07.12.2024, 10:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.12.2024, 11:01 przez Icarus Prewett.)
Icarus rozumiał to, co mówił Anthony, choć miał wrażenie, że ten trochę zbytnio poetyzował te tematy. Dla Prewetta były one... cóż... pracą, czymś może nie pozbawionym znaczenia, ale znormalizowanym w jego małym świecie. Czasem miewał oczywiście przemyślenia, że zajmował się czymś niesamowitym: poniekąd starał się przebyć podróż w czasie i to tylko na podstawie śladów pozostawionych przez przodków. Jednak Rzym był dla niego przede wszystkim obiektem badań, a tamtejsi ludzie... wcale tak bardzo nie różnili się od współczesnych.
Jednak, z drugiej strony, warto było zwrócić uwagę na to, że Imperium to było przesiąknięte przemocą i niesprawiedliwością. Nie chodziło tylko o okres cesarstwa, gdzie to na tronie zasiadali niestabilni psychicznie despoci. Były też sprawy niewolnictwa, podbojów, nierówności społecznych, mizoginii i kultu militarnego.
– Historia nie jest tylko wskazówką. Jest przestrogą – stwierdził. – Chcielibyśmy, mimo wszystko, pewne rzeczy odrzucić, zapanować nad słabościami poprzez uświadomienie sobie ich istnienia.
Przerwał na chwilę. Przypomniał sobie o pewnej książce jednego z mugolskich wielkich filozofów. Ojciec Icarusowi ją kiedyś sprezentował, z okazji urodzin. „Wykłady z filozofii dziejów”, lektura, na którą trzeba było poświęcić wiele godzin, przeczytać opracowania, a i tak miało się poczucie, że nie do końca się wszystko rozumiało.
– Zna pan dzieła Georga Hegla? Teza, antyteza i synteza – rzekł, zdając sobie oczywiście sprawę z tego, że ta terminologia pojawiła się dopiero w recepcji Hegla. – Z Rzymem ten mechanizm w pewien sposób zadziałał. Istniało imperium, którego antytezą były napady barbarzyńców. Upadek jednak nie oznaczał kompletnej klęski, bo utworzyło się potem państwo karolińskie, które chciało kontynuować rzymskie idee... na swój sposób. I mielibyśmy w ten sposób zmierzać do wolności. Miło pomyśleć sobie, że to wszystko, co się dzieje ma jakiś sens. Problem jedynie tkwi w tym, że trudno określić, na jakim etapie obecnie jesteśmy.
Jednak, z drugiej strony, warto było zwrócić uwagę na to, że Imperium to było przesiąknięte przemocą i niesprawiedliwością. Nie chodziło tylko o okres cesarstwa, gdzie to na tronie zasiadali niestabilni psychicznie despoci. Były też sprawy niewolnictwa, podbojów, nierówności społecznych, mizoginii i kultu militarnego.
– Historia nie jest tylko wskazówką. Jest przestrogą – stwierdził. – Chcielibyśmy, mimo wszystko, pewne rzeczy odrzucić, zapanować nad słabościami poprzez uświadomienie sobie ich istnienia.
Przerwał na chwilę. Przypomniał sobie o pewnej książce jednego z mugolskich wielkich filozofów. Ojciec Icarusowi ją kiedyś sprezentował, z okazji urodzin. „Wykłady z filozofii dziejów”, lektura, na którą trzeba było poświęcić wiele godzin, przeczytać opracowania, a i tak miało się poczucie, że nie do końca się wszystko rozumiało.
– Zna pan dzieła Georga Hegla? Teza, antyteza i synteza – rzekł, zdając sobie oczywiście sprawę z tego, że ta terminologia pojawiła się dopiero w recepcji Hegla. – Z Rzymem ten mechanizm w pewien sposób zadziałał. Istniało imperium, którego antytezą były napady barbarzyńców. Upadek jednak nie oznaczał kompletnej klęski, bo utworzyło się potem państwo karolińskie, które chciało kontynuować rzymskie idee... na swój sposób. I mielibyśmy w ten sposób zmierzać do wolności. Miło pomyśleć sobie, że to wszystko, co się dzieje ma jakiś sens. Problem jedynie tkwi w tym, że trudno określić, na jakim etapie obecnie jesteśmy.