych uwag odnośnie materii treściowej. Z ich dwójki to Vasiyenka był wizjonerem. Dlatego Morpheus odłożył z jego skroni lód, przyjrzał się urazowi z czujnością kogoś, kto może nie zna się na samym leczeniu, ale widział dostatecznie wiele urazów, często poważnych, aby wiedzieć, na co zwracać uwagę. Przysunął się trochę bardziej do opuchniętej części twarzy, obawiając się o uraz gałki ocznej.
Nabrał na palce magicznego smarowidła i zaczął rozprowadzać, tam gdzie skóra była obolała, siniała, gdzie krew pęczniała. Starał się robić to jak najdelikatniej, jak kochanek, a nie magilekarz, który ma jeszcze do obejścia dwudziestu pacjentów.
Zamarł, gdy padło ostatnie zdanie. Dziwne poczucie katastrofy w jego ciele nabrało rozpędu i przypominało kometę, która pędzi z niebios na Londyn i spadnie na Horyzontalną, aby ją spalić i pozostawić po sobie jedynie krater. Powiedział to. Powiedział to swojemu ojcu. Zimny deszcz przeszedł mu po plecach, ale zignorował go. Zrzucił na karb przemoczenia.
— Też cię kocham — odpowiedział z uczuciem, łapiąc jego dłoń i schylając się do knyknci, aby je ucałować, a później przyłożyć na nowo lód do opuchniętej powieki. Fizyczna afekcja była dość mocno obecna z jego strony, zdawał się tego potrzebować, mieć poczucie, że Dolohov na prawdę jest u jego boku. Pewna sztywność nagle była uzasadniona. Dolohov Senior wiedział. Wiedział o nim. Komu powie. Do czego to wykorzysta? Łatwo mu było wyobrazić sobie Godryka, który go po prostu wyrzuca z domu. Matka i ojciec się kochali, ale pod wieloma względami kobieta bardzo mocno wyznaczała swoje czasy, a i tak dość długo udało jej się wymieniać jedno dziecko (Aurorę, która została detektywem) na drugie (Morpheusa, o niemęskich dłoniach i zajęciach).
Nie wiedział, co powiedzieć więcej, bo zwyczajnie się bał. Jego ramiona spięły się, jak w oczekiwaniu na walkę. Musiał coś zrobić, a miał ochotę tylko stać się tym, czym według Vasilija nie był. Potworem.
— Wanna czy łóżko? Musisz odpocząć — zapytał, głos miał pełen napięcia. Nawet to kilka metrów w tę i w tamtą mogło mu pomóc. — Przeczytam ci moje uwagi do twojego artykułu, jeśli chcesz...
Cokolwiek, żeby nie myśleć, że on wie. I że właśnie przyklejono do jego pleców tarczę strzelniczą. To nic. Cierpienie uszlachetniania. Ulubione jagnię swojego Boga.